czwartek, 23 lipca 2020

#128 "Pan Perfekcyjny" - Jewel E. Ann


         „Pan Perfekcyjny” autorstwa Jewel E. Ann to książka, którą kupiłam skuszona małym fragmentem jednej z recenzji na portalu Lubimy Czytać. Nie czytałam w całości żadnej opinii, ale zdanie, że okładka może zapowiadać romans/erotyk, lecz w środku czytelnik dostaję coś zupełnie innego – pięknego i wzruszającego, przemówiło do mnie na tyle, że kiedy trafiłam w jednej z księgarni na okazyjną cenę 10zł wiedziałam, że muszę tą dyszkę zainwestować właśnie w tą historię. Jeśli jesteście ciekawi, jaki naprawdę jest „Pan Perfekcyjny” zapraszam do lektury recenzji.





        Tytuł – „Pan Perfekcyjny"
          (oryg.Look the Part)
          Autor – Jewel E. Ann
Tłumaczenie - Katarzyna Agnieszka Dyrek
          Wydawnictwo – Filia
            Liczba stron – 410
         Wydanie pierwsze – 2018
         ISBN – 978-83-8075-527-7


Flint Hopkins jest wziętym adwokatem, który na co dzień mieszka w Minneapolis gdzie prowadzi własną kancelarię. Poza pracą całą swoją energię skupia na samotnym wychowywaniu dwunastoletniego syna Harrisona, który cierpi na lekką odmianę autyzmu. Nasz bohater jeszcze dziesięć lat temu był szczęśliwym mężem i ojcem – teraz jest już tylko ojcem. Jeden dzień, jedna nieodpowiedzialna decyzja i życie Flinta wywróciło się do góry nogami. Wypadek samochodowy w którym nasz bohater stracił żonę, a jego syn matkę nieodwracalnie zmienił świat mężczyzny. Adwokat od 10 lat żyję w przeświadczeniu, że nie zasługuję na szczęście, a jedynie na karę – bo to właśnie powinien dostać on sam - człowiek, który prowadząc pod wpływem alkoholu zabija własną żonę. Każdy dzień dla Flinta to obwinianie się o wypadek i każdy dzień, który nastąpił po tamtym dniu to dzień bez alkoholu – i tak już od dekady

„Najtrudniejsza w odebraniu komuś życia jest świadomość, że nic nigdy tego nie naprawi.
Ani milion „przepraszam”.
Ani najsilniejszy klej.
Ani nieskończona dobroć dla świata.”

Kiedy nasz bohater postanowił wynająć przestrzeń biurową nad swoją kancelarią Ellen Rodgers nie przypuszczał jeszcze, że już po pierwszym dniu jej pracy będzie marzył o tym, aby … wypowiedzieć jej umowę najmu.

Kobieta nie dość, że z charakteru jest kompletnym przeciwieństwem Flinta: otwarta, radosna, bezpośrednia, to w dodatku jest z zawodu muzykoterapeutą – a jak sama nazwa wskazuję prowadzi ona terapię z wykorzystaniem instrumentów muzycznych. Flint wynajmując jej biuro był przekonany, że jego nowa najemczyni korzysta w pracy ze swoimi pacjentami ze spokojnej muzyki relaksacyjnej, a nie ... walenia w bębny, grania na gitarze czy śpiewania. Wyrzucenie Ellen może i byłoby łatwe, gdyby nie to, że skradła ona serce Harrisona proponując mu lekcję gry na gitarze.

Czy człowiek, który doświadczył w życiu ogromnej tragedii wywołanej przez samego siebie uwierzy, że ma prawo do jakiejkolwiek przyszłości - zwłaszcza tej szczęśliwej?

„Pan Perfekcyjny” ma przyciągającą każde kobiece oko okładkę. Przystojny mężczyzna w trzyczęściowym garniturze. Zdawać by się mogło – banał. Ale zawartość wcale nie jest banalna - wręcz przeciwnie. Uważam, że historia Flinta i Ellen nie jest historią jakich wiele i o jakich możemy przeczytać w pierwszym lepszym romansie. Oboje bohaterowie to ludzie po przejściach – i choć o tragedii jakiej doświadczył Flint dowiadujemy się już w samym prologu, to na szczegóły z przeszłości Ellen przyjdzie czytelnikowi chwilę poczekać. Okaże się, że pod maską rezolutnej i bezpośredniej kobiety kryje się osoba, której życie także nie oszczędziło.

Moje serce skradł Harrison – inteligentny ponad swój wiek chłopiec okazał się silniejszy niż wydawało się to przez długi czas jego ojcu. Poza tym, jedna z drugoplanowych postaci – czyli sekretarka Flinta to kobieta, która swoją pewnością siebie i swego rodzaju „tupetem” w stosunku do swojego szefa kupiła mnie w 100%.

Jewel E. Ann stworzyła historię, która nie tylko wzrusza, ale i uczy. Pokazuję, z jakimi ograniczeniami zmagają się rodzice, zwłaszcza ci samotnie wychowujący dziecko, które wymaga większej troski niż to w 100% zdrowe.

Piękna, mądra historia o wybaczeniu – zwłaszcza samemu sobie. Taka jest ta książka.

piątek, 10 lipca 2020

#127 "Someone New" - Laura Kneidl


        Do pisania poniższej recenzji zasiadłam dopiero kilka dni po skończeniu książki? Dlaczego? Nie dlatego, że nie wiedziałam co wam napisać, a dlatego że musiałam przemyśleć jak wam to przekazać, aby oddać tej książce i historii w niej zawartej szacunek na jaki zasługuje. Bo ta recenzja musiała być dopieszczona i perfekcyjna w każdym calu. „Someone New” autorstwa Laury Kneidl totalnie mnie zaskoczyła. Uwierzcie, że przy ilości książek jakie czytam, stanowi to nie lada wyczyn. Nie przewidziałam, że już w połowie roku przeczytam książkę, która będzie jedną z najlepszych historii New Adult jakie w życiu przeczytałam.




          Tytuł – „Someone New"
           (oryg.Someone New)
          Autor – Laura Kneidl
      Tłumaczenie - Joanna Grzelak
          Wydawnictwo – Jaguar
            Liczba stron – 480
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-7686-892-9


Główną bohaterką książki jest Michaella „Micah” Owens, która pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny, a na co dzień mieszka z rodzicami w ogromnym domu w Mayfield. Jest córką prawników, którzy mają bardzo tradycyjne poglądy i spojrzenie na świat. Dorastając nasza bohaterka nigdy nie narzekała na brak miłości czy podejście rodziców do wielu kwestii, jednak miarka się przebrała w momencie w którym rodzice wyrzucili z domu jej ukochanego brata bliźniaka, a ich własnego syna Adriana. Dlaczego? Bo dowiedzieli się, że jest homoseksualistą. Dla państwa Owens syn gej to „ciężar” na który nie mogły sobie pozwolić osoby o ich statusie: „bo co powiedzą inni”, „bo kontrahenci odejdą z kancelarii”, „bo to grzech” ...

Ograniczony światopogląd rodziców spowodował, że Michaella nie mogła się pogodzić z podejściem rodziców do seksualności Adriana. Najgorsze było to, że brat przepadł jak kamień w wodę, a Micah nie wiedziała ani gdzie jest ani czy jest bezpieczny, bo nie odpowiadał na tysiące wiadomości które dziewczyna wysyłała na jego telefon. To m.in. z tego powodu Micah nie wyjechała na studia na uniwersytet Yale, gdzie mieli studiować razem z Adrianem, a zdecydowała się uczęszczać do miejskiego college'u MFC w Mayfield. Tutaj miała większe szanse na znalezienie brata, bo była pewna, że ten nie mógł nigdzie wyjechać biorąc pod uwagę, że rodzice odcięli mu dostęp do wszystkich kart kredytowych. Sama Micah nie mogła się doczekać, aż wyprowadzi się do kupionego jej przez rodziców mieszkania znajdującego się bliżej MFC. Uczestniczenie co jakiś czas w eleganckich kolacjach organizowanych przez rodziców, to mała cena na samodzielne mieszkanie i wyprowadzkę z domu, który teraz domem pozostał tylko z nazwy.

Na jednym z takich przyjęć Micah poznaję Juliana, który dorabia na nim jako kelner. Jedna źle zinterpretowana przez matkę dziewczyny sytuacja powoduję, że chłopak zostaje wyrzucony z ich domu, a pani Owens zapewnia go, że nie znajdzie już żadnej pracy w cateringu. Micah kolejny raz nie może wyjść z „podziwu” jak zachowuje się jej własna matka.

Od owego wieczoru minęło kilkanaście tygodni, a nasza bohaterka wreszcie wprowadza się do nowego mieszkania, ale w jej myślach nadal co jakiś czas pojawia się Julian. Micah nie może sobie wybaczyć, że w trakcie krótkiej konfrontacji z jej matką, była zbyt bierna, zszokowana i zaskoczona by stanąć bardziej w obronie chłopaka. Ma wrażenie, że ta sytuacja przypomina jej moment, kiedy nie walczyła bardziej o własnego brata.


Kiedy w nowym mieszkaniu dziewczyny, odwiedzają ją sąsiedzi - Maurice i Cassie i wspominają przypadkiem w rozmowie o ich współlokatorze  - Julianie, Micah wie, że to nie może być przypadek. I może to będzie jej szansa, aby przeprosić go za to, że to m.in. przez nią stracił pracę, która najwyraźniej była dla niego ważna. Problem w tym, że kiedy już dochodzi do ponownego spotkania naszych bohaterów Julian, jest dość skryty i zamknięty – czyli jest kompletnym przeciwieństwem otwartego i bezpośredniego człowieka, którego poznała na tamtym przyjęciu.

W miarę upływu czasu Micah i Julian zbliżają się do siebie, choć do niczego między nimi nie dochodzi. Mimo, iż nasza bohaterka jest zauroczona nowym sąsiadem, to jego postawa w stosunku do niej jest dość zachowawcza. Micah stara się zatem dzielić czas między: studia prawnicze, których szczerze nienawidzi, a na które poszła, żeby zadowolić rodziców; poszukiwanie brata za którym tęskni, a który nadal milczy; jej prawdziwą pasję, którą jest sztuka i rysunek, a przede wszystkim relację z Julianem.


Do tego momentu recenzji ta książka brzmi jak typowa młodzieżówka prawda? Młodzi ludzie z typowymi problemami. Cóż w tym nowego? Odkrywczego? Otóż tego wam nie powiem. Nie zdradzę, wam najważniejszego wątku tej historii - wątku przez który ta książka jest warta przeczytania tych prawie pięciuset stron.

Tajemnica i przeszłość Juliana. Skrywane przez niego ze strachu przed Micah, współlokatorami i wszystkimi wokół.

Co sprawia, że rodzice mówią wprost własnemu rodzonemu dziecku, że zrobiłoby wszystkim przysługę, gdyby się zabiło? ZABIŁO! Co sprawia, że rodzice wyrzucają własne dziecko z domu? Co powoduje, że rodzice mówią własnemu dziecku, że przynosi wstyd rodzinie? Za pewne nigdy tego nie doświadczyliście i pewnie nie doświadczycie, ale Julian nie miał takiego szczęścia. On doskonale wie, jak to jest usłyszeć to wszystko od własnych rodziców.


Czytając „Someone New” wprost nie mogłam uwierzyć, że własna rodzina zarówno głównej bohaterki jak i, a może przede wszystkim, głównego bohatera to osoby o tak ograniczonym światopoglądzie.

Laura Kneidl daję tą historią przeogromną lekcję dla świata i jeszcze większe przesłanie dla wszystkich ludzi. Pomyślicie, że ... to tylko książka. NIE moi drodzy. To życie. Życie, które niektórzy znają z autopsji.

Życie bez akceptacji, życie bez tolerancji, życie w dyskryminacji, życie z kompleksami i zaburzoną samooceną. Taki jest współczesny świat w którym żyjemy. Taki jest świat w tej książce. Chciałabym widzieć przyszłość w lepszych barwach, bo każdy ma prawo, aby żyć w zgodzie z samym sobą, być sobą, a nie pod dyktando poglądów innych.

Ta książka na długo zostanie w mojej pamięci, jestem pewna, że za jakiś czas do niej powrócę, a was zapewniam, że ta historia to najlepiej wydane pieniądze na naukę o akceptacji drugiego człowieka.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

sobota, 27 czerwca 2020

#126 "Gdy skończy się sierpień" - Penelope Ward


        Zgodnie z obietnicą wrzucam wam dzisiaj recenzję nowej książki autorstwa Penelope Ward. „Gdy skończy się sierpień” to historia idealna dla fanek romansów z różnicą wieku między głównymi bohaterami, do których przyznaję i ja się zaliczam.





   Tytuł – „Gdy skończy się sierpień"
         (oryg.When August Ends)
          Autor – Penelope Ward
      Tłumaczenie - Edyta Stępkowska
          Wydawnictwo – Editio Red
            Liczba stron – 296
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-2836-115-7



Główną bohaterką książki jest dwudziestoletnia Heather Chadwick. Kiedyś dziewczyna miała mnóstwo planów na przyszłość, jednak życie jak zwykle zweryfikowało rzeczywistość oraz marzenia. Kiedy kilka lat temu, jej siostra Opal popełniła samobójstwo, kiepski już i tak stan psychiczny jej mamy pogorszył się, przez co Heather musiała zrezygnować z planów wyjazdu na studia, aby zostać przy mamie i się nią opiekować. Dzięki pracy kelnerki, nasza bohaterka utrzymywała siebie oraz mamę, natomiast mieszkanie przy jeziorze Winnipesaukee będącym popularnym turystycznym zakątkiem, stanowiło możliwość dodatkowego zarobku dla kobiet, które wynajmowały domek letniskowy znajdujący się przy ich własnym domu.

Heather nie przewidziała, że nowy lokator który właśnie wynajął domek na trzy najbliższe miesiące - co było dość długim okresem, będzie tym który kompletnie odmieni jej życie.

Pierwsze spotkanie naszej bohaterki i Noah Cavallari było zaskakujące dla obojga. Do obowiązków Heather należało m.in. zapewnianie świeżych ręczników czy sprzątanie domku letniskowego. Gdy dziewczyna zauważyła, brak samochodu nowego lokatora postanowiła wykorzystać ten moment do wykonania wspomnianych obowiązków – nie przewidziała jednak, że brak pojazdu nie zawsze oznacza także braku jego właściciela. Tak właśnie Heather poznała nowego lokatora, kiedy ten półnagi wyszedł z łazienki, a nasza bohaterka … doznała lekkiego oszołomienia. Dziewczyna nie spodziewała się, że Noah będzie niezwykle przystojnym i co widoczne już na pierwszy rzut oka, starszym od niej mężczyzną.

Choć drugie spotkanie, kiedy Noah wbiegł do jeziora myśląc, że Heather się topi (a ona tylko uprawiała akwaaerobik), wypadło równie niezręcznie, to dziewczyna coraz bardziej była zaintrygowana nowym lokatorem.

"- Co ty wyprawiasz? - wrzasnęłam, a serce chciało mi wyskoczyć z piersi. 
  Błyskawicznie mnie puścił. Ciężko dysząc, powiedział: 
- Ty się nie topisz... 
  Wyjęłam z uszu słuchawki. 
- Nie! Skąd ci to przyszło do głowy? 
- Machałaś rękami jak szalona. Zobaczyłem cię z werandy i myślałem, że potrzebujesz pomocy. 
   Krew tętniła mi w żyłach. 
- Nie topiłam się. Tańczyłam. 
  Wyszczerzył zęby. 
- Tańczyłaś... 
- Tak. 
- Ja pierdolę... - mruknął pod nosem, po czym odwrócił się i poczłapał do brzegu."


Mimo, iż z początku wydawało się, że ta dwójka za sobą nie przepada, to po bliższym poznaniu okazało się, że dobrze im się ze sobą rozmawia. Niestety, kiedy Heather dość bezpośrednio wyznała Noah, że ten jej się podoba, mężczyzna od razu stanowczo odrzucił jej zaloty, argumentując to zbyt dużą różnicą wieku, choć dla Heather jego trzydzieści cztery lata nie stanowiły większego problemu.


Jak to mawiają - serce nie sługa i czasem to, co podpowiada nam głowa, nijak ma się do tego, co dyktuje serce.

Co się jednak stanie kiedy okaże się, że Noah nie był do końca szczery w stosunku do Heather, a jego przyjazd i wynajęcie domku letniskowego akurat u naszej bohaterki nie było przypadkowe?
I najważniejsze - co się wydarzy gdy skończy się sierpień?


Jak już wspomniałam, jestem ogromną fanką książek w których między bohaterami jest większa różnica wieku – w tym przypadku jest to czternaście lat. W gdy „Skończy się sierpień” mamy do czynienia z niezwykłą dojrzałością zarówno Heather jak i Noah. Ona mimo, młodego wieku opiekuje się chorującą na depresję mamą i utrzymuje dom, z kolei on - choć mógłby bez problemu uwieść zauroczoną nim dziewczynę, nie robi tego, a wręcz robi wszystko, żeby nie dopuścić do niekomfortowych sytuacji. Poza tym przekonacie się sami w trakcie lektury, że dla Noah najważniejsze okaże się dobro Heather i jej marzenia.

Sama nie przewidziałam, że ta historia mnie wzruszy, a tak się właśnie stało pod koniec lektury. „Gdy skończy się sierpień” jest piękną, niezwykle ciepłą i mądrą książką z przesłaniem, że wiek to tylko liczba. Gdy w grę wchodzą uczucia, często jesteśmy nimi zaślepieni, a w tej historii można dostrzec, że rozsądek pozwala nam mieć i miłość i marzenia.

Jedyna moja uwaga techniczna w stosunku do tej książki, to okładka, która nie przypadła mi do gustu. Wolałabym, aby zachowano oryginalną lub wykorzystano coś innego.


                                Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

poniedziałek, 22 czerwca 2020

#125 "Dream Again" - Mona Kasten


        W dzisiejszym poście opowiem wam co nieco o kolejnej książce Mony Kasten, która miała swoją polską premierę na początku tego miesiąca. „Dream Again” to piąta już powieść zaliczana do cyklu Begin Again, którą jednak bez problemu można czytać jako jednotomówkę, bez konieczności znajomości poprzednich historii w tej serii.





          Tytuł – „Dream Again"
           (oryg.Dream Again)
           Autor – Mona Kasten
      Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
            Liczba stron – 328
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-7686-889-9


Jude Livingston odkąd tylko była dzieckiem pragnęła jednego - zostać aktorką. Jako młoda siedemnastoletnia dziewczyna dostała główną rolę w serialu Twisted Rose i dzięki pomocy rodziców wyjechała do Los Angeles spełniać marzenia. Niestety jak to czasami bywa, cena za marzenia bywa okrutna. Pierwszy sezon serialu okazał się ostatnim, każdy kolejny casting kończył się porażką, a topniejące z dnia na dzień oszczędności zmusiły naszą bohaterkę do konieczności przyjazdu do Woodshill, gdzie mieszka i studiuje jej brat Ezra, który jako jedyny z rodziny wie, że Jude wróciła z LA.


Woodshill raczy naszą bohaterkę nie tylko zimną pogodą, ale także chłodnym powitaniem, gdy drzwi do mieszkania w którym mieszka Ezra, a w którym tymczasowo ma zamieszkać Jude - otwiera jej … Blake – pierwsza i wielka miłość dziewczyny, z którym zerwała w trakcie pobytu w Los Angeles. Chłopak od samego początku nie kryje swojego niezadowolenia i wściekłości z faktu, że ma mieszkać pod jednym dachem z dziewczyną, która posiekała jego serce w drobny mak.

„ - Po co tu przyjechałaś, Jude? - Blake nie odrywał wzoku od ekranu.
Jego głos był ochrypły i niski, tak jak to zapamiętałam. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Pewnie z zimna.
  - Ezra nie wspomniał, że przyjadę?
  - Zaprotestowałbym, gdybym wiedział.
 - Zacisnęłam zęby. A więc brat mnie okłamał, gdy zapewniał, że nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, jeśli chwilowo się u niego zatrzymam.
    (…)
 - Właściwie chciałam tu chwilę posiedzieć – zaczęłam niespokojnie.
    Blake zatrzymał grę, ale nadal na mnie nie patrzył.
  - Jak długo?
  - Jakiś czas, chwilowo. Poszukam pacy i …
  - Jak długo? - Wpadł mi w słowo.
    (…)
  - Na razie nie wiem, Blake – odparłam po krótkiej chwili.
    (…)
  - Żeby wszystko było jasne, nie chcę, żebyś tu mieszkała. Byłoby lepiej gdybyś jak najszybciej poszukała sobie innego miejsca.”


Pytanie brzmi - czy Blake będzie w stanie zapomnieć i wybaczyć Jude zerwanie? A co ważniejsze czy będzie tego chciał? I co tak naprawdę spotkało naszą bohaterkę w Los Angeles i dlaczego przeglądanie mediów społecznościowych powoduje u niej takie zdenerwowanie?


„Dream Again” to historia o ludziach, którzy kiedyś znaczyli dla siebie wszystko, a teraz nie wiedzą jak sobie poradzić z faktem, że sytuacja zmusza ich do mieszkania w tym samym miejscu. Ta książka niesie ze sobą arcyważny morał – pokazuję, że jeśli masz ma przy sobie drugą osobę na której możesz polegać, która wspiera cię we wszystkim i która kiedy trzeba daje ci przysłowiowego kopniaka, nawet kiedy ty chcesz się już poddać – to jesteś w stanie osiągnąć wszystko, czego tylko zapragniesz.

Niestety muszę także przyznać, że o ile poprzednie książki w tym cyklu były naprawdę udane, to „Dream Again” jest dość nudną fabularnie historią. Nie dzieje się tu nic takiego, co powodowałoby szybsze bicie serca u czytelnika. Co do głównych postaci to, zarówno Jude jak i Blake są dość prostolinijnymi bohaterami, z nie rozbudowanymi portretami psychologicznymi. „Dream Again” jest za to napisane prostym i lekkim językiem co sprawia, że książkę czyta się w miarę szybko. Mam też ogromną nadzieję, że Mona Kasten poświęci następną książkę Ezrze - bratu Jude, bo myślę, że byłaby to dużo lepsza historia niż "Dream Again".


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

wtorek, 16 czerwca 2020

#124 "Podróż nieślubna" - Christina Lauren


     Dziś chciałabym podzielić się z wami przedpremierową recenzją „Podróży nieślubnej” autorstwa Christiny Lauren. Tworzące pod tym pseudonimem literackim dwie amerykańskie pisarki Christina Hoobs oraz Lauren Billings rozkochały mnie w swojej twórczości już kilka dobrych lat temu, kiedy w moje ręce trafiły książki z serii „Piękny drań”. Czy powrót do twórczości Christiny Lauren okazał się zawodem, a może wręcz przeciwnie – utwierdził, że to dalej dobrze naoliwiona pisarska maszyna? Przekonacie o tym tylko, jeśli skusicie się do lektury poniższej recenzji.




Tytuł – „Podróż nieślubna"
(oryg.The Unhoneymooners)
Autor – Christina Lauren
Tłumaczenie - Nina Dzierżawska
Wydawnictwo – Poradnia K
Liczba stron – 336
Wydanie pierwsze – 2020
ISBN – 978-83-6600-594-5



Główną bohaterką historii jest Olive Torres, którą poznajemy w dniu ślubu jej bliźniaczki jednojajowej - Ami. Mimo, iż z zewnątrz siostry są jak dwie krople wody, to z charakteru nie mogłyby się bardziej różnić. Olive to chodzący pech i jeśli komuś ma przytrafić się coś złego to … tak zgadliście, spotka to właśnie ją. Ami z kolei to urodzona optymistka i jednocześnie perfekcjonistka, której wszystko się udaje – zwłaszcza wygrywanie wszelkiego rodzaju loterii i konkursów. Swoje szczęście wykorzystała nawet przy organizacji najważniejszego dnia w jej życiu zdobywając darmowego DJ-a, sukienki dla druhen czy cały bufet.

Złe samopoczucie i pech Olive potęguję także sukienka druhny, którą zapewniła jej siostra – okropna zielona kreacja z satyny w której nasza bohaterka czuje się jak … wielka puszka 7UP-a.

A zatem...

Ślub Ami był? Perfekcyjny.
Przyjęcie weselne natomiast? Totalna katastrofa.

Gdy goście weselni jeden po drugim zaczęli wymiotować i cierpieć na okropne bóle brzucha okazało się, że doszło do zbiorowego zatrucia owocami morza podawanymi w bufecie. Jedynymi, którzy zachowali zdrowie byli nasza główna bohaterka, która ma uczulenie na owoce morza, więc w ogóle ich nie jadła oraz … brat pana młodego i jednocześnie drużba – Ethan, który nigdy nie jada niczego podawanego w bufecie.

Czyżby pech wreszcie odpuścił Olive? Była na to wielka szansa biorąc pod uwagę, że uchroniła się przed zatruciem, a w dodatku Ami poprosiła ją, aby ta pojechała za nią w podróż poślubną na Maui, bo w przeciwnym razie wycieczka przepadnie. Darmowe wakacje na egzotycznej wyspie są chyba tym, co Olive przyda się teraz najbardziej. Niestety świeżo upieczony mąż Ami poprosił o to samo swojego brata Ethana. Tak właśnie doszło do tego, że Olive i Ethan lecą na nieswoją podróż poślubną.

UPS. Chyba zapomniałam wam wspomnieć o najważniejszej kwestii. Olive i Ethan to … wrogowie, którzy delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają. Ale czego się nie robi dla dobra sprawy i darmowej wycieczki na egzotyczną wyspę.

„- Lord Voldemort to przy tobie przyjemniaczek.
Ethan wzrusza ramionami,a potem unosi rękę i zaczyna drapać się po policzku.
- W sumie moglibyśmy oboje pojechać.
Mrużę oczy i mam nadzieję, że nie wyglądam, jakbym w głowie przeprowadzała rozbiór logiczny jego wypowiedzi, choć w gruncie rzeczy tak jest. Brzmiało to tak, jakby zaproponował, że moglibyśmy pojechać...
- W ich podróż poślubną? - pytam z niedowierzaniem.
Kiwa głową.
- Ty i ja? Razem?
Kolejne skinięcie.
- Jesteś naćpany?”



Jak to mawiają: granica między miłością, a nienawiścią jest naprawdę bardzo cienka. W przypadku Olive i Ethana okaże się ona … cieniutka niczym nitka.

„Podróż nieślubna” to naprawdę świetna pozycja: lekka, pełna poczucia humoru oraz odprężająca. Już sama okładka sprawia, że czuć w powietrzu klimat wakacyjnych podróży i ma się ochotę na dalekie wyprawy. Christina Lauren jak zwykle w swoich książkach pokazały relacje głównych bohaterów w oparciu o znakomite docinki i przytyki, do których dochodzi między Olive i Ethanem. Warto też zaznaczyć, że główny bohater, nie jest zadufanym milionerem i prezesem jakiejś wielkiej firmy - jakich jest chyba przesyt w wielu romansach. Ethan to raczej typ stonowanego nerda i m.in. tym kupiła mnie jego postać. Autorki zafundowały nam także kilka zwrotów akcji – może nie jakichś drastycznych, ale czytelnik na pewno będzie czerpał przyjemność z odkrywania niektórych kart tej historii.


                                   Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                 Wydawnictwu Poradnia K!