sobota, 15 czerwca 2019

#101 "Romans po brytyjsku" - Penelope Ward/Vi Keeland


Kiedy na zewnątrz panują iście piekielne temperatury, ja postanowiłam jeszcze bardziej podgrzać atmosferę i zaserwować wam przedpremierową recenzję książki autorskiego duetu Ward/Keeland. Mam nadzieję, że zachęcę was tym samym do jeszcze intensywniejszego wyczekiwania na jej premierę, która już 19 czerwca.


   


      Tytuł – „Romans po brytyjsku"
     (oryg.Dear Bridget, I Want You)
    Autor – Penelope Ward/Vi Keeland
       Tłumaczenie - Marcin Machnik
         Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 288
        Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2834-753-3




Główną bohaterką historii jest Bridget Valentine, która na co dzień pracuję w szpitalu jako pielęgniarka. Kobieta nigdy nie przypuszczała, że w wieku zaledwie trzydziestu jeden lat zostanie wdową, po tym jak w wypadku samochodowym zginął jej mąż. Dwa lata później, jako trzydziestotrzylatka Bridget skupia się na pracy, a przede wszystkim na wychowywaniu swojego ośmioletniego syna Brendana.


Kiedy próba wędkowania z synem kończy się dla Bridget wizytą na ostrym dyżurze nasza bohaterka nie spodziewa się, że jej przypadkiem zajmie się dość młody, naprawdę przystojny, zdecydowanie czarujący i obdarzony zabójczym brytyjskim akcentem lekarz. Wyjęcie z pośladka haczyka od wędki jest wystarczającą traumą dla naszej bohaterki. Ale kiedy ma to zrobić ktoś taki, jak doktor Simon Hogue, Bridget czuję się jeszcze większe upokorzenie.

Nasza bohaterka próbowała wyprzeć tamto zawstydzające doświadczenie z pamięci. Ale wiecie co? Najwyraźniej przeznaczenie miało dla niej zupełnie inne plany.

Mimo, iż sytuacja finansowa Bridget nie była zła, to dodatkowy zastrzyk gotówki dla niej jako matki samotniej wychowującej dziecko, jest zawsze dobrą opcją. Dlatego też nasza bohaterka postanowiła wynająć pokój, który przylegał do jej domu. Okazało się przy tym, że jej dobra przyjaciółka miała dla niej idealnego lokatora, który jak sama stwierdziła, jest dla niej jak brat.

Możecie się zatem domyślić w jakim szoku musiała być Bridget, kiedy któregoś dnia w dość zabawnej sytuacji (nie zdradzę wam jakiej) znalazł ją w jej własnej łazience nowy współlokator – nie kto inny, jak poznany kilka miesięcy wcześniej doktor Hogue.

„- Ile masz lat? 
- Niestosownie jest pytać kobietę o wiek, wiesz? 
Splotłem ramiona na torsie. 
- Jeśli dobrze pamiętam, ty spytałaś mnie o wiek trzydzieści sekund po moim wejściu do gabinetu parę miesięcy temu. 
- Taką mamy dobrą pamięć, co? 
- Owszem. Minęły trzy miesiące, a ja mógłbym rozpoznać twój zadek na policyjnym okazaniu.”

To, że Simon okazał się nowym lokatorem było szokiem zarówno dla Bridget, jak i dla samego mężczyzny.

Fakt, że stanowił uosobienie uroczego Brytyjczyka z poczuciem humoru i seksownym uśmiechem to jedno.
Fakt, że był młodszy od Bridget o cztery lata, stanowiło dla niej pewnego rodzaju tabu.
Fakt, że dogadywał się z Brendanem rozczulało naszą bohaterkę.
Fakty, fakty, fakty…

Ale najbardziej istotnym faktem okazało się to, że zarówno Simon jak i Bridget zaczęli dostrzegać, że ich relacja zaczyna przekraczać granicę zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla współlokatorów.

Cóż mogę wam powiedzieć o tej książce. Jeśli znacie twórczość duetu autorskiego Ward/Kelland to z całą pewnością nie znajdziecie tu jakiejś nowej, szokującej fabuły, a raczej coś do czego już przyzwyczaiły nas obie panie w swoich książkach. Ale wiecie co? Ja kocham to, do czego nas przyczaiły. One w żadnej ze swoich książek nie „odkrywają kosmosu na nowo”, ale jest coś takiego w pisanych przez nie historiach, że człowiek się uzależnia.

Myślę, że tymi elementami, które tak świetnie spajają całą książkę występującymi także w „Romansie po brytyjsku” są genialne poczucie humoru ukryte w dialogach, niewątpliwa chemia między bohaterami oraz zgoła nietuzinkowe postaci.

Historia Bridget i Simona ma także istotny element, który na moje oko rzadko pojawia się w książkach. O ile różnica wieku między bohaterami występuję, to zazwyczaj pojawia się ona pod postacią relacji, kiedy to główny bohater jest starszy od głównej bohaterki. Tutaj autorki serwują nam zgoła odmienną sytuację, i to główna damska postać jest tą starszą. W tym przypadku to tylko, albo i aż cztery lata. Na początku dla naszej bohaterki były to, aż cztery lata.

"Romans po brytyjsku" jest idealną lekturą na letnie miesiące przy szklance zimnej lemioniady. 

            Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

środa, 5 czerwca 2019

#100 "Więcej niż pocałunek" - Helen Hoang


Nagroda Goodreads dla najlepszej książki roku 2018 w kategorii Romans

Jedna z 50 najbardziej wyjątkowych powieści roku 2018 według „Washington Post”

Top 100 książek Amazona w roku 2018

Jedna z najlepszych książek na lato według „Elle


Takie zachęcające hasła możemy przeczytać w sieci o dzisiejszej premierze od Wydawnictwa Muza. Byłam niezwykle ciekawa historii przedstawionej w „Więcej niż pocałunek”, zwłaszcza że stanowi ona literacki debiut amerykańskiej autorki Helen Hoang. Co myślę o książce, która w wyścigu o najlepszy romans 2018 roku pokonała taką „starą wyjadaczkę” jak Colleen Hoover? Przekonajcie się.



  


Tytuł – „Więcej niż pocałunek"
(oryg.The Kiss Quotient)
Autor – Helen Hoang
Tłumaczenie - Paweł Wolak
Wydawnictwo – Muza 
Liczba stron – 477
Wydanie pierwsze – 2019
ISBN – 978-83-2871-204-1




Stella Lane mogłaby być typową trzydziestoletnią kobietą. Mogłaby … ale nie jest. Jej największą pasją są liczby, matematyka, algorytmy. Swój ścisły umysł wykorzystuję na co dzień, pracując jako ceniona specjalistka od ekonometrii. Spełnienie zawodowych ambicji nie przekłada się jednak na jej życie uczuciowe. Przyczyna problemów w nawiązywaniu relacji z mężczyznami nie leży po stronie samej Stelli, a choroby z którą się zmaga – Asperger. Poza rodzicami, nikt nie wie o tym z czym na co dzień musi się zmagać kobieta. Stella stara się żyć normalnie i unikać sytuacji w których pojawiałyby się objawy choroby do których należą m.in. nadwrażliwość lub zbyt niska wrażliwość na niektóre bodźce, w szczególności temperaturę, hałas, zapachy;  silny stres gdy coś przebiega niezgodnie z planem lub schematem czy też problemy z komunikacją oraz odczuwaniem i rozumieniem emocji.

Nasza bohaterka podejmuję w końcu odważną decyzję - aby przełamać się i poprawić swoje kontakty damsko-męskie potrzebuję pomocy profesjonalisty – kogoś kto w "te klocki" bawi się na co dzień – faceta do towarzystwa. On nauczy ją jak fizycznie i psychicznie poprawić relację z płcią przeciwną, aby kiedy już pozna ona kogoś interesującego, nie czuła się nieprzygotowana i zestresowana.

I tak w życiu Stelli pojawia się Michael.

Mężczyzna, którego życie nie rozpieszczało, a kiedyś musiał zrezygnować z wielkich marzeń, aby pomóc rodzinie teraz w każdy piątek dorabia jako facet do towarzystwa. Gdy pojawia się na spotkaniu z nową klientką jest przygotowany na wszystko, ale nie na młodą, ładną i skromną kobietę. A pierwsza myśl jaka pojawia się w jego głowie po zobaczeniu Stelli to: dlaczego u diabła taka kobieta jak ona, chcę uprawiać seks z obcym facetem, skoro powinna mieć chłopaka albo męża.

I tak zaczyna się relacja, która dla Stelli - światem której zawsze rządziły liczby, staje się początkiem czegoś kompletnie niespodziewanego, czegoś co wymyka się matematyce.

„Więcej niż pocałunek” to historia, którą czyta się naprawdę szybko. Jeden dzień i byłam po lekturze książki. Zdecydowanym plusem historii jest fakt, że autorka zdecydowała się podjąć trudne wyzwanie, jakim było wykreowanie głównej bohaterki cierpiącej na zespół Aspergera. Czytelnik może naocznie przekonać się z jakimi trudnościami zmaga się chory.

Michael jako główna męska postać kupiła swoim urokiem osobistym, poświęceniem dla rodziny i niecodzienną jak na męskich bohaterów książek pasją – projektowaniem i szyciem ubrań.

I choć sama nie przyznałabym tej książce tytułu najlepszego romansu 2018 roku, za jaki uznana ona została przez czytelników portalu Goodreads, to jest w niej coś urokliwego, niezwykłego i oryginalnego.

P.S. Przyznam się wam, że jestem fanką oryginalnej okładki i tytułu.

                                        Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                        Wydawnictwu Muza!

niedziela, 12 maja 2019

#99 "Więcej niż ona" - Jay McLean


W niedzielne popołudnie chciałabym zaprosić was na recenzję książki autorstwa Jay McLean „Więcej niż ona”, która stanowi kolejną część cyklu „Więcej”. Bohaterami pierwszej książki tj. „Więcej niż my” byli Mikayla i Jake, tutaj natomiast mamy okazję poznać historię wspomnianych w tamtej historii Amandy i Logana. Tym z was, którzy nie mieli okazji przeczytać pierwszej części sugeruję, aby to szybko nadrobili, zanim zabiorą się za „Więcej niż ona”. Bo choć w każdej części głównymi bohaterami jest inna para, to niektóre sceny/wydarzenia w obu historiach są ze sobą mocno powiązane. 



Tytuł – „Więcej niż ona"
(oryg.More than her)
Autor – Jay McLean
Tłumaczenie - Maria Smulewska
Wydawnictwo – Kobiece
Liczba stron – 423
Wydanie pierwsze – 2019
ISBN – 978-83-6613-482-9


Głównym bohaterem historii jest Logan Matthews. Cóż można o nim powiedzieć.

Flirciarz ˅
Podrywacz ˅
Kobieciarz ˅
Wolny strzelec ˅


Chłopak należy do tej grupy męskiej populacji, której nie interesują żadne poważne związki czy deklaracje. Ale jak to w tego typu historiach bywa, w końcu pojawia się ktoś, kto zwala go z nóg. Amanda Marquez zdecydowanie go zaintrygowała, ale … dziewczyna nie chciała mieć z nim nic wspólnego, bo aż zanadto wiedziała z czego znany jest Logan. On jednak nie odpuścił dopóki dziewczyna nie zgodziła się pójść z nim na randkę. A zrobił to w tak uroczy sposób, że chyba nawet ja bym się ugięła.


"– Dobra, Lachlan. Chcesz zarobić dwadzieścia dolców? – spytałem.
Pokiwał głową z zapałem, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się do mnie, pokazując te swoje mleczne ząbki.
Podszedł do Amandy, która stała przy barze i odkładała właśnie tacę. Pociągnął ją za spódnicę, więc musiała spojrzeć w dół, a wtedy dzieciak strzelił tak zrozpaczoną minę, że w życiu takiej nie widziałem.
– Smutno mi – wyznał.
Amanda obejrzała się szybko w moją stronę, później spojrzała w dół na Lachlana. Pochyliła się, żeby mieć oczy na jego wysokości.
– Co się stało, kochanie? Wszystko w porządku?
Pokręcił żałośnie główką.
– Smutno mi, bo nie chciesz się umówić na landkę z moim wujkiem Loganem.
Nie kazałem mu nazywać mnie wujkiem, więc tym bardziej byłem pod wrażeniem. Nieźle kombinował.
Amanda się wyprostowała, spojrzała na niego z góry i powiedziała:
– Przykro mi, ale nie mogę z nim pójść na randkę.
– No tludno – odpowiedział dzieciak i dramatycznie wzruszył ramionami, ale nie ruszył się z miejsca, tylko stał przy niej jak kołek.
Amanda wróciła do swoich zajęć, ale brzdąc ani drgnął.
Ktoś zawołał ją do kolejnego stolika, a gdy ruszyła w jego stronę, Lachlan podreptał za nią, uczepiony jej spódnicy. Obróciła się szybko, gdy poczuła, że go za sobą ciągnie. Spojrzała w dół bezradnie, ale poszła dalej, a on za nią.
Dobre pięć minut chodził tak za nią jak szczeniaczek. Cały ten czas siedzieliśmy i obserwowaliśmy to w milczeniu, czekając, aż Amanda się złamie.
W końcu podniosła go i przytargała nam do stolika. Postawiła go na krześle i popatrzyła mu prosto w oczy.
 – Możesz powiedzieć swojemu wujkowi, że pójdę z nim na jedną randkę. Tylko jedną. I że będę mogła z niej zniknąć, kiedy tylko mi się będzie podobało. Powiedz mu też, że przez cały następny tydzień jestem zajęta, więc żeby sobie odpuścił wydzwanianie i esemesowanie przez następne siedem dni. Czy to jasne?
– Dwadzieścia dolciów. – Maluch przystawił mi rękę tuż pod nos.
Wstałem, wyciągnąłem portfel, znalazłem banknot i mu go podałem.
Amandzie opadła szczęka. Odwróciła się, żeby odejść od stolika, ale delikatnie złapałem ją za rękę i pochyliłem się w jej stronę. Usłyszałem, jak gwałtownie wciąga powietrze. Kiedy przesunąłem dłoń na jej talię, głowę bym dał, że zaparło jej dech w piersiach. Moje serce zamarło.
– Tydzień. – Udało mi się wydusić. – Tyle to chyba wytrzymam."


Jedna randka. Jedna wydawać by się mogło idealna randka. Bo taka była dla obojga. Jednak obietnica kontynuowania znajomości została nagle przerwana, a Logan już więcej nie skontaktował się z dziewczyną.


Po ponad roku oboje są już studentami i to na tej samej uczelni. Kiedy ich drogi ponownie się krzyżują, dawne uczucia powracają i ciężko jest od nich uciec, mimo, że serce Amandy nadal nienawidzi Longana za to, co jej kiedyś zrobił. Obudził w niej nadzieję, by za chwilę ją zniszczyć.  Dziewczyna wie jedno – nie pozwolić na powtórkę z przeszłości. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza kiedy okaże się, że Amanda będzie musiała egzystować z Loganem ... na co dzień. Tak, tak. Brat dziewczyny, z którym dzieli ona dom postanowił wynająć jeden z pokoi. Domyślacie się kto został szczęśliwym współlokatorem? Tak. Sam pan Matthews.


Czy mieszkanie w tym samym miejscu zmieni coś w relacji Logana i Amandy? Czy ona zdoła mu wybaczyć i zapomnieć o przeszłości? Czy on będzie w stanie ponownie zdobyć jej serce?

„Więcej niż ona” to historia napisana z dwóch perspektyw: głównego bohatera i głównej bohaterki. Jakby tego było mało, początkowo rozdziały z teraźniejszości przeplatają się z tymi z przeszłości. I choć na wstępie trudno mi było wejść w rytm takiego typu narracji, po pewnym czasie już mi to nie przeszkadzało.

To co mnie zaskoczyło w tej historii to to, że potrafiłam się momentami wzruszyć, zwłaszcza kiedy autorka przedstawia nam jak wyglądało dzieciństwo Logana. A uwierzcie, że nie były to beztroskie lata. „Więcej niż ona” to także duża dawka humoru, co zdecydowanie stanowi zaletę tej historii.


Książka nie ma ostatecznego zakończenia, a jej kontynuacji trzeba oczekiwać w kolejnej części. I to moim zdaniem jest błąd. Trochę nie rozumiem faktu podzielenia tej historii na dwie książki, bo spokojnie można byłoby zawrzeć wszystko w jednej.

Zalety tej historii przeważają nad jej wadami, dlatego z czystym sercem mogę wam ją polecić. 


                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu Kobiecemu!

                                                     

niedziela, 5 maja 2019

#98 "Save you" - Mona Kasten


Zakończymy długi majowy weekend w iście książkowym stylu – recenzenckim stylu ma się rozumieć. „Save you” autorstwa Mony Kasten to kontynuacja historii przedstawionej w „Save me”. Jeśli jesteście ciekawi jakie wyzwania postawiła przed Ruby i James'em autorka, to zapraszam do lektury poniższej recenzji.

P.S. Ostrzegam osoby, które nie czytały pierwszego tomu, że poniżej mogą pojawić się spojlery.



  


           Tytuł – „Save you
            (oryg.Save you)
          Autor – Mona Kasten
     Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
          Liczba stron – 343                    Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-7686-767-0


„Save me” zakończyło się dość mocnym cliffhangerem, co spotęgowało oczekiwanie na kolejną część. Śmierć matki jest trudna dla każdego dziecka, niezależnie od jego wieku. Niespodziewane odejście matki Jamesa, okazało się szokiem dla wszystkich, zwłaszcza dla niego i jej siostry, których ojciec poinformował o tym dopiero po dwóch dniach, po powrocie z Oksfordu. Wydarzenie to odbiło się na chłopaku, który w chwili załamania i emocji pocałował inna dziewczynę, czego świadkiem była Ruby.


Początki „Save you” to próba radzenia sobie z żałobą przez Jamesa, który nie dość, że przez swoją głupotę traci Ruby, to jeszcze sięga do kieliszka, aby jakoś radzić sobie z podwójną stratą.

„James jest pijany. Albo naćpany. Albo jedno i drugie. 
Od trzech dni właściwie nie ma z nim kontaktu. Od trzech dni niemal bez przerwy baluje w salonie, opróżnia kolejne butelki alkoholu i udaje, że nic się nie stało. Nie rozumiem, jak tak może. Najwyraźniej nic go nie interesuje, ma w nosie to, że nasza rodzina ostatecznie się rozpdała.”


Mona Kasten w tej historii skupiła się nie tylko na relacji głównych bohaterów, ale dała także sporo miejsca do popisu dla postaci drugoplanowych takich jak Lydia, czyli siostra Jamesa oraz Ember - siostra głównej bohaterki. Fakt, że Mona Kasten pozwoliła sobie na rozdziały z ich perspektyw są dla mnie zdecydowanie dobrym książkowym zabiegiem. Jak się okaże Lydia nie tylko będzie musiała sobie poradzić ze śmiercią matki, ale i z sytuacją w której się znalazła, a mianowicie ... (kurtyna milczenia). Co do Ember, którą polubiłam już w pierwszym tomie, to autorka rozwinęła tutaj jej rolę, nie tylko jako siostry głównej bohaterki, ale także jako osobnej postaci.


Wracając do głównych bohaterów to James, po zorientowaniu się jak bardzo skrzywdził Ruby swoim zachowaniem postanawia zrobić wszystko, żeby ją odzyskać. I robi to w naprawdę uroczy i przemyślany sposób. Ewidentnie widać, że śmierć matki (choć początkowo go przytłoczyła) to jednocześnie sprawiła, że otrzeźwiał i w pewien sposób dojrzał jako młody mężczyzna. Nie tylko walczy o ukochaną, ale także stara się być wsparciem dla swojej siostry, która bardzo kibicuje bratu w jego zabiegach o Ruby.


Choć Ruby chciałaby skupić się teraz na przygotowaniu do studiowania na Oksfordzie to James nie planuję się poddać, bo niezaprzeczalne jest jedno – tylko przy niej może być sobą, może być zwykłym chłopakiem kochającym zwykłą dziewczynę, a nie spadkobiercą fortuny i rodzinnego biznesu, który go nie interesuje.

Czy nasza bohaterka zdoła zapomnieć o przeszłości i wybaczyć Jamesowi? Czy Lydia i to z czym będzie musiała się zmierzyć ją przerośnie? Jak poradzi sobie Ember, która najwyraźniej poczuła do kogoś miętę?

Mam nadzieję, że wyjaśnienie na to wszystko i więcej, znajdziemy w ostatnim tomie serii, bo ... „Save you” ponownie kończy cliffhanger, który zdecydowanie zachęca do wyczekiwania na zakończenie trylogii po postacią „Save us” .


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

czwartek, 2 maja 2019

#97 "Drwal. Miłość, która narodziła się z natury." - K.N. Haner


15 maja, czyli za niecałe dwa tygodnie do księgarń trafi najnowsza książka jednej z najbardziej popularnych polskich autorek romansów K.N. Haner. Miałam to szczęście, że mogłam cieszyć się ze swojego egzemplarza i możliwości lektury nieco wcześniej, a dzisiejszy post w całości poświęcony zostanie przedpremierowej recenzji „Drwala”. Sam blurb skradł moje serce odkąd tylko ujawniła go autorka i byłam naprawdę ciekawa, czy tak samo będę się czuła po lekturze książki.





             Tytuł - „Drwal. 
Miłość, która narodziła się z natury."
           Autor – K.N. Haner
         Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 304
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2834-090-9


Głównym bohaterem książki jest Jason Parker. Mężczyzna kilka lat temu został zdradzony w najgorszy możliwy sposób - okazało się, że jego najlepszy przyjaciel i kobieta, którą kochał mieli romans. Takie wydarzenie potrafi nieźle namieszać w głowie i sercu, w związku z czym Jason podjął diametralną decyzję. Wyjechał ze swojego rodzinnego Cleveland i zamieszkał na totalnym odludziu w środku lasu z dala od swojego dawnego życia. Niestety zmiana miejsca zamieszkania spowodowała także, że Jason oddalił się od swoich rodziców z którymi praktycznie przestał utrzymywać kontakt. W swojej samotni miał wszystko czego potrzebował do szczęścia: spokój, piękną okolicę, przyrodę, psy i dużo materiału z którego tworzył rzeźby, dzięki sprzedaży którym mógł się utrzymywać.


Pewnego dnia spokój Jasona zostaje zakłócony przez wizytę niespodziewanego gościa, który wywróci poukładany świat mężczyzny do góry nogami.

Samantha Crow jest młoda i ambitna, a jej wielką pasją jest dziennikarstwo. Obecnie odbywa staż w nowojorskiej gazecie „New York News”. Kobieta zaintrygowana tym, jaką furorę rzeźby Jasona robią w sieci, postanowiła wykorzystać to jako temat artykułu i przeprowadzić wywiad z ich tajemniczym twórcą. Odszukanie miejsca w którym zaszył się Jason było trudne, ale namówienie go do zwierzeń i rozmowy będzie graniczyło z cudem. Zwłaszcza, że powitanie jakim obdarzył Samanthę Jason było dość chłodne i obcesowe.

„- Mam zaproponować pani szklankę  wody? – zapytałem, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty. 
- A ma pan tu czystą wodę, a nie taka z kranu? No bo wie pan, mój żołądek może nie przeżyć  rewolucji od lokalnej wody. 
- Niestety, jest tylko kranówa – skłamałem, by się odczepiła, i zagwizdałem, by przywołać psy. Łudziłem się, że to skutecznie ją zniechęci.”

Mężczyzna nie zgadza się na żaden wywiad, a Samantha odjeżdża z pustymi rękoma. Los jednak bywa przewrotny. Los, a raczej pogoda, która psuję się na tyle, że uziemia samochód naszej bohaterki w drodze powrotnej niedaleko domu Jasona, a ten choć niechętnie proponuję jej nocleg, dopóki droga nie będzie przejezdna, a pogoda się nie poprawi.

Mężczyzna z przeszłością.
Kobieta z tajemnicą.
Jedna szansa na miłość?


Miałam naprawdę, naprawdę duże oczekiwania co do tej historii. Miałam już okazję czytać książki K.N. Haner i wiem, że nigdy nie oszczędza ona bohaterów swoich książek i lubi grać na emocjach zarówno ich, jak i swoich czytelników. Musze przyznać, że w przypadku „Drwala” zdecydowanie bardziej spodobała mi się postać głównego bohatera. Zarówno sylwetka jak i charakter Jasona, jako postaci kupiły mnie w 100%. Jego historia, chęć ucieczki od przeszłości i zaszycia się w miejscu gdzie mógł się wyciszyć, odpocząć i zdystansować – wszystko to zostało pokazane w bardzo ciekawy sposób. Autorka w przemyślany i trafiający do mnie sposób, weszła w głowę i myśli głównego bohatera, opisując jego rozterki, obawy, pragnienia. Nie pokazała jego słabości, raczej siłę z jaką sobie poradził.

To, z czym miałam problem w trakcie i po lekturze książki to główna bohaterka. Przy pierwszym spotkaniu Samanthy i Jasona odniosłam wrażenie, że jej postać jest charakterna, zadziorna, pewna siebie i wiedząca czego chcę. Nie mogę wam zbyt wiele zdradzić, ale mam odniosłam wrażenie, że w miarę rozwoju historii, okazuję się, że wszystkie powyższe cechy dosłownie wyparowały, a może nigdy nie istniały? Może taka właśnie miała okazać się ta postać? Silna z pozoru, a skrywająca i tłamsząca słabości wewnątrz? Pozostawię to waszej ocenie.

Książka została napisana z perspektywy Jasona i ten zabieg wyszedł (w mojej ocenie) tej historii na dobre, bo o wiele bardziej ciekawiło mnie to, co się dzieje w głowie naszego tytułowego „Drwala”, niż w głowie głównej bohaterki.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!