sobota, 11 stycznia 2020

#116 "Miłość online" - Penelope Ward


Nie ma to jak wejść w nowy rok z zaległościami recenzenckimi. Niestety muszę się przyznać, że mam takowych kilka. Ehh, źle mi z tym, ale tak to już czasem bywa. Czas więc nadrobić kilka recenzji, a zaczniemy od książki autorstwa jednej z moich ulubionych pisarek Penelope Ward. „Miłość online” to historia o tym, aby nie oceniać osoby po tym czym się zajmuję, a po więcej szczegółów zapraszam do lektury poniższej recenzji.


  


                           Tytuł – „Miłość online"
           (oryg.Love online)
         Autor – Penelope Ward
    Tłumaczenie - Marcin Kuchciński
          Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 312
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2835-403-6



Zacznę nietypowo, bo od przedstawienia wam głównej męskiej (a nie jak zazwyczaj to robię, żeńskiej) postaci w tej historii. Ryder McNamara jest synem jednego  największych hollywoodzkich producentów filmowych. Na pierwszy rzut oka ma wszystko o czym może marzyć każdy mężczyzna: świetną pracę w wytwórni ojca, mieszka w pięknym domu, a na dodatek nie może narzekać na zły wygląd. Takie rzeczy są zarówno darem jak i przekleństwem. Bo czasem Ryder chciałby być dostrzeżony jako człowiek, a nie osoba po barkach której kobiety chcą jedynie wspiąć się na aktorską drabinkę Hollywood.

Któregoś wieczoru nasz bohater trafia na stronę z sekskamerkami. Facet i strona porno? To chyba nie powinno nikogo zaskakiwać. Można by pomyśleć, że w tego typu miejscach w sieci nic nie może nikogo zaskoczyć. Ale kiedy Ryder dostrzegł, że jedna z dziewczyn Montana Lane reklamuję się zdjęciem na którym … gra na skrzypcach, mężczyzna z czystej ciekawości wchodzi na jej profil. Tam dostrzega piękną, młodą dziewczynę, która … śpiewa.

Aby wdać się w jakąkolwiek interakcję z Montaną na stronie, wymagana jest rejestracja, a zaciekawienie Rydera jest tak duże, że niewiele myśląc loguje się używając loginu ScreenGod90.

I tak właśnie dwoje ludzi których pozornie niewiele mogło łączyć, zaczyna rozmawiać, początkowo w komentarzach na jej profilu, a potem na prywatnym czacie. Nie oceniajcie naszej bohaterki za jej sposób na dorobienie pieniędzy, bo często życie zmusza nas to wyborów i decyzji, których nie podjęlibyśmy w normalnej sytuacji.

Eden, bo to prawdziwe imię Montany Lane okazuję się być błyskotliwą i bystrą dziewczyną, która z czasem zaczyna być dla Rydera codziennością. Codziennością z którą może porozmawiać, zwierzyć się i to czego się chyba nie spodziewał do której może poczuć coś więcej.

             Naprawdę miała na imię Eden.      
     Zawsze podejrzewałem, że Montana Lane to tylko jej pseudonim, równie nieprawdziwy jak ScreenGod. 
     Od trzech tygodni rozmawialiśmy na prywatnym czacie przynajmniej godzinę każdego wieczoru. Nigdy nie poprosiłem ją o nic więcej niż sama rozmowa. Wciąż jednak nie włączyłem swojej kamerki i Eden nadal nie miała pojęcia, jak wyglądam. Wolałem, by tak zostało. Przynajmniej na razie. Czy kiedyś zdecyduję się pokazać jej swoją twarz? Sam tego nie wiedziałem. Z jednej strony chciałem to zrobić, by wiedziała, że nie jestem jakimś dziwakiem. Ale dla mnie to oznaczałoby przejście na inny poziom naszej znajomości, a nie byłem pewien, czy jestem na to gotowy. 
      Gdybym mógł, zarezerwowałbym ją tylko dla siebie na cały wieczór. Każdego wieczoru. Próbowałem nawet to zrobić, ale ona się nie zgodziła. Stwierdziła, że nie może przecież całkowicie zniknąć z publicznego czata. Ludzie straciliby zainteresowanie jej profilem i miałaby mniej klientów. Rozumiałem to i nie mogłem ją o to winić. Jednak dzień w dzień nie mogłem się doczekać tych naszych wieczornych spotkań. 
      Chociaż nieco się przed sobą otworzyliśmy i zdradziliśmy kilka szczegółów o sobie, to jednak była pewna granica, której oboje nie przekraczaliśmy. Ja na przykład nadal nie wiedziałem, gdzie mieszka i jak ma na nazwisko. Wspólnie uzgodniliśmy, że tak na razie będzie lepiej. 
    Ona wiedziała, że moje prawdziwe imię brzmi Ryder. Wiedziała, że moją ulubioną potrawą jest pizza i że jestem fanem zespołu Pink Floyd. Wiedziała o mnie naprawdę sporo rzeczy, ale nadal nie wiedziała, jak wyglądam, gdzie pracuję i jak się nazywam. Co ciekawe, te braki informacji zdawały się nam absolutnie nie przeszkadzać. Przeciwnie, zacząłem mieć wrażenie, że jesteśmy sobie… bliscy. To skłaniało mnie do filozoficznych rozważań i wniosku, że to, kim naprawdę jesteśmy na tym świecie, nie ma nic wspólnego z naszymi nazwiskami, naszą pracą, statusem społecznym i wszystkimi tymi etykietami, które wzajemnie sobie przypinamy. Okazało się, że można znać kogoś bez tego wszystkiego. 
      Gdybym nie spotkał Eden, prawdopodobnie nigdy bym się nad tym nawet nie zastanowił. To ona pokazała mi, że prawdziwa relacja może być oparta na samej rozmowie — na zbliżeniu dwojga ludzi, wspólnych ideałach i gustach. Że tu liczy się tak naprawdę chemia. A między mną i Eden z całą pewnością była chemia.


Kiedy Eden na kilka dni znika z czatu, Ryder zaczyna się niepokoić. Dzięki pewnej wskazówce, którą dostrzegł w trakcie ich rozmów, postanawia odnaleźć ją w realnym świecie. Ale chyba nawet on nie mógł przewidzieć, powodu nagłej ciszy ze strony dziewczyny.


W „Miłość onlinePenelope Ward chwyciła bardzo aktualnego tematu, a mianowicie ludzi poznających się w sieci. Żyjemy w czasach w których to dość popularny sposób na zawieranie znajomości. Choć trzeba przyznać, że relacja która rozpoczęła się od wizyty na stronie z sekskamerkami to naprawdę niesztampowy pomysł na fabułę, i raczej trochę nierealny w prawdziwym życiu. Ale to przecież tylko książka, a w literaturze wszystkie chwyty dozwolone, w końcu to wyobraźnia autora. Jak to zwykle u Penelope Ward bywa dostajemy historię w której serce czytelnika kradną główni bohaterowie. Ich relacja, choć rozpoczęła się w nietypowy sposób, to czytelnik z każdą stroną kibicuje ich rozwijającej się relacji.

P.S. Nie wiem jak wy, ale ja jestem większą fanką zagranicznej okładki.

                              Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

wtorek, 31 grudnia 2019

KSIĄŻKOWE PODSUMOWANIE 2019

MOI DRODZY!


Dzisiejszy post będzie ostatnim, jaki przeczytacie tutaj w tym roku. Już za kilka godzin przywitamy nowy rok tym szczególny, że rozpocznie on kolejną dekadę. Mam nadzieję, że mijające 365 dni były dla was wyjątkowe, a nadchodzący rok przyniesie wam same sukcesy zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Jak dla wszystkich blogerów, tak i dla mnie koniec roku to czas książkowych podsumowań. Nie będę się bardzo rozpisywać, bo i nie o to chodzi. W telegraficznym skrócie przedstawię wam moich faworytów 2019 roku.



RAW  – BELLE AURORA


Książka, która była moim patronatem medialnym z czego jestem niezwykle dumna. Historia mrocznego, skrywającego demony przestępcy Twitcha i pracownicy opieki społecznej Lexi wreszcie zadebiutowała na polskim rynku wydawniczym. Choć pierwszy raz miałam okazję przeczytać ją już dobrych kilka lat temu, to trafia do zestawienia w roku w którym miałam okazję przeczytać ją pierwszy raz w naszym ojczystym języku. Moją recenzję znajdziecie oczywiście na blogu. Historia skradła moje serce głównie dzięki niebezpiecznie intrygującej postaci głównego bohatera i genialnemu cliffhangerowi na końcu.



THE KINGMAKER & THE RABEL KING – KENNEDY RYAN



Powyższa duologia to jeden z moich zagranicznych hitów tego roku. Liczę po cichu, że książki Kennedy Ryan trafią kiedyś na polski rynek. Choć nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, to dopiero przy tej serii dosłownie zarwałam noc. Kojarzycie amerykański serial Skandal w którym prezydent USA i specjalistka od zarządzania kryzysowego wdają się w romans? Jeśli tak, to ta duologia jest waszym must read. Chemia między głównymi bohaterami Lennix i Maximem oraz świetnie stworzona i napisana fabuła sprawiają, że tą historię czyta się z zapartym tchem. Zaletą tej duologii jest to, że nie jest to tylko typowy romans, ale ma w sobie dużo pokrewnych gatunków. A okładki to dla mnie sztosik.


THE KISS THIEF – L.J. SHEN jednotomówka 



IN THE UNLIKELY EVENT – L.J. SHEN jednotomówka



PRETTY RECKLESS – L.J. SHEN pierwsza część serii All Saints High



BROKEN KNIGHT – L.J. SHEN druga część serii All Saints High



L.J. Shen znana jest w naszym kraju z serii Święci Grzesznicy. W 2019 roku autorka wypuściła za zagranicą cztery nowe książki które dla mnie okazały się książkowymi HIT–ami. To słowo wcale nie będzie tu jakimś nadużyciem. Każda z tych historii jest inna, ale wszystkie łączą postaci skrojone dosłownie na miarę idealnych romansów obyczajowych, a ilość emocji, która towarzyszy czytelnikowi z każdą czytaną stroną jest wprost nie do opisania. Będziecie krzyczeć, będziecie niedowierzać, będziecie płakać... Aha, wiecie czym u mnie przejawia się zachwyt nad jakąś zagraniczną pozycją ? Tym, że kupuję zagraniczne wydania, żeby nie oszaleć czekając na polskie. I tak właśnie PRETTY RECKLESS i THE KISS THIEF już leżakują w mojej biblioteczce.


ZŁĄCZENI HONOREM – CORA REILLY pierwsza część serii


ZŁĄCZENI OBOWIĄZKIEM – CORA REILLY druga część serii



Rzutem na taśmę do zestawienia trafia też seria Born in Blood Mafia Chronicles. Kiedy kilka dni temu pomiędzy jedzeniem kolejnej porcji sałatki, a następnym kawałkiem ciasta szukałam książki z którą spędzę świąteczną przerwę nie sądziłam, że trafię na coś tak fantastycznego. Mafijne klimaty i zaaranżowane małżeństwa kupiły mnie w 1000000000%. Póki co w Polsce dostępna jest pierwsza i druga część serii, ja przeczytałam kolejne już w języku angielskim.

poniedziałek, 18 listopada 2019

#115 "Jednak mnie kochaj" - Laura Kneidl

  Początek nowego tygodnia to idealny moment na lekturę nowej recenzji. Książka o której dzisiaj opowiem dość długo czekała na swoją kolej w mojej blibioteczce. "Jednak mnie kochaj" autorstwa pochodzącej z Niemiec Laury Kneidl na wstępie zachwyciło mnie piękną matowo–błyszczącą okładką. Jednak jak wiadomo, nie należy oceniać książki po okładce. Byłam bardzo ciekawa, co przyniesie moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Kiedy wreszcie przeczytałam tą historię nasunęły mi się dwie rzeczy – dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą tej książki i kiedy u diabła druga część!?




       Tytuł – „Jednak mnie kochaj"
       (oryg.Beruhre mich. Nicht)
          Autor – Laura Kneidl
      Tłumaczenie - Joanna Grzelak
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 480
         Wydanie pierwsze – 2019
         ISBN – 978-83-7686-802-8

Sage Derting to młoda dziewczyna, która przyjechała do Nevady, aby zaczął studia na kierunku psychologii w malowniczym mieście Melview. Wyjazd z rodzinnego Maine był dla naszej bohaterki najłatwiejszą decyzją jaką przyszło jej podjąć. I wcale nie dlatego, że chciała zdobywać świat, ona po prostu musiała uciec – uciec z piekła jakiego doświadczała w rodzinnym domu.

Sytuację Sage utrudnia nie tylko fakt, że jest kompletnie sama w obcym mieście, ale także brak pieniędzy, który zmusza ją do nocowania w jej starym samochodzie, który na chwilę obecną stanowi dla Sage dom. Na drodze naszej bohaterki los postawił April – otwartą i uroczą studentkę fizyki w której Sage zaczyna dostrzegać zalążki dobrej przyjaciółki. Poza tym zdobycie pracy w uczelnianej bibliotece przy katalogowaniu magazynowych zbiorów miało być dla naszej bohaterki szansą na podreperowanie budżetu. Tylko ona, magazyn i mnóstwo książek. Sage nie wiedziała, że biblioteka zatrudniła oprócz niej jeszcze jedną osobę i to … mężczyznę. Dla większości ludzi to nie miałoby żadnego znaczenia, ale w przy przypadku naszej bohaterki płeć osoby z którą będzie przebywać w małej przestrzeni z której ma ograniczone pole do ucieczki stanowi ogromny problem.

Luca jest przystojnym chłopakiem, który na co dzień studiuje bibliotekoznawstwo i ma duże powodzenie u płci pięknej, dlatego sytuacja w której dziewczyna ucieka na jego widok zdarzyła mu się po raz pierwszy. Ale Sage nie jest typową dziewczyną, o chłopak zacznie wkrótce dostrzegać.

Kiedy na jaw wychodzi, że Luca jest … bratem April, a samochód Sage zostaje obrabowany April proponuje naszej bohaterce, by zamieszkała razem z nią i Lucą w ich mieszkaniu.


Niestety praca z Lucą w magazynie przez kilka godzin to jedno, ale mieszkanie z nim i dzielenie przestrzeni to już kompletnie inna historia. Bo dla Sage przebywanie w towarzystwie mężczyzn jest koszmarem z którego nie potrafi się obudzić. Koszmarem od którego uciekła z rodzinnego domu. Koszmarem, który wciąż nie daję jej normalnie funkcjonować.


"– Sage? 
Podniosłam wzrok i spojrzałam na Lucę. 
Zobaczyłam w nim jego. 
Łzy popłynęły, zanim zdołałam je powstrzymać. Zaczęłam łapać powietrze. Dusiłam się. Słyszałam jego głos. Rozkaz. Czułam jego ręce, chwyciły mnie i zmuszały, żebym go dotykała. Cicho płakałam. On stękał. Moje palce zrobiły się wilgotne. Moje ubranie. Moje usta. On był wilgotny. 
Jego… 
O Boże. 
– Sage? 
Moje imię. 
Coś się poruszyło. 
ON. 
Był tutaj. 
Zbliżał się. 
– Nie! 
Zaszlochałam i zeskoczyłam z blatu. 
Poczułam przeszywający ból w kostce. Poleciałam do przodu i powstrzymałam krzyk. Musiałam być cicho. 
On wyciągnął rękę w moją stronę. 
(...) 
Odwróciłam się i popędziłam do łazienki. Nie powinnam była z niej
wychodzić! Nigdy! Nie powinnam była mu ufać. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zamknęłam się od środka. Oparłam plecy o drewno i zsunęłam się na podłogę. Przyciągnęłam kolana pod brodę i oparłam o nie czoło. 
Trzęsły mi się ręce. 
Nerwy miałam napięte do granic możliwości. 
Płakałam. Nie bezgłośnie, tak jak wtedy, tylko niedającymi się powstrzymać, rzewnymi i przesłaniającymi wszystko łzami, takimi, jakie wypłakiwałam potem, kiedy przepełniały mnie ból i odraza i kiedy jednocześnie cieszyłam się, że mam to już za sobą. 
(...) 
Nie boję się. 
Ten lęk nie jest realny. 
Nie wiem, jak długo siedziałam w łazience na podłodze, ale w końcu łzy przestały płynąć i mój sparaliżowany lękiem mózg na nowo podjął pracę. Powoli wypełzałam z czarnej otchłani i próbowałam zrozumieć, co się właściwie stało. Jego tu nie było, był tylko w mojej głowie. W rzeczywistości znajdował się w Maine, tysiące mil stąd. Nie mógł tu być. To niemożliwe. Nawet gdyby zechciał mnie odszukać, nie dowie się, gdzie dokładnie jestem. Melview było duże. Nie znał tego adresu. 
– Sage? 
Jego głos po drugiej stronie drzwi. 
Nie, to nie był jego głos. 
Po prostu głos. Głos Luki. 
– Sage? Co się dzieje? Potrzebujesz pomocy? 
Prawie się zakrztusiłam ze śmiechu. To był krótki, zimny śmiech. Tak, potrzebowałam pomocy. Luca nawet nie podejrzewał jak bardzo. Chodziło jednak o taką pomoc, jakiej nie mógł mi udzielić. (...)
Naprawdę potrzebowałam pomocy. 
Prawdziwej pomocy. Nie takiej z poradników, nie autodiagnozy z internetu i nie szkolnej psycholożki, która wciskała spotkanie ze mną pomiędzy dwie lekcje i dodatkowo pracowała w sekretariacie. Potrzebowałam wsparcia prawdziwego specjalisty. (...)
– Sage, otwórz drzwi. 
To nie był rozkaz, jaki ON by wydał, to była prośba. 
Pociągnęłam nosem i wstałam z podłogi. Miałam zdrętwiałe ręce i nogi i najchętniej zwinęłabym się na płytkach w kłębek i zasnęła, żeby nie musieć się mierzyć z Lucą i jego pytaniami. Po co odsuwać od siebie nieuniknione? To tylko pogorszy sprawę."


"Jednak mnie kochaj" to teoretycznie romans, ale zawiera także bardzo ważny aspekt psychologiczny. Autorka skupiła się na walce głównej bohaterki z przeszłością oraz próbie uporania się z bolesnymi wspomnieniami, które do tej pory stanowią dla niej blokadę w kontaktach z mężczyznami. Laura Kneidl napisała naprawdę piękną historię, tworząc przy tym bohaterów, których co tu dużo mówić pokochałam – zwłaszcza Lukę, który zaskoczył mnie swoja wyrozumiałością, spokojem i nienachalnością. 


Trauma z którą zmaga się Sage nie jest zbyt często poruszana w książkach, dlatego tym bardziej polecam wam tą historię. 

Sama relacja między głównymi bohaterami jest przedstawiona w delikatny, niczym nie przyspieszany sposób, który skradł moje serce. 

Z niecierpliwością będę wyczekiwała drugiego tomu  tego możecie być pewni, zwłaszcza po zakończeniu jakie zaserwowała czytelnikom autorka w tej części.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

niedziela, 3 listopada 2019

#114 "Hope Again" - Mona Kasten


Aby zakończyć weekend w iście książkowym stylu zapraszam na nową recenzję. Tym razem z czeluści moich zaległości sięgnęłam po literaturę zaliczaną do nurtu Young Adult. Wspomnę, że "Hope Again" to czwarta z kolei książka zaliczana do cyklu Begin Again i choć znajomość poprzednich tomów na pewno rozjaśniłaby wam kto jest kim wśród bohaterów drugoplanowych, którzy pojawią się w poniższej książce, to nie jest to obowiązkowe, aby móc cieszyć się lekturą tej konkretnej historii. Od razu zaznaczę, że trzy pierwsze tomy bardzo mi się podobały i byłam naprawdę ciekawa czy autorka dalej będzie trzymała wysoki poziom.





          Tytuł – „Hope Again"
           (oryg.Hope Again)
          Autor – Mona Kasten
      Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 328
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-7686-812-7



Główną bohaterką "Hope Again" jest Everly Penn, która studiuje literaturę na uniwersytecie w Woodshill. Jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych z uwagi na przemoc domową, której z ręki własnego ojca i męża doświadczała ona i jej matka. Everly do dziś zmaga się ze wspomnieniami tamtych chwil o czym nie wiedzą nawet jej najbliżsi przyjaciele. Nasza bohaterka stara się skupiać całą swoją uwagę na nauce. Do jej najbardziej ulubionych przedmiotów należą te z kreatywnego pisania prowadzone przez dwudziestoośmioletniego Nolana Gatesa. Nie jest on typowym nauczycielem akademickim jakich wielu na uniwersytecie, wręcz przeciwnie – traktuje swoich studentów bardziej jak swoich dobrych znajomych. Bycie z uczniami po imieniu, otwartość, ciekawy sposób prowadzenia zajęć i luźne podejście do wielu kwestii sprawiają, że studenci chętnie uczestniczą w jego zajęciach.


"– Witaj, Nolan – rzuciła Dawn. 
Nauczyciel oderwał wzrok od książki, która jeszcze przed chwilą całkowicie pochłaniała jego uwagę. W zębach trzymał czerwony długopis. Wydawał się zmieszany, jakby zbyt gwałtownie wrócił  innego świata do naszego. Najpierw popatrzył na Dawn, potem przesunął wzrok na mnie. Uśmiechnął się. (…)  
– Zdążyłyście w ostatniej chwili. – Uśmiech nie znikał z jego ust. 
– Jesteśmy megapunktualne – odparła Dawn. 
Nolan uniósł brew. 
– Kilka sekund później, a wysłałbym cię po bułkę. 
Ta groźba wywołała cichy śmiech wśród pozostałych uczestników zajęć. My z Dawn także się uśmiechnęłyśmy, choć wiedziałyśmy, że to nie były puste słowa. 
(…)  
Fascynował mnie. Był jak zagadka, którą chciałam za wszelką cenę rozwiązać, i właśnie dlatego w każdą środę nie mogłam się doczekać chwili, gdy wejdę do tej sali."

Kontakt Everly i Nolana do tej pory ograniczał się do zajęć i ewentualnie grupowego czatu na którym mężczyzna zadawał swoim studentom prace domowe. Kiedy jednak oboje zaczynają redagować książkę pisaną przez Dawn – przyjaciółkę Everly, która także uczęszcza na zajęcia Nolana, relacja naszych bohaterów zaczyna wykraczać poza zwykłe, niewinne rozmowy o studiach. Everly zaczyna dostrzegać, że to nie swoim przyjaciołom chciałaby zwierzać się ze swoich obaw i problemów, a właśnie Nolanowi.

Kiedy granica pomiędzy typową relacją studentki, a nauczyciela zaczyna się niebezpiecznie zacierać oboje muszą podjąć ważne decyzje, które wpłyną na ich dalszą przyszłość. Pytanie tylko czy to będzie ich wspólna przyszłość?


Everly i Nolan to bohaterowie z trudną przeszłością. Choć w przypadku Everly dowiadujemy się o jej demonach dość szybko, to na ujawnienie tego co gnębi wyluzowanego na co dzień Nolana przyjdzie czytelnikowi poczekać prawie całą książkę.

Muszę przyznać, że historie w których głównym wątkiem jest relacja nauczyciel\uczennica należą do jednych z moich ulubionych. Biorąc pod uwagę ten fakt, jak i to, że poprzednie książki autorki bardzo przypadły mi do gustu spodziewałam się, że "Hope Again" skradnie moje serce i kto wie, może stanie się moim ulubieńcem jeśli chodzi o cały cykl Begin Again. Niestety jednak tak się nie stało. Jeśli chodzi o sam język i styl pisania autorki, to nie mam mu nic do zarzucenia. Książkę czyta się naprawdę dobrze. Problemu doszukuję się bardziej w samym wykreowaniu relacji między Everly, a Nolanem. Muszę przyznać, że jakoś ciężko było mi się w nią wkręcić, nie czułam tej chemii, przyciągania na które tu bardzo liczyłam.

Śmiem twierdzić, że "Hope Againto najsłabsza książka z całej serii. Mam wrażenie, że pisana nieco na siłę, aby stworzyć kolejną historię.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

niedziela, 27 października 2019

#113 "River" - Samantha Towle


Półtora miesiąca. Tyle czasu minęło od ostatniej recenzji jaka się tutaj pojawiła. Nie będę owijać w bawełnę i powiem szczerze, że dopadł mnie jakiś czytelniczy i pisarski kryzys. Chyba pierwszy, tak poważny odkąd zaczęłam prowadzić blog. Dziś nastąpił jednak jakiś mały cud i poczułam, że chyba jestem w stanie coś dla was naskrobać. A że zaległych recenzji do napisania mam sporo, to na pierwszy ogień idzie "River" autorstwa brytyjskiej pisarki Samanthy Towle.





            Tytuł – „River"
           (oryg.River Wild)
        Autor – Samantha Towle
    Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
        Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 294
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-8178-088-9



Siedem lat temu Annie została żoną Neil'a Coombsa. Myślała, że los da jej wreszcie stabilność i własną rodzinę, której bardzo pragnęła biorąc pod uwagę jej własne trudne dzieciństwo. Niestety życie dość szybko i brutalnie zweryfikowało rzeczywistość, która okazała się być przerażająca. Wspaniały mężczyzna sprzed ślubu okazał się być tylko złudzeniem, snem którego przebudzenie nastąpiło wraz z założeniem na palec Annie obrączki. 


Siedem lat to długi okres. Kiedy w grę wchodzi znęcanie, bicie, agresja, gwałty to o siedem lat piekła za dużo. Zapytacie zatem dlaczego Annie, jako ofiara przemocy nie  zgłosiła tego na policję? Zgłosiła i … nic. Bo kiedy napastnikiem jest jednocześnie szanowany i poważany przez wszystkich miejscowy policjant, nie jest to już tak proste.

Kiedy jednak Annie odkrywa, że jest w ciąży wie, że ma tylko jedno wyjście. Nie pozwolić, aby jej dziecko dorastało w otoczeniu przemocy i agresji, którego sama była ofiarą przez ostatnie lata. Nasza bohaterka zdaję sobie doskonale sprawę, że polubowne odejście i rozwód nie wchodzą w grę, bo Neil nigdy jej na to nie pozwoli. Annie podejmuje zatem jedyną możliwą decyzję. Ucieka nie oglądając się na nic, zmieniając tożsamość i wygląd.

Annie nienawidziła upałów o czym jej mąż doskonale wiedział, dlatego ucieczka do słynącego z wysokich temperatur Teksasu była w pełni świadomym wyborem, bo to ostatnie miejsce w którym Neil będzie próbował jej szukać.

Canyon Lake ma być dla ciężarnej Carrie Ford nowym początkiem. Lepszym, a co najważniejsze bezpiecznym miejscem do życia dla niej i jej mającego się narodzić dziecka.

Wynajęcie niewielkiego, ale przytulnego domu oraz znalezienie pracy jako kelnerka dały Carrie wiarę, że od teraz wszystko będzie tylko lepiej.


Ostatniego czego kobieta potrzebuje w swoim życiu to mężczyzna. Zwłaszcza, że jedyny przedstawiciel płci przeciwnej, który w jakikolwiek sposób przykuł jej uwagę to sąsiad mieszkający w domu obok. Humorzasty, arogancki, niemiły - właśnie od takiej strony Carrie miała szansę poznać Rivera w ciągu kilku incydentów jakie między nimi zaszły. Pomimo zachowania mężczyzny Carrie zdążyła jednak coś dostrzec. Za maską samotnika i dupka kryje się coś jeszcze. Ból? Smutek? Strach? Rzeczy które Carrie dobrze zna z doświadczenia. Aż za dobrze. 

Czy dwoje ludzi skrywających przed sobą tajemnice jest w stanie zbudować relację na fundamentach, które są tak kruche że w każdej chwili mogą się zawalić?

"River" Samanthy Towle nie jest pierwszą książką autorki, którą miałam okazję przeczytać i dla was zrecenzować, ale zdecydowanie jest tą, o której będę długo pamiętać. Jestem fanką dobrze napisanych romansów - takich w których bohaterowie nie są infantylni, a emocje chwytają mnie za serce. Nieczęsto zdarza się, że w tego typu książkach autor porusza ważne społecznie aspekty. Tak właśnie stało się jednak w przypadku tej historii. Tutaj Samantha poruszyła aż dwa ważne tematy, o których dowiadujemy się już na samym początku lektury. Pisanie o przemocy domowej i wykorzystywaniu seksualnym nieletnich zapewne nie było dla autorki łatwe. Czytanie o tym nie było łatwe dla mnie i nie będzie też dla was. "River" jest jednak książką, którą polecę z czystym sercem każdemu. Piękna i bolesna opowieść, ale z ogromnym przesłaniem. 

                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!