czwartek, 18 października 2018

#69 "Mr. President" - Katy Evans


Katy Evans zyskała ogromną popularność i rzesze fanek, kiedy kilka lat temu wydała pierwszą część serii Real. Historia boksera Remy’ego i wybranki jego serca, skradła serca czytelniczek na całym świecie. Dla mnie jednak ta historia była … przeciętna. Nie wiem dlaczego, ale nie skradła mojego serca na tyle, żeby chociażby co jakiś czas do niej wracać. Później było już lepiej bo „Womanizer” czy „Ladies Man” o wiele bardziej przypadły mi do gustu. Dziś jednak chciałabym opowiedzieć wam co nieco o książce autorstwa Katy, której bohaterów zdecydowanie pokochałam. Kiedy jakiś czas temu przeczytałam tą duologię w oryginale, trzymałam kciuki aby wreszcie jakieś wydawnictwo wypuściło ją w Polsce. I dzięki Wydawnictwu Kobiecemu możemy już teraz cieszyć się pierwszą częścią serii Biały Dom czyli „Mr. President”. A czym tak rozkochała mnie ta historia?


 


         Tytuł – „Mr. President"
           (oryg.Mr.Pesident)
           Autor – Katy Evans
    Tłumaczenie - Gabriela Jakubowska
          Wydawnictwo – Kobiece
            Liczba stron – 319
          Wydanie pierwsze – 2018
         ISBN – 978-83-6607-466-8


Charlotte Wells to młoda, inteligentna kobieta, córka senatora, która na co dzień pracuję w „Kobietach Świata” organizacji społecznej, która pomaga kobietom przechodzącym przez najtrudniejsze chwile w życiu takie jak rozwód, choroba czy inne traumy. Teraz jednak nasza bohaterka ma szansę zmienić świat w jeszcze bardziej globalny zasięgu i to nie tylko życie kobiet, ale wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych. Charlotte otrzymała bowiem niezwykłą propozycję, taką której raczej nikt nie powinien odrzucać – została poproszona, aby dołączyć do sztabu wyborczego jednego z kandydatów na najważniejszy urząd - urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Świat Matthew Hamiltona rozpadł się na kawałki, kiedy jego ojciec piastujący ówcześnie urząd amerykańskiego prezydenta, w trakcie swojej drugiej kadencji został zastrzelony przez nieznanego sprawcę. Matt stracił tatę, jego mama męża, a Ameryka straciła ukochanego prezydenta. Ojciec naszego bohatera od zawsze powtarzał mu, że kiedyś to on sam zostanie prezydentem, jednak młody Matthew traktował te słowa z przymrużeniem oka. Do czasu. Teraz 35-letni mężczyzna jako niezależny kandydat zamierza szturmem zdobyć Biały Dom, aby móc kontynuować to, czego jego ojciec nie zdążył dokończyć. Chcę walczyć o lepszą przyszłość dla obywateli, chcę stworzyć nowe miejsca pracy, poprawić kwestie związane z finansami, edukacją czy zdrowiem. Matthew ma serce, które chcę oddać swojemu krajowi, aby uczynić go jeszcze lepszym. Nie wie jednak, że w jego sercu znajdzie się miejsce nie tylko dla kraju, ale i dla kobiety.


Nasi bohaterowie poznali się wiele lat temu jako bardzo młodzi ludzie, praktycznie dzieci. Ale już wtedy serce rezolutnej Charlotte, skradł syn ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Teraz Matthew już zapisał się w historii jako najmłodszy kandydat na amerykańskiego prezydenta, co więcej sondaże dają mu ogromną szansę na zwycięstwo w wyborach. Niepowiązany ani z partią republikańską, ani z demokratyczną, Matt jako niezależny kandydat z każdym dniem zyskuję coraz więcej zwolenników. Z młodym, pełnym zapału sztabem i pomysłami wierzy, że jest w stanie dać Ameryce lepszą przyszłość.

"Ludzie muszą wiedzieć, co im oferujesz! woła jakiś starszy mężczyzna. 
- Zaoferuję im siebie.Cisza 
Matt opiera dłonie na mównicy i nieco się pochyla. 
Od wielu lat opinia publiczna jest przekonana o tym, że każda obietnica, jaką składa kandydat, to kłamstwo. Nikt im już nie wierzy. Politykę całkowicie skaziła propaganda. Chcę powiedzieć, że prowadzimy kampanię skąpą w hasła wyborcze i pozbawioną pomówień. Służę swojemu krajowi. Kiedy zapytano mnie, jak zamierzam rządzić, razem z moim zespołem - patrzy na mnie znacząco - doszliśmy do właśnie do tego. - Wskazuję za siebie - gdzie Carlisle już włączył prezentację. - Nazywamy to kampanią alfabetu. Naprawiamy, przerabiamy i pracujemy nad wszystkim w tym kraju, od A do Z. Artyści. Biurokracja. Cyfryzacja. Dług. Edukacja. Finanse..."


Jeśli romans w miejscu pracy uznawać za niemoralny, to jak określić romans między kandydatem na prezydenta USA, a członkinią jego sztabu? Bo kiedy w grę wchodzą silne uczucia, czasem jesteśmy zmuszeni do gry o najwyższą stawkę. A kiedy stawką jest najważniejszy urząd polityczny w kraju i na świecie, walka zarówno o stanowisko jak i o miłość może nieść za sobą wielkie niebezpieczeństwo.

"Mr. President" to książka, którą czyta się bardzo szybko. Historia Matta i Charlotte to coś dla fanek zakazanego romansu. Jeśli ktoś z was słyszał albo jest fanem serialu Skandal (witam w  klubie), to z pewnością powinien sięgnąć po najnowszą propozycję od Katy Evans. Może "Mr. President" nie jest aż tak skandaliczny, ale wątek ukrytego romansu między kandydatem na prezydenta, a kobietą pracująca w jego sztabie jest równie intrygujący.



                                      Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu Kobiecemu!

piątek, 12 października 2018

#68 "Gliniarz" - Laurelin Paige/Sierra Simone


            W dzisiejszej recenzji na tapetę biorę wrześniową premierę od Wydawnictwa Kobiecego czyli „Glinarza” autorstwa duetu Laurelin Paige/Sierra Simone. Pisanie w duecie nie jest łatwe, a przynajmniej tak się domyślam. O ile Laurelin należy do gona moich ulubionych autorek erotyków przede wszystkim za sprawą serii Uwikłani, to z piórem Sierry nie miałam póki co styczności. Jak zatem poszło naszym dwóm paniom? Czy podołały?


  


           Tytuł – „Gliniarz"
             (oryg.Hot Cop)
  Autor – Laurelin Paige/Sierra Simone
         Tłumaczenie - Marcin Stopa
         Wydawnictwo – Kobiece
          Liczba stron – 423
        Wydanie pierwsze – 2018
        ISBN – 978-83-6607-425-5



Dawno, dawno temu była sobie pewna dziewczyna yhm kobieta. Livia kochała książki, a dzięki pracy w bibliotece mogła łączyć swoją pasję z życiem zawodowym. Ale, Livię dręczyło coś poważnego. Coś, co w którymś momencie życia każdej kobiety nie daje jej normalnie funkcjonować – mianowicie upływający czas i mijające lata. Livia uwaga cytuję „stoi nad grobem”, „jej koniec nadchodzi”, „czeka ją nieuchronne unicestwienie”. Zapytacie czy nasza bohaterka jest śmiertelnie chora? Absolutnie nie. Ona po prostu zbliża się do magicznej trzydziestki, a wg. niej to droga do śmierci. Dziwny tok rozumowania. Serio. Zwłaszcza, że mnie samej do tej okrągłej liczy brakuję dwóch lat, a wcale nie wyczuwam, aby śmierć czaiła się za rogiem.

Nasza bohaterka orientuję się, że jej życie byłoby pełniejsze gdyby miała kogoś kogo mogłaby bezwarunkowo kochać, kto jej nie zdradzi, nie zostawi, ktoś komu będzie całkowicie oddana i kto odwzajemni jej miłość – dziecko. Problem w tym, że Livia wyrzekła się mężczyzn. Ale czy to będzie stanowiło problem, aby mogła zostać matką? Nie. Wystarczy tylko znaleźć odpowiedniego kandydata, który to dziecko z nią spłodzi, ale potem zniknie z jej życia.

Gdy na drodze Livii staję przystojny policjant Chase, dziewczyna składa mu propozycję  nie do odrzucenia.

„ - Nie potrzebuję ani męża, ani małżeństwa, ale mimo to pragnę ułożyć sobie przyszłość(…) - Muszę ułożyć sobie przyszłość. I doskonale wiem, czego chcę (…) 
- No dobrze, mów. Czego chcesz, Livio? 
- Chcę dziecka – odpowiada najspokojniej w świecie. – I chcę, żebyś to ty je spłodził. 
Omal nie udławił się piwem. 
- Przepraszam…co?

Bibliotekarka i policjant. Czy z połączenia osób wykonujących tak skrajnie różnie zawody, mających tak skrajnie różne charaktery może coś wyniknąć? Coś oprócz dziecka?

„Gliniarz” to książka, która zdecydowanie należy to tzw. lekkiej literatury. Nie wymaga ona większego skupienia, ot taka luźna historia. Ma swoje zalety, ale mogę też spokojnie wyliczyć wam jej wady.

Jeśli szukacie książki na jeden dłuższy wieczór, to zdecydowanie jest to książka dla was. Livia i Chase to przyjemni bohaterowie, których naprawdę można polubić.

To czego nie mogłam (powiem dosadnie) zdzierżyć w tej historii to styl pisania, mam tu na myśli konkretną rzecz, a mianowicie wszędobylskie zdrobnienia. Bo kiedy widzę, zwroty typu: ząbki, bibliotekareczka, kicia, majteczki, leciuteńko, nagusieńki, goluteńka itp. to mam ochotę czymś rzucić. To nie jest język, jaki mam ochotę widzieć w jakiejkolwiek książce, nawet jeśli to prosty romans.

Myślę, że Laurelin Paige powinna pozostać przy pisaniu książek w pojedynkę, bo w duecie niestety mojego serca nie skradła. Co do Sierry Simone to, nie oceniam bo nie czytałam jeszcze żadnej jej książki, ale recenzje jej książek pisanych samodzielnie są naprawdę świetne. Także drogie panie autorki. Osobno tak, razem  nie.

                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu Kobiecemu!

czwartek, 4 października 2018

#67 "Pozwól mi zostać" - Tijan


            Przez ostatnich kilka dni walczyłam z jakąś książkowo-czytelniczą niemocą (pierwszy raz w życiu). Dosłownie nie miałam ochoty czytać. W niedzielę zaczęłam „Pozwól mi zostać” autorstwa Tijan licząc, że obiecujący blurb i wysokie oceny na portalach książkowych zapewnią mi przebudzenie z letargu i braku chęci do czytania. Niestety srogo się rozczarowałam. Ale po kolei.


  

        Tytuł – „Pozwól mi zostać"
           (oryg.Ryan's Bed)
             Autor – Tijan
      Tłumaczenie - Sylwia Chojnacka
          Wydawnictwo – Kobiece
           Liczba stron – 407
         Wydanie pierwsze – 2018
         ISBN – 978-83-6613-417-1



Mackenzie Malcolm właśnie straciła siostrę – swoją bliźniaczkę. Willow i ją łączyło podobieństwo zewnętrzne, ale różniły się charakterem i usposobieniem do życia. To Mackenzie znalazła w łazience ich rodzinnego domu ciało swojej siostry leżącej w kałuży krwi. Samobójstwo to ostatnia rzecz jakiej po Willow spodziewałaby się cała rodzina Malcolmów. To Mackenzie najbardziej dotknęła ta śmierć, bo jako bliźniaczki łączyła je wyjątkowa więź. Dokładnie w dniu w którym Mac traci siostrę, przez zwykłą pomyłkę poznaję Ryan’a Jansena, którego ojciec pracuję w tej samej firmie w której zatrudniony jest tata Mackenzie.

 "- Co? - wydusił i popatrzył na mnie z otwartymi ustami. (...) 
  - Chyba się wczoraj zgubiłam - wymamrotałam. (...) Proszę, nie rób tego. Zanim tu przyszłam, nie mogłam zasnąć. Nie wiem dlaczego, ale teraz mogę. Po prostu chcę spać."

Ryan jest miły, inteligentny, pewny siebie, a wszyscy w szkole traktują go z szacunkiem. Jego pasją jest koszykówka, w którą z wielkim zaangażowaniem gra w szkolnej drużynie, której jest kapitanem. Ryan dobrze wie jak to jest stracić kogoś bliskiego, bo sam dwa lata wcześniej zmarł jego najlepszy przyjaciel. Dlatego kiedy na jego drodze staję Mackenzie, rozumie ją bardziej niż jej własna rodzina.

Mackenzie w nowo poznanym chłopaku odnajduję siłę i wiarę, którą straciła wraz ze śmiercią siostry. Nawet jej rodzice w pewnym stopniu się od niej odwrócili i stracili zainteresowanie jej życiem, bo za każdym razem gdy patrzyli na dziewczynę widzieli twarz zmarłej Willow, która przecież była identyczna.

„Pozwól mi zostać” było moim drugim po „Anti-stepbrother” spotkaniem z piórem Tijan Meyer. Tamta historia była bardzo słaba o czym mogliście się przekonać czytając moją recenzję na blogu. Co do historii Mackenzie i Rayan’a miałam dość duże oczekiwania. Blurb była intrygujący, a okładka książki piękna. Miało być dobrze, a było … znowu słabo.

Zacznijmy od głównych bohaterów. Ja rozumiem, że głównym wątkiem tej książki miała być żałoba i radzenie sobie z nią, ale mimo to oczekiwałam jakiejś chemii między parą odgrywająca główną rolę w książce. Ja niestety żadnych fajerwerków nie wyczułam.

Wątek tego, że Mackenzie, ciągle słyszała, widziała, a czasem nawet rozmawiała ze swoją zmarłą siostrę, był dla mnie naprawdę kiepsko przedstawiony, który w ogóle do mnie nie przemówił.

Całą fabułę książki uważam za nijaka. Duża część dialogów była o wszystkim i o niczym. Niestety „Pozwól mi zostać” to jedna z tych książek, które przeczytałam, ale do której raczej nie wrócę. Szczerze muszę przyznać, że styl pisania Tijan niczym się nie wyróżnia i po prostu ginie w natłoku innych autorek.

Książka nie wywołała we mnie praktycznie żadnych emocji, no chyba, ze mówimy o tych złych. Szkoda, że w tym przypadku wnętrze nie dorównało cudownej okładce.


                                           Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu Kobiecemu!

niedziela, 23 września 2018

#66 "Łzy Tess" - Pepper Winters


 W ostatni dzień weekendu przybywam do was z nową recenzją. Tym razem opowiem co nieco o książce autorstwa Pepper Winters „Łzy Tess”. Przyznam, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Kilka lat temu miałam przyjemność przeczytać serię „Indebted”, która wyszła spod jej pióra. Byłam zachwycona, po pierwsze był to mój pierwszy dark romance, a po drugie to jak misternie utkana była cała fabuła i skonstruowani bohaterowie sprawiło, że do tej pory jest to jedna z moich ulubionych tego typu serii. Kiedy więc zobaczyłam, że Wydawnictwo Kobiece przygotowuję się do wydania „Łez Tess (której to książki jakoś nie miałam okazji przeczytać, nawet w oryginale), a pamiętając jakie wrażenie wywarła na mnie poprzednia seria Pepper, wiedziałam, że „Łzy Tess to coś co koniecznie muszę mieć. Przyznam, że moje oczekiwania były ogromne. Czy zostały zaspokojone? Hmm…


 


           Tytuł – „Łzy Tess"
           (oryg.Tears of Tess)
          Autor – T.M. Frazier
     Tłumaczenie - Emilia Skowrońska
          Wydawnictwo – Kobiece
           Liczba stron – 496
        Wydanie pierwsze – 2018
         ISBN – 978-83-6607-477-4



Tess Snow jest dwudziestoletnią australijką, która od dwóch lat jest w zdawałoby się szczęśliwym związku z Braxem. Kochający, delikatny, inteligentny i czuły mężczyzna – czyż nie każda dziewczyna marzy o takim chłopaku? Naszą bohaterkę jednak już od pewnego czasu nachodzą myśli, które nie dają jej spokoju. Tess marzy o byciu zdominowaną, o poczuciu satysfakcji płynącej z seksu, której już dawno nie odczuła w relacji z Braxem, chcę aby ich pożycie wyszło poza nudne schematy. Jej potrzeby są czymś, o czym nigdy nie podzieliła się ze swoim chłopakiem, który w jej odczuciu nigdy by się na coś takiego nie zgodził. Kiedy pewnego dnia Brax z okazji ich rocznicy zabiera Tess na wycieczkę do Meksyku, ta ma nadzieję, że wreszcie przyzna się chłopakowi do swoich ukrytych pragnień. Nie wie jednak, że wycieczka zamieni się w prawdziwe piekło.


Jedna wycieczka do centrum meksykańskiego miasteczka, jedna wizyta w pobliskiej knajpce, jeden nieodwracalny moment.

Kiedy Brax udaję się na chwilę do toalety, czekająca na niego przy barze Tess ma złe przeczucie. Przeczucie, które okazuję się uzasadnione, bo gdy tylko postanawia wyjść z knajpki i poczekać na Braxa na zewnątrz, trzej mężczyźni tarasują jej drogę. Bieg do toalety do której udał się jej chłopak, jest spełnieniem jej najgorszych koszmarów, bo widok leżącego i rannego Braxa to scena, która już na zawsze wryję się w umysł naszej bohaterki.

Tess zostaje porwana. Porwana nie dla okupu. Bo wiecie z czego słynie Meksyk? Już spieszę z wyjaśnieniem. Z handlu „żywym towarem”.

Dziewczyna zostaję pobita i ląduję w miejscu w którym nie jest jedyną kobietą, którą spotkał taki sam co ją los. To coś w rodzaju „przejściowego więzienia”, gdzie zostaje oznakowana tatuażem, wszczepiono jej chip z nadajnikiem GPS oraz przeprowadzono badanie ginekologiczne. Dokładnie w tym momencie Tess dostaję ostateczne potwierdzenie tego, co ją spotkało – ZOSTAŁA SPRZEDANA.

Teraz ma dwa wyjścia – poddać się albo walczyć.

Walczyć zaczyna już z porywaczami, ale prawdziwa walka i to bardziej ta psychologiczna rozpoczyna się kiedy trafia do swojego nowego właściciela. Tajemniczy, opanowany Q. Kim jest? Jej Panem, którego własnością od teraz jest Tess. Ale czasem to co nas najbardziej przeraża, staję jest tym czego najbardziej potrzebowaliśmy.


"- Są pewne rzeczy, które musisz zrozumieć. 
- Jedyną rzeczą, którą muszę zrozumieć jest to, że jesteś potworem, który mnie kupił. Ukradłeś moje życie. Moich bliskich. Zabrałeś wszystko. I tylko to muszę zrozumieć."


„Łzy Tess” to książka, która ma zarówno swoje dobre jak i złe strony. Owszem są w niej sceny wywołujące przerażenie, obrzydzenie, strach, niedowierzanie – czyli teoretycznie to co każdy dark romance powinien mieć. Ale historia Tess i Q zawiera też momenty w których przede wszystkim nie rozumiem niektórych zachowań głównej bohaterki, pewne sceny i opisy są zbyt długie i męczące, w niektórych momentach brakuję tego czegoś.


To na pewno nie jest książka dla każdego. Zapewne dla kogoś kto nigdy nie czytał żadnego dark romance – pewne sytuacje będą nie do przyjęcia. Będą zbyt brutalne, ze zbyt dużą ilością przemocy. Ale takie właśnie są książki tego gatunku.

Pepper znana jest z mocnych książek, o czym zdołałam się już przekonać we wspomnianej na samym początku mojej recenzji serii „Indebted”. Tam autorka zaserwowała mi coś wg. mnie genialnego. Czy o „Łzach Tess” powiedziałabym to samo. Niestety nie. Wiem, że to zupełnie inna historia, z innymi bohaterami, ale mimo to zabrakło mi tutaj tego czegoś, tej iskry, która skradałby moje serce. Co wcale nie znaczy, że nie sięgnę po drugą część historii Tess i Q, którą już zapowiedziało Wydawnictwo Kobiece. Dlaczego? Bo liczę, że autorka zdoła jeszcze wykrzesać iskrę z tej historii.

Aha i jeszcze jedno. Q jest tym, którego (o dziwo) w tej historii polubiłam bardziej, niż główną bohaterkę.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                  Wydawnictwu Kobiecemu!

niedziela, 16 września 2018

#65 "Revived" - Samantha Towle


Dzisiejsza recenzja to powrót do świata, który zdążyliśmy już pokochać w „Revved” brytyjskiej autorki Samathy Towle. Tam poznaliśmy historię mechanik samochodowej Andressy i kierowcy rajdowego Carricka. Fabuła drugiej części serii, czyli „Revived” skupia się na konkurencie Carricka z toru wyścigowego, a prywatnie jednego z jego przyjaciół - Brazylijczyka Leandra Silvy. Zapraszam na recenzję.


  


Tytuł – „Revived"
(oryg.Revved)
Autor – Samantha Towle
Tłumaczenie – Maciej Olbryś
Wydawnictwo – NieZwykłe
Liczba stron – 324
Wydanie pierwsze – 2018
ISBN – 978-83-7889-755-2



Ci, którzy czytali „Revved” wiedzą, że pod koniec książki Leandro ulega na torze wypadkowi. O ile złamane obie nogi, roztrzaskany nadgarstek, połamane żebra i dolna część kręgosłupa oraz krwiak w głowie, można było wyleczyć dzięki operacjom i żmudnej rocznej rehabilitacji, o tyle stan psychiczny i emocjonalny Leandra uległ zmianie. Strach przed zajęciem fotela kierowcy w zwykłym samochodzie jest ogromny, nie mówiąc już o prowadzeniu samochodu Formuły 1. Nasz bohater ma tylko kilka miesięcy, aby w nowym sezonie być gotowym w stu procentach na rywalizację na torze. Ale droga do tego nie będzie ani łatwa, ani prosta.

Leandro nie ma wyboru i musi stawić czoło swoim największym demonom, a pomóc ma mu w tym terapia. Nasz bohater nie przypuszczał jednak, że jego terapeuta będzie ... kobietą - piękną, inteligentną, trzydziestoletnią kobietą. Jednym słowem – nasz Brazylijczyk ma przerąbane.


"- Do jasnej cholery, dlaczego mi nie powiedziałeś, jak ona wygląda? - warczę w słuchawkę. 
- Mnie też miło cię słyszeć - odpowiada Carrick ze śmiechem. - Kto jak wygląda? 
Dupek. 
- Doskonale wiesz, o kim mówię. Doktor Harris, idioto. (...) 
- Naprawdę nie wiem, o czym mówisz. 
- Przestań strugać wariata. Doskonale wiesz, o co mi chodzi. Może zostałeś pantoflarzem i teraz świata nie widzisz poza swoją Andi, ale przecież nie jesteś ślepy. Mogłeś mnie chociaż ostrzec."

Życie nie rozpieszczało Indii Harris i już w młodym wieku przekonała się, że nie jest ono usłane różami. Teraz skupia się na pracy terapeuty, a priorytetem jest dla niej wychowywanie nastoletniego syna, w czym pomaga brat bliźniak naszej bohaterki Kit. Okazuję się, że nowy pacjent Indii będzie dla niej nie tylko wyzwaniem w pracy terapeuty, ale i w życiu.


Czy związek lekarza i pacjenta jest nieetyczny. Teoretycznie tak. Ale kiedy dwoje ludzi połączy nić zrozumienia, sympatii, a przede wszystkim chemia – praktyka może okazać jednym wielkim wyzwaniem. Czy India pomoże Leandro wrócić na tor? Czy brazylijski kierowca udowodni pani doktor, że czasem warto zaryzykować i posłuchać serca, a nie rozumu? Przekonajcie się sami sięgając po „Revived”.

Czy druga część serii, jest równie dobra, co jej poprzedniczka? Tak. Śmiem nawet stwierdzić, że okazała się jeszcze lepsza. Postać Leandra przypadła mi do gustu już w „Revved” i wprost nie mogłam się doczekać, jak potoczy się jego historia w „Revived”, którą to książkę autorka postanowiła poświęcić właśnie tej postaci.

Podoba mi się jak autorka przedstawiła postać samej Indii – silnej kobiety, która już jako młoda dziewczyna musiała sobie poradzić z wczesnym macierzyństwem. I dzięki determinacji oraz pomocy brata wyszła z tego zwycięsko. Także postaci drugoplanowe w osobach jej brata Kita i syna Jetta skradły moje serce i nie obraziłabym się, gdyby kiedyś autorka powróciła do świata tych bohaterów np. w formie książki o Kicie właśnie, bo myślę, że jego historia miałaby potencjał. 


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu NieZwykłemu!