poniedziałek, 6 kwietnia 2020

#121 "Skandal" - Katarzyna Nowakowska


        Za nieco ponad tydzień tj. 15 kwietnia swoją oficjalną premierę będzie miała książka autorki, którą doskonale zna większość polskich fanek literatury kobiecej. Katarzyna Nowakowska - do tej pory pisząca pod pseudonimem K.N. Haner, tym razem zdecydowała się wydać kolejną powieść pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Ale to nie jedyne zaskoczenie, jeśli chodzi o „Skandal”. Czym jeszcze autorka zaskoczyła mnie w trakcie lektury? O tym już za moment.




            Tytuł – "Skandal"
      Autor – Katarzyna Nowakowska
           Wydawnictwo – Burda
            Liczba stron – 280
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-8053-728-6



Główną bohaterką „Skandalu” jest Julia Widawska. Na co dzień nasza bohaterka pracuje w rodzinnej firmie razem ze swoim ojcem i starszą siostrą Igą. Teoretycznie Julia ma wszystko o czym może marzyć dziewczyna w jej wieku: mieszka z bliskimi w pięknej willi w podwarszawskim Wilanowie, ma pieniądze oraz pracę o której wielu może pomarzyć. Jednak nic nie jest tak idealne, jak może się na pozór wydawać dla pobocznego obserwatora.

Ojciec Julii to raczej zdystansowany przedsiębiorca, który na pierwszym miejscu stawia firmę, a swoje córki, zwłaszcza naszą bohaterkę traktuje dość oschło i stanowczo. Z kolei ze strony Igi, Julia może liczyć głównie na kąśliwe uwagi co do jej nieperfekcyjnego wyglądu czy zachowania, które nie przystoi eleganckiej kobiecie.


Pewnego dnia Julia nieoczekiwanie musi zastąpić swoją siostrę na spotkaniu z nowym zagranicznym klientem. James Windstor to brytyjski arystokrata, który na co dzień jest biznesmenem mieszkającym w Londynie. Już pierwsze sekundy spotkania naszych bohaterów – zwłaszcza kiedy Julia omyłkowo bierze James'a za kelnera, nie wróżą nic dobrego dla przyszłości interesów pomiędzy rodzinną firmą naszej bohaterki, a Windstorem. Brytyjczyk okazuje się gburowatym, mocno sztywnym i szorstkim w odbiorze człowiekiem, a po skończonym spotkaniu Julia ma wewnętrzne przeświadczenie, że dała ciała i zawiodła starania nie tylko swojej siostry ale i ojca.


Jak to się więc stało, że Julia ku swojemu zaskoczeniu i zniechęceniu została oddelegowana przez swojego ojca na trzymiesięczny wyjazd do Nowego Jorku gdzie ma pełnić rolę asystentki … James'a? Tego dowiecie się tylko jeśli sięgniecie po książkę.



To, co już po lekturze kilku stron „Skandalu” mocno mnie zaskoczyło był fakt, że pierwszy raz w swojej pisarskiej karierze autorka postanowiła, że to ... Polka będzie główną żeńską postacią jej osiemnastej z kolei powieści. Zaczęłam się zastanawiać czy i jak wpłynie to na dalszą fabułę oraz moje podejście do książki. Należy też zaznaczyć, że akcja historii częściowo toczy się w ... Warszawie. Teraz po zakończeniu lektury mogę wam śmiało powiedzieć, że fakt ten nie wpłynął negatywnie na mój odbiór fabuły. 

Warto także zwrócić uwagę na pewien szczegół dotyczący głównej bohaterki. Być może dla niektórych sprawa wyda się mało istotna, ale według mnie sprawiła, że Julia okazała się bardzo „ludzką” bohaterką z którą kobieta może się utożsamiać. Chodzi o to, że nie jest ona kobietą fizycznie perfekcyjną – taką w rozmiarze S, w którą bezskutecznie próbuje ją zmienić jej własna siostra.

„Skandal” to historia, którą czyta się bardzo szybko. Jedno niedzielne popołudnie i byłam już po lekturze książki. Choć początek „Skandalu” ciągnął się dość wolno, to od połowy akcja zdecydowanie nabrała właściwego tempa.

Duży ukłon w kierunku autorki jeśli chodzi o zakończenie książki. Cliffhanger sprawił, że natychmiast musiałam dopytać Kasi, czy ta książka będzie miała swoją kontynuację i … okazało się, że owszem. Szokujące zakończenie „Skandalu” to ogromny plus tej historii.


                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                       Wydawnictwu Burda!

środa, 25 marca 2020

#120 "Try" - Ella Frank

W maju 2018 roku na moim blogu w cyklu „czytając zagranicę” ukazał się post w którym zachwalałam serię Temptation autorstwa Elli Frank. Pisałam wtedy, że oddałabym wiele, aby cykl ten ukazał się na polskim rynku wydawniczym. Czekałam, czekałam i … się doczekałam. Od tamtej pory minęły prawie dwa lata i nastał dzień polskiej premiery "Try". Nigdy nie przypuszczałam, że książki zaliczane do literatury M/M (dla niewtajemniczonych - male/male czyli książka w której wątek romantyczny rozwija się między dwoma mężczyznami) tak mocno skradną moje serce. Ogromnie cieszy mnie fakt, że Wydawnictwo kobiece postanowiło zaryzykować i wyjść poza utarte romantyczne książkowe schematy dotyczące wyłącznie relacji damsko-męskich. Zapraszam więc na recenzję „Try” – pierwszej książki w serii Pokusa (ang. Temptation).






Tytuł – „Try"
(oryg.Try)
Autor – Ella Frank
Tłumaczenie - Gabriela Jakubowska
Wydawnictwo – Kobiece
Liczba stron – 488
Wydanie pierwsze – 2020
ISBN – 978-83-6633-834-0


Logan Mitchell to trzydziestokilkuletni wzięty prawnik. Wraz z przyrodnim bratem prowadzą jedną z najlepszych kancelarii w Chicago. Nasz bohater jest pewnym siebie, aroganckim, przystojnym, a przed wszystkim dążącym do celu mężczyzną. Logan jest również … biseksualny. Bywa w przelotnych związkach zarówno z mężczyznami jak i kobietami. Chociaż słowo związek jest chyba w jego przypadku dość sporym naciągnięciem. Są to raczej przygody na jedną lub kilka nocy, bo Logan nie jest typem faceta, który dąży do jakiegokolwiek ustatkowania i głębszego zaangażowania się.


Tate Morrison to dwudziestodziewięcioletni mężczyzna, który na co dzień pracuję jako barman w jednym z chicagowskich barów. Właśnie zakończyło się jego kilkuletnie małżeństwo i jest w trakcie paskudnego rozwodu. 


Logan i Tate poznają się w barze w którym pracuję ten drugi. Nasz prawnik wpada tam na drinka po pracy i cóż – jego uwagę zwraca pewien przystojny barman. Jest tylko jeden problem. Problem, który dla Logana jest drobnym szczegółem (jak sam to ujął). Barman, który wpadł mu w oko jest heteroseksualny. Jeśli myślicie, że to powstrzyma Logana przed próbami zdobycia Tate’a, to jesteście w wielkim błędzie, bo Logan jest bardzo uparty i nigdy się nie poddaję. NIGDY.

Nasi bohaterowie nie mogliby się bardziej różnić, nawet gdyby bardzo chcieli. Logan to typ kujona - okulary w grubych czarnych oprawkach, świetnie skrojony garnitur, perfekcjonista we wszystkim, facet z dużą nutą arogancji i szczyptą bezczelności. Tate to człowiek z luźnym podejściem do życia, noszący sprane spodnie, skurzaną kurtkę, który w wolnych chwilach oddaje się swojej pasji, którą jest jazda na motorze. Co może wyniknąć, kiedy spotka się ogień i woda? No cóż...



   „- Chciałbym skosztować ciebie.

  Logan uważnie wpatrywał się w twarz Tate’a, który wydawał się trawić jego słowa. Najpierw pojawił się na niej szok i jego policzki zarumieniły się, na co obserwator mało się nie roześmiał.Zażenowaniu jednak towarzyszyło spojrzenie wyrażające takie zdumienie, jakby nie wiedział, co, kurwa powiedzieć. 
Logan zdecydował się mu odpuścić.    
- W porządku, Tate.  Nie oczekiwałem odpowiedzi, ale uznałem, że lepiej powiedzieć to od razu, biorąc po uwagę…
(...) 
- Biorąc po uwagę co? 
- Biorąc pod uwagę, jak bardzo byłeś zmieszany. Przecież nie ma powodu do zmieszania. 
- Poza faktem, że jestem hetero – powiedział w końcu Tate. 
Zanim odpowiedział, Logan przez chwilę bawił się szklanką. 
- Tak, cóż… Nie pozwalam takim drobnostkom stawać mi na drodze. 
Tate roześmiał się i wydawało się, że odzyskał grunt pod nogami, a Logan pozwolił falom mocnego dźwięku rozejść się po swoim ciele. 
- Jesteś pewny siebie, to ci przyznam. Muszę ci jednak powiedzieć… Źle wybrałeś.”


Myślę, że żadna recenzja, nawet moja nie odda tego jak świetna wg. mnie jest to seria. Jestem świadoma iż sam fakt, że w „Try” przedstawiona jest relacja miłosna dwóch mężczyzna może wywołać w was coś w rodzaju zniechęty albo zniesmaczenia, ale uwierzcie, że wystarczy wam kilkanaście stron abyście nie mogli przestać czytać.

Przyznam, że sceny seksu są naprawdę gorące - kurczę śmiem stwierdzić, że są gorętsze niż w niejednym typowym erotyku z kobietą i mężczyzną w rolach głównych.

Jeśli myślicie, że Tate z dnia na dzień stał się homoseksualny, to się mylicie. Dojrzewał do tego z każdą stroną w tej historii. Duża w tym zasługa Logana i jego prób zdobycia faceta, którego pragnął. Nie użyję słowa zalotów - bo szczerze? Logan padłby ze śmiechu, gdyby zobaczył, że tak opisałam jego próby zdobycia Tate’a. 

"Try" to początek fantastycznej serii, którą pokochałam ja i mam cichą nadzieję, że pokochacie i wy. 



                                Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu Kobiecemu!

poniedziałek, 9 marca 2020

#119 "Gentleman numer dziewięć" - Penelope Ward

Recenzja tej książki miała pojawić się na blogu jeszcze w zeszłym roku, ale jak to mawiają ”co się odwlecze, to nie uciecze”. Jeśli chcecie wiedzieć, czy „Gentleman numer dziewięć” to kolejna warta uwagi historia autorstwa Penelope Ward to zapraszam do lektury poniższej recenzji.



   Tytuł – „Gentleman numer dziewięć"
          (oryg.Gentleman nine)
          Autor – Penelope Ward
      Tłumaczenie - Marcin Machnik
         Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 288
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2835-401-2

Główną bohaterką historii jest dwudziestopięcioletnia mieszkanka Bostonu – Amber, która na co dzień pracuje w ośrodku będącym szkołą dla dzieci z problemami rozwojowymi takimi jak autyzm czy zespół Dawna. Nasza bohaterka jest świeżo po rozstaniu z Rory’m - z którym była przez dziewięć lat. Jest to dla niej o tyle bolesne, że był on jej pierwszym chłopakiem i myślała, że będzie tym ostatnim i jedynym. Chwilowo więc, nasza bohaterka ma dość jakichkolwiek relacji damsko-męskich, ale to nie znaczy, że nie tęskni za czysto fizyczną bliskością ze strony płci przeciwnej.


Pewnego dnia Amber odbiera telefon, którego zdecydowanie się nie spodziewała. Kiedyś Channing był jej dobrym przyjacielem, teraz jednak utrzymują ze sobą tylko sporadyczny, telefoniczny kontakt. Okazuje się, że mężczyzna otrzymał bardzo intratne stanowiska w bostońskiej korporacji biomedycznej. Praca ta wiążę się jednak z kilkumiesięcznym pobytem w Bostonie, a Channing dowiedział się od ich wspólnej znajomej, że Amber od czasu do czasu wynajmuje swój pokój gościnny innym lokatorom. I tak właśnie Amber zyskała Channinga jako swojego nowego współlokatora.

Jeśli sprawa wydaje się wam prosta, to ona … nigdy taka nie jest jest.

Historia znajomości Amber i Channinga sięga ich młodzieńczych lat. Nasza bohaterka i młodsza siostra Channinga były najlepszymi przyjaciółkami. Niestety jeden, tragiczny w skutkach dzień zmienił wszystko. Śmierć Lainey sprawiła, że zarówno Amber jak i Channing stracili najważniejszą w ich życiu osobę. Z tej tragedii wywiązała się jednak jedna dobra rzecz – oboje znaleźli w sobie oparcie, z czego z czasem wyniknęła solidna przyjaźń. W przyjaźni tej swoje miejsce znalazł także najlepszy przyjaciel Channinga – Rory. I tak oto cała trójka tworzyła zgraną paczkę trzech muszkieterów.

W młodości Amber miała słabość do Channinga, jednak ukrywała swoje uczucia bo, po pierwsze był starszym bratem jej najlepszej przyjaciółki, a  po drugie po jej śmierci sam stał się jej najlepszym kumplem, a ona nie chciała zniszczyć ich drogocennej przyjaźni. Poza tym, kiedy zwierzyła się Rory’emu ze swoich uczuć względem Channinga, ten ostrzegł ją, żeby uważała bo będzie przez niego cierpieć – cokolwiek to znaczyło.

Amber nie miała jednak pojęcia o jednej bardzo istotnej rzeczy – obaj jej najlepsi przyjaciele coś do niej czuli, coś co wykraczało poza zwykłą przyjaźń. Aby nie niszczyć tej przyjaźni zawarli pakt, że żaden z nich nigdy nie zwiążę się z Amber.

Niestety jeden z nich nie dotrzymał umowy. Channing wyjechał na rok do college’u, a kiedy wrócił okazało się, że Amber i Rory są parą. Mężczyzna nigdy jednak nie wyjawił swoich uczuć w stosunku do dziewczyny, bo w tamtym czasie nic by to już nie zmieniło.

I tak powracamy do sytuacji w której Channing zamieszkuje z Amber. Jeśli którekolwiek z nich myślało, że uczucia, które kiedyś się w nich tliły, a do których się przed sobą nie przyznali zniknęły – to byli w ogromnym błędzie.


"Gdy skończyłam jeść, zadałam pytanie, które dręczyło mnie przez cały czas.
— No dobrze, czy możesz mi wreszcie powiedzieć, co ja, u licha, właśnie zjadłam? (...)
Channing odpowiedział śmiechem.
— A jak myślisz, co zjadłaś?
— Obstawiam, że małże smażone w bekonie.
Otarł usta i uśmiechnął się.
— To były winniczki w bekonie (...)
O mój Boże.
— Winniczki? W sensie ślimaki?
— Tak. Znalazłem je w markecie, o którym ci mówiłem.
— Zjadłam ślimaki? Smakowały jak małże! (...)
— Przyznaj, że nie zjadłabyś ich, gdybyś wiedziała.
— Absolutnie bym ich nie zjadła.
— Widzisz… czasem lepiej nie wiedzieć. Cieszymy się czymś, tak jak powinniśmy się cieszyć bez niepotrzebnych uprzedzeń. Ślimaki są przysmakiem. I afrodyzjakiem.
— Wiem, doszły mnie takie słuchy. Małże podobno też. (...) Jakim cudem taka ostryga miałaby wzbudzić w tobie apetyt na seks? Dla ciebie ma to jakiś sens?
Channing oblizał usta.
— Tak się składa, że wiem, skąd wzięło się to połączenie.
— Serio?
— Serio. Wszystko przez słynnego kochanka, Casanovę. Według krążącej wtedy plotki zjadał pięćdziesiąt ostryg dziennie, żeby mieć więcej pary. (...)
— Cóż, podejrzewam, że trzeba być casanovą, żeby znać Casanovę. — Puściłam mu oczko. — W każdym razie to, co mówisz, to bardziej folklor. A jest jakiś naukowy powód?
— Hm, przyjrzałaś się kiedyś ostrydze? — spytał.
— Nie, nie mogę powiedzieć, żebym jakoś wnikliwie je obserwowała.
— Wygląda jak wargi.
— Wargi?
— No, wiesz, te…
— Wiem, o które wargi ci chodzi. — Powachlowałam się chusteczką.
— Jedzenie ostryg trochę przypomina… — Zawahał się. — Cóż, domyślasz się, do czego zmierzam. Przeszedł mi dreszcz po kręgosłupie, gdy patrzyłam na jego usta.
— Tak, chyba się domyślam.
— Może więc Casanowa… trenował swoją technikę — podsumował.
— Interesująca teoria.
— Prawda? — Uśmiechnął się.
W desperackim pragnieniu ucieczki od tematów seksualnych stwierdziłam:
— W każdym razie to, co przed chwilą zjadłam, czyli ślimaki, absolutnie nie są przeznaczone do jedzenia. — Tak samo jak świnie, indyki i inne zwierzęta, które codziennie konsumujemy. Rozważałam to przez chwilę.
— Możesz mieć rację.
— A propos świń… rozmawiałaś z Rorym?
Ugh. Dlaczego o nimwspomniał?
— Nie, nie rozmawiałam. Tak jest lepiej. I nie musisz go oczerniać, żebym poczuła się lepiej. Jestem dużą dziewczynką.
— Cóż, tak naprawdę to współczuję jemu.
— A to dlaczego?
Pociągnął kolejny łyk wina i odparł:
— Bo dostał kosza.
Chwila.
Że co?
Czyżby Channing nie znał prawdy o tym, co zaszło między mną i Rorym? Miałam wrażenie, że cały świat już o tymwie.
— Ja go nie rzuciłam. Od kogo to usłyszałeś?
— Jordan nie użyła dokładnie takich słów, ale założyłem, że rozstanie było twoją decyzją. Rory zawsze był pod pantoflem.
— No cóż, to nie była… moja decyzja.
Pił wino, ale przerwał w połowie.
— Chwila, chwila. To on zerwał z tobą?
Przytaknęłam.
— Rory…zerwał z…tobą — powtórzył.
— Tak. Chcesz to usłyszeć z moich ust?
Twarz Channinga spoważniała. Odstawił kieliszek.
— Przykro mi… ja po prostu… wgniotło mnie w ziemię.
— Uhm, mnie też.
Chciał nalać mi wina, ale wyciągnęłam dłoń, żeby go powstrzymać.
— Co robisz?
— Weź chorobowe na resztę dnia. Chcę, żebyś mi opowiedziała, co zaszło z tym pieprzonym durniem, i chcę, żebyś mogła się przy tym swobodnie napić i rozluźnić."


„Gentleman numer dziewięć” to książka, którą można zaliczyć do tych z gatunku lekkich i przyjemnych, idealnych na jeden relaksujący wieczór przy winie. Luźne, błyskotliwe dialogi i ciekawi bohaterowie to zdecydowanie plusy tej historii. Ta książka to "typowa" Penelope Ward, którą czyta się naprawdę szybko. A z ciekawostek, które mogę wam zdradzić, to to, że nie wszytko jest takim, jakim może się wydawać na pierwszy rzut oka. 


                               Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

wtorek, 11 lutego 2020

#118 "Złe miejsce" - K.N. Haner


K.N. Haner zdążyła już przyzwyczaić swoich czytelników to tego, że jej książki to jazda na kolejce górskiej bez zabezpieczenia. Jazda, która dla bohaterów bywa nieprzewidywalna i szokująca. Nie inaczej jest w przypadku Złego miejsca” książki, która rozpoczyna duologię Niebezpieczni mężczyźni, a która już jutro tj. 12 lutego trafi oficjalnie do księgarń.




          Tytuł – „Złe miejsce"
           Autor – K.N. Haner
        Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 336
         Wydanie pierwsze – 2020
        ISBN – 978-83-2836-576-6



Główną bohaterką książki jest Blaire Crawford, która dla przeciętnego obserwatora ma wszystko: olśniewającą urodę, posadę prezesa w firmie ojca i wielki dom na Wzgórzach Hollywood. Jedyne czego nie dostrzega  ten przeciętny obserwator to to, że wygląd Blaire jest także jej największym przekleństwem, praca u ojca to posada marionetki” mającej robić to co on każe, a piękna willa to złota klatka z której nie ma ucieczki.

Dzieciństwo naszej bohaterki nie było usłane różami, a ciągłe kłótnie rodziców, które ostatecznie zakończyły się rozwodem spowodowały, że Blaire była dzieckiem uwikłanym w wojnę dorosłych. Miłość rodzicielska, której tak bardzo łaknęła nigdy nie była jej dana. Nasza bohaterka była w błędzie myśląc, że kiedy osiągnie pełnoletniość wreszcie uzyska upragnioną wolność i sama będzie decydować o swoim losie. Niestety nie przewidziała, że jej ojciec ma już względem niej inne plany. Blaire zmuszona została do podpisania umowy z zachowaniem poufności, która zobowiązywała ją do pójścia na konkretne studia, odbycia stażu w konkretnym miejscu, a potem pracy w firmie ojca.


Jeśli zdaję wam się, że Blaire będąc córką swojego ojca mogła sobie pozwolić na totalny luz i nie robienie kompletnie niczego w jego firmie to jesteście w ogromnym błędzie. Henry Crawford był tyranem, manipulatorem i diabłem przyodzianym w drogi garnitur. Firma i interesy były dla niego najważniejsze, a kiedy sytuacja tego wymagała miał tajną broń, broń dzięki, której wszyscy klienci i kontrahenci wchodzili z nim w interesy. To Blaire była tą bronią – a raczej „wizytówką”, choć może raczej słowo panienka do towarzystwa” byłoby odpowiedniejsze. Nasza bohaterka na jedno słowo swojego ojca, musiała wykorzystywać swój wygląd i urok osobisty, aby najoporniejsi klienci wchodzili w biznesy z Henrym Crawfordem. Własny ojciec sprzedający ciało rodzonej córki dla swoich celów. Czy może być coś bardziej obrzydliwego?


Pewnego dnia Blaire dostała od ojca kolejne „zlecenie” – udział w bankiecie na którym miała spotkać się z bogatym, starym i obleśnym klientem, którego miała przekonać do robienia interesów z Crawfordem. Zrządzenie losu, pech, a może cud – nazwijcie to jak chcecie, ale jadąc na bankiet, kierujący samochodem ochroniarz Blaire zboczył z trasy, w wyniku czego doszło do wypadku, a auto wpadło do oceanu.

Czy śmierć mogła być dla Blaire jedynym ratunkiem oraz ucieczką od ojca będącego diabłem w owczej skórze? Czy oto właśnie nasza bohaterka dostanie swoją upragnioną wolność? No cóż…

Nic nie czułam. Nie mogłam otworzyć oczu. Byłam świadoma, że środek auta wypełnia woda, ale nic nie mogłam zrobić. Czy tak wygląda śmierć? Zastanawiałam się. Jeśli to faktycznie koniec, to nie było tak strasznie, jak każdy myśli. Moja dusza zawieszona była w próżni. Nie było bólu i strachu. A przynajmniej ja się nie bałam. Pomyślałam, jedynie, że w końcu będę wolna. Gdybym mogła, uśmiechnęłabym się szeroko i pokazała ojcu środkowy palec. Zostało mi jednak tylko czekać, aż nadejdzie ta chwila, w której moje życie się skończy.”

Śmierć nie nadeszła, a Blaire została uratowana i porwana przez tajemniczego mężczyznę, którego prawie cała twarz, oprócz ust ukryta była pod maską. Kim jest Phix? Wybawcą? A może raczej kimś, kto nie przestrzega żadnych zasad. Pewne jest jedno –  prawo nie jest tym, czym kieruję się w życiu, a przestępcza działalność którą się para, to coś co przynosi mu największą satysfakcję.


Sama Blaire musi zatem odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie, czy bycie martwą dla świata i własnego ojca oraz więzioną przez człowieka w masce, jest lepsze niż jej poprzednie życie. Zwłaszcza, że Phix to człowiek, który nienawidzi sprzeciwu i wymaga posłuszeństwa.

A jakby tego było mało, ta historia ma też drugiego męskiego bohatera, którym jest David, czyli prawa ręka i ochroniarz Phixa. Niepozorny, ale mający duże znaczenie dla całej fabuły Złego miejsca”.


Jeśli w książce pojawia się wątek trójkąta miłosnego (ich dwóch i ona jedna), zazwyczaj już w początkowej fazie lektury danej książki wiem, po stronie którego z męskich bohaterów stoję. Niestety, albo i stety w tej historii dosłownie rwałam sobie włosy z głowy. Jestem wręcz przekonana, że taki był zamiar K.N. Haner – czytelnikiem miały targać sprzeczne emocje. Kiedy już myślicie, że znacie dobrze postać, dzieję się coś co sprawia, że macie ochotę ją wirtualnie zamordować. 

Co do postaci Blaire, to dość mocno irytowała mnie w kwestii swojej moralności i braku zdecydowania. Ale cóż ... kiedy człowiek ma zbyt duży wybór, sam czasem gubi się we własnych decyzjach. W tym co jest dobre, a co złe. W tym kto naprawde może jej pomóc, a kto ją wykorzystuję.


                                     Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

sobota, 1 lutego 2020

#117 "Tylko bądź przy mnie" - Laura Kneidl

  
W sobotnie popołudnie zapraszam na recenzję zeszłotygodniowej premiery „Tylko bądź przy mnie” autorstwa Laury Kneidl, będącej kontynuacją „Jednak mnie kochaj”. Czy tak jak ja, byliście ciekawi jakie zakończenie czeka na Sage i Lukę? Zastanawiałam się także jak autorka poradzi sobie z drugą częścią duologii, bo muszę przyznać, że pierwsza była naprawdę dobra.




     Tytuł – „Tylko bądź przy mnie"
       (oryg.Verliere mich. Nicht)
          Autor – Laura Kneidl
      Tłumaczenie - Joanna Grzelak
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 440
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-7686-862-2

Tylko bądź przy mnie zakończyło się dramatycznym rozstaniem głównych bohaterów. Święta Bożego Narodzenia, które Sage i Luka mieli spędzić z jego rodziną zamieniły się w koszmar, którego żadne z nich nie mogło przewidzieć. Sage, przekonana, że jej ojczym postawił ją w sytuacji bez wyjścia, zdecydowała się na dramatyczny krok zerwania z Luką, któremu nie mogła podać prawdziwego powodu swojej nagłej decyzji.

Sage po rozstaniu z Luką i wyrzuceniem jej przez niego z jego mieszkania, zatrzymała się w tanim i niechlujnym motelu. Tymczasowe lokum musi jej wystarczyć, dopóki nie znajdzie sobie czegoś, na co będzie ją stać. Szukanie nowego miejsca w trakcie roku akademickiego nie jest jednak łatwe, zwłaszcza kiedy ograniczają cię fundusze i własne, skrywane głęboko lęki.

Ból po rozstaniu z Luką wcale nie mija, lecz wzbiera na sile z każdym dniem. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Gdy April, siostrze Luki, z niemałym trudem udaje się zaprosić Sage na imprezę sylwestrową, ta ma tylko jeden warunek: aby nie było tam Luki. Niestety chłopak pojawia się na niej i to z ... nową dziewczyną u boku.


       Zamarłam. Miałam wrażenie,że świat zniknął i istniał tylko Luca. Znowu poczułam w brzuchu pełny tęsknoty ból, taki sam, jaki w nocy nie pozwalał mi zasnąć, tym razem w towarzystwie bolesneo kłucia w klatce piersiowej.
       Wstrzymałam oddech. Nie potrafiłam na niego patrzeć. Był zmieniony, ale jednak to był on. Tyle, że nie przpominał już Luki, który przed świętami leżał ze mną w łóżku. Teraz był to Luca, jakiego spotkałam w żeńskim akademiku: arogancki i pewny siebie. Na jego ustach błąkał się zarozumiały uśmieszek. (...) Jednak na mój widok twarz zaczeła mu się zmieniać i jego zimne spojrzenie przeszyło mnie jak sztylet.” 


April załamana warunkami w jakich mieszka Sage, namawia dziewczynę, aby ta wróciła do mieszkania jej i jej brata. Nasza bohaterka choć naprawdę tego nie chcę, nie ma wyjścia. Zwłaszcza, kiedy sam Luke odwiedza ją w jej obskurnym motelu i jej to proponuje.

Tylko jak ponownie mieszkać z pod jednym dachem z chłopakiem, który nadal tak wiele dla ciebie znaczy i ... wiedzieć, że nie możesz go mieć?

Zwłaszcza, że z czasem Luca daje do zrozumienia Sage, że nigdy nie przestała mu być obojętna. Czy zatem terapia grupowa na którą w tajemnicy przed innymi zaczyna uczęszczać nasza bohaterka, pomoże jej w uporaniu się z lękami i wyznaniu Luce prawdziwego powodu dla którego musiała go zranić, zrywając z nim?


„Jednak mnie kochaj” skradło mi serce dzieki głównemu bohaterwi, który swoją cierpliwością udowodnił Sage, że nie wszyscy mężczyźni mogą wywoływać lęk i strach. Chłopak dotarł do dziewczyny swoją śmiałością, ale jednocześnie spokojem i charakterem. O ile pierwsza książka była drogą prowadzącą do związku, o tyle druga opowiada o tym jak ludzie zachowują się, kiedy ten się rozpadnie. Sama fabuła „Tylko bądź przy mnie” rozwija się dość wolno i chyba dopiero końcówka wywołała we mnie jakieś silniejsze emocje. Miałam nieodparte wrażenie, że sama książka nabrała zbyt szybkiego tempa pod koniec, tak jakby autorka nie umiała rozłożyć równego tempa na całą historię.

Nie zaprzeczę, że „Tylko bądź przy mnie” czyta się przyjemnie, aczkolwiek w moim  odczuciu nie przebija ona swojej poprzedniczki.

Myślę za to, że niezwykle ważnym elementem tej historii, jest poruszenie przez autorkę tematu terapii grupowej na którą zaczyna uczęszczać główna bohaterka. Wątek ten bezapelacyjnie stanowi inspirację dla osób, które same zmagają się z różnego rodzaju problemami i lękami, a strach nie pozwala im na szukanie tego typu pomocy. W grupie raźniej, zwłaszcza jeśli jest to grupa, która nie ocenia innych przez żaden pryzmat, a zaczyna być dla drugiego człowieka ogromnym wsparciem.


 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
              Wydawnictwu Jaguar!