niedziela, 3 listopada 2019

#114 "Hope Again" - Mona Kasten


Aby zakończyć weekend w iście książkowym stylu zapraszam na nową recenzję. Tym razem z czeluści moich zaległości sięgnęłam po literaturę zaliczaną do nurtu Young Adult. Wspomnę, że "Hope Again" to czwarta z kolei książka zaliczana do cyklu Begin Again i choć znajomość poprzednich tomów na pewno rozjaśniłaby wam kto jest kim wśród bohaterów drugoplanowych, którzy pojawią się w poniższej książce, to nie jest to obowiązkowe, aby móc cieszyć się lekturą tej konkretnej historii. Od razu zaznaczę, że trzy pierwsze tomy bardzo mi się podobały i byłam naprawdę ciekawa czy autorka dalej będzie trzymała wysoki poziom.





          Tytuł – „Hope Again"
           (oryg.Hope Again)
          Autor – Mona Kasten
      Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 328
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-7686-812-7



Główną bohaterką "Hope Again" jest Everly Penn, która studiuje literaturę na uniwersytecie w Woodshill. Jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych z uwagi na przemoc domową, której z ręki własnego ojca i męża doświadczała ona i jej matka. Everly do dziś zmaga się ze wspomnieniami tamtych chwil o czym nie wiedzą nawet jej najbliżsi przyjaciele. Nasza bohaterka stara się skupiać całą swoją uwagę na nauce. Do jej najbardziej ulubionych przedmiotów należą te z kreatywnego pisania prowadzone przez dwudziestoośmioletniego Nolana Gatesa. Nie jest on typowym nauczycielem akademickim jakich wielu na uniwersytecie, wręcz przeciwnie – traktuje swoich studentów bardziej jak swoich dobrych znajomych. Bycie z uczniami po imieniu, otwartość, ciekawy sposób prowadzenia zajęć i luźne podejście do wielu kwestii sprawiają, że studenci chętnie uczestniczą w jego zajęciach.


"– Witaj, Nolan – rzuciła Dawn. 
Nauczyciel oderwał wzrok od książki, która jeszcze przed chwilą całkowicie pochłaniała jego uwagę. W zębach trzymał czerwony długopis. Wydawał się zmieszany, jakby zbyt gwałtownie wrócił  innego świata do naszego. Najpierw popatrzył na Dawn, potem przesunął wzrok na mnie. Uśmiechnął się. (…)  
– Zdążyłyście w ostatniej chwili. – Uśmiech nie znikał z jego ust. 
– Jesteśmy megapunktualne – odparła Dawn. 
Nolan uniósł brew. 
– Kilka sekund później, a wysłałbym cię po bułkę. 
Ta groźba wywołała cichy śmiech wśród pozostałych uczestników zajęć. My z Dawn także się uśmiechnęłyśmy, choć wiedziałyśmy, że to nie były puste słowa. 
(…)  
Fascynował mnie. Był jak zagadka, którą chciałam za wszelką cenę rozwiązać, i właśnie dlatego w każdą środę nie mogłam się doczekać chwili, gdy wejdę do tej sali."

Kontakt Everly i Nolana do tej pory ograniczał się do zajęć i ewentualnie grupowego czatu na którym mężczyzna zadawał swoim studentom prace domowe. Kiedy jednak oboje zaczynają redagować książkę pisaną przez Dawn – przyjaciółkę Everly, która także uczęszcza na zajęcia Nolana, relacja naszych bohaterów zaczyna wykraczać poza zwykłe, niewinne rozmowy o studiach. Everly zaczyna dostrzegać, że to nie swoim przyjaciołom chciałaby zwierzać się ze swoich obaw i problemów, a właśnie Nolanowi.

Kiedy granica pomiędzy typową relacją studentki, a nauczyciela zaczyna się niebezpiecznie zacierać oboje muszą podjąć ważne decyzje, które wpłyną na ich dalszą przyszłość. Pytanie tylko czy to będzie ich wspólna przyszłość?


Everly i Nolan to bohaterowie z trudną przeszłością. Choć w przypadku Everly dowiadujemy się o jej demonach dość szybko, to na ujawnienie tego co gnębi wyluzowanego na co dzień Nolana przyjdzie czytelnikowi poczekać prawie całą książkę.

Muszę przyznać, że historie w których głównym wątkiem jest relacja nauczyciel\uczennica należą do jednych z moich ulubionych. Biorąc pod uwagę ten fakt, jak i to, że poprzednie książki autorki bardzo przypadły mi do gustu spodziewałam się, że "Hope Again" skradnie moje serce i kto wie, może stanie się moim ulubieńcem jeśli chodzi o cały cykl Begin Again. Niestety jednak tak się nie stało. Jeśli chodzi o sam język i styl pisania autorki, to nie mam mu nic do zarzucenia. Książkę czyta się naprawdę dobrze. Problemu doszukuję się bardziej w samym wykreowaniu relacji między Everly, a Nolanem. Muszę przyznać, że jakoś ciężko było mi się w nią wkręcić, nie czułam tej chemii, przyciągania na które tu bardzo liczyłam.

Śmiem twierdzić, że "Hope Againto najsłabsza książka z całej serii. Mam wrażenie, że pisana nieco na siłę, aby stworzyć kolejną historię.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

niedziela, 27 października 2019

#113 "River" - Samantha Towle


Półtora miesiąca. Tyle czasu minęło od ostatniej recenzji jaka się tutaj pojawiła. Nie będę owijać w bawełnę i powiem szczerze, że dopadł mnie jakiś czytelniczy i pisarski kryzys. Chyba pierwszy, tak poważny odkąd zaczęłam prowadzić blog. Dziś nastąpił jednak jakiś mały cud i poczułam, że chyba jestem w stanie coś dla was naskrobać. A że zaległych recenzji do napisania mam sporo, to na pierwszy ogień idzie "River" autorstwa brytyjskiej pisarki Samanthy Towle.





            Tytuł – „River"
           (oryg.River Wild)
        Autor – Samantha Towle
    Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
        Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 294
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-8178-088-9



Siedem lat temu Annie została żoną Neil'a Coombsa. Myślała, że los da jej wreszcie stabilność i własną rodzinę, której bardzo pragnęła biorąc pod uwagę jej własne trudne dzieciństwo. Niestety życie dość szybko i brutalnie zweryfikowało rzeczywistość, która okazała się być przerażająca. Wspaniały mężczyzna sprzed ślubu okazał się być tylko złudzeniem, snem którego przebudzenie nastąpiło wraz z założeniem na palec Annie obrączki. 


Siedem lat to długi okres. Kiedy w grę wchodzi znęcanie, bicie, agresja, gwałty to o siedem lat piekła za dużo. Zapytacie zatem dlaczego Annie, jako ofiara przemocy nie  zgłosiła tego na policję? Zgłosiła i … nic. Bo kiedy napastnikiem jest jednocześnie szanowany i poważany przez wszystkich miejscowy policjant, nie jest to już tak proste.

Kiedy jednak Annie odkrywa, że jest w ciąży wie, że ma tylko jedno wyjście. Nie pozwolić, aby jej dziecko dorastało w otoczeniu przemocy i agresji, którego sama była ofiarą przez ostatnie lata. Nasza bohaterka zdaję sobie doskonale sprawę, że polubowne odejście i rozwód nie wchodzą w grę, bo Neil nigdy jej na to nie pozwoli. Annie podejmuje zatem jedyną możliwą decyzję. Ucieka nie oglądając się na nic, zmieniając tożsamość i wygląd.

Annie nienawidziła upałów o czym jej mąż doskonale wiedział, dlatego ucieczka do słynącego z wysokich temperatur Teksasu była w pełni świadomym wyborem, bo to ostatnie miejsce w którym Neil będzie próbował jej szukać.

Canyon Lake ma być dla ciężarnej Carrie Ford nowym początkiem. Lepszym, a co najważniejsze bezpiecznym miejscem do życia dla niej i jej mającego się narodzić dziecka.

Wynajęcie niewielkiego, ale przytulnego domu oraz znalezienie pracy jako kelnerka dały Carrie wiarę, że od teraz wszystko będzie tylko lepiej.


Ostatniego czego kobieta potrzebuje w swoim życiu to mężczyzna. Zwłaszcza, że jedyny przedstawiciel płci przeciwnej, który w jakikolwiek sposób przykuł jej uwagę to sąsiad mieszkający w domu obok. Humorzasty, arogancki, niemiły - właśnie od takiej strony Carrie miała szansę poznać Rivera w ciągu kilku incydentów jakie między nimi zaszły. Pomimo zachowania mężczyzny Carrie zdążyła jednak coś dostrzec. Za maską samotnika i dupka kryje się coś jeszcze. Ból? Smutek? Strach? Rzeczy które Carrie dobrze zna z doświadczenia. Aż za dobrze. 

Czy dwoje ludzi skrywających przed sobą tajemnice jest w stanie zbudować relację na fundamentach, które są tak kruche że w każdej chwili mogą się zawalić?

"River" Samanthy Towle nie jest pierwszą książką autorki, którą miałam okazję przeczytać i dla was zrecenzować, ale zdecydowanie jest tą, o której będę długo pamiętać. Jestem fanką dobrze napisanych romansów - takich w których bohaterowie nie są infantylni, a emocje chwytają mnie za serce. Nieczęsto zdarza się, że w tego typu książkach autor porusza ważne społecznie aspekty. Tak właśnie stało się jednak w przypadku tej historii. Tutaj Samantha poruszyła aż dwa ważne tematy, o których dowiadujemy się już na samym początku lektury. Pisanie o przemocy domowej i wykorzystywaniu seksualnym nieletnich zapewne nie było dla autorki łatwe. Czytanie o tym nie było łatwe dla mnie i nie będzie też dla was. "River" jest jednak książką, którą polecę z czystym sercem każdemu. Piękna i bolesna opowieść, ale z ogromnym przesłaniem. 

                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!

czwartek, 12 września 2019

#112 "Zbuntowane serce" - Vi Keeland/Penelope Ward


Dziś zapraszam was na recenzję drugiego tomu serii autorstwa duetu Vi Keeland i Penelope Ward. Zbuntowane serce to kontynuacja Zbuntowanego dziedzica, recenzję którego mieliście okazję przeczytać w jednym z kwietniowych postów. Czy Gia i Rush dostaną swoje szczęśliwe zakończenie? Sprawdźmy to.




                       Tytuł – „Zbuntowane serce"
           (oryg.Rebel Heart)
    Autor – Penelope Ward/Vi Keeland
     Tłumaczenie - Edyta Stępkowska
         Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 270
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2835-320-6




Ostrzegam, że osoby które nie miały jeszcze okazji przeczytać pierwszej części duologii, mogą poniżej znaleźć spojlery, więc niech natychmiast stąd zmykają.

Pod koniec Zbuntowanego dziedzica Gia i Rush wreszcie pogodzili się z faktem, że są w sobie zakochani. Pomimo szoku jakim była dla Gii informacja, że jej jednonocna przygoda sprzed kilku miesięcy zakończyła się niespodziewaną ciążą, dziewczyna wie, że z ukochanym u boku wszystko jaoś się ułoży. Rush z kolei zaakceptował fakt, że jego dziewczyna jest w ciąży, choć to nie on jest biologicznym ojcem dziecka. Oboje zamierzają jednak stworzyć rodzinę.

Fabuła Zbuntowanego serca zaczyna dokładnie w momencie w którym zakończył się Zbuntowany dziedzic. Gia i Rush pojawili się na przyjęciu zorganizowanym z okazji urodzin jego przyrodniego brata, z którym jak mogliśmy się przekonać już w pierwszym tomie, nasz główny bohater ma bardzo napięte stosunki. Największy szok spotkał jednak Gię, kiedy wreszcie została przedstawiona Elliottowi.

Gia dość słabo pamięta noc, którą spędziła kilka miesięcy temu z poznanym w barze mężczyzną, ale kiedy tylko zobaczyła Elliota miała wrażenie jakby jej cały świat się zatrzymał. Tamten mężczyzna przedstawił się jako Harlan, więc jakim cudem Elliott wygląda dokładnie tak samo jak on. No cóż … bo to właśnie jest on.


Elliott przyglądał mi się badawczo. 
— Wyglądasz bardzo znajomo. Czy myśmy się już nie spotkali? 
— Nie — ucięłam stanowczo. 
Czułam silne pragnienie ucieczki. Musiałam jednak wziąć się w garść i uspokoić. 
— Cóż, miło było cię poznać — dodałam. 
Elliott nie ruszył się z miejsca i dalej mi się przyglądał. 
— Tak, ciebie też. Zrobiłam kilka długich kroków w dół korytarza. Gdy dotarłam do końca, zobaczyłam, że Rush rozmawia z jakimś starszym mężczyzną po drugiej stronie salonu. W moim i Elliotta najbliższym otoczeniu nie było nikogo. 
I… 
Musiałam się dowiedzieć. 
Bo kogo próbowałam oszukać? 
Przecież jeśli stąd wyjdę, nie uzyskawszy pewności, nigdy nie będęmogłao tym zapomnieć. Będzie mnie podręczyło całymi dniami. Miesiącami. Latami. 
Czując w żyłach kolejny zastrzyk adrenaliny, odwróciłam się i wzięłam głęboki oddech. Elliott nadal stał pod łazienką i patrzył, jak wracam i zatrzymuję się przed nim. 
— Chociaż… ty też wydajesz mi się znajomy. 
Niemal widziałam, jak trybiki w głowie Elliotta obracają się, a on próbuje sobie przypomnieć, skąd mnie zna.
Boże, to jakiś koszmar.
 
Ale nie ma rady — muszę wiedzieć. 
Spojrzałam mu prosto w oczy: 
— Przypominasz mi kogoś, kogo poznałam w Hamptons. Konkretnie w The Heights. Może go znasz? — Po raz ostatni głęboko wciągnęłam powietrze i na wydechu wyrzuciłam z siebie: — Ma na imię Harlan.  
Oczy Elliotta, dotąd zmrużone, zrobiły się wielkie jak spodki, jakby w końcu rozpoznał, z kim rozmawia. A chwilę później z oślizgłym uśmieszkiem wycedził: 
— Gia. Przyszłaś po dokładkę? 


Nasza bohaterka nadal będąc w szoku nie przyznała się jednak Rushowi, że właśnie stanęła twarzą w twarz z ojcem swojego nienarodzonego dziecka. Bo jak powiedzieć człowiekowi, którego się kocha i z którym zaczęło planować się przyszłość, że ojcem jej dziecka jest ten którego Rush tak bardzo nienawidzi – jego przyrodni brat.

Fabuła Zbuntowanego serca ma odrobinę inny klimat niż poprzednia część. O ile w pierwszej części dominował humor oraz wzajemne zaloty pomiędzy głównymi bohaterami, o tyle tutaj autorki skoncentrowały się głównie na wewnętrznej walce, która toczy się w sercach zarówno Gii jak i Rusha. Początkowo wiążę się to z Gią ukrywająca prawdziwą tożsamość ojca swojego nienarodzonego jeszcze dziecka dziewczyna, którą z każdym mijającym dniem coraz bardziej przybija ciężar skrywanej prawdy. A kiedy prawda ta wychodzi na jaw to Rush musi podjąć decyzję, która zaważy na jego przyszłości z ukochaną. Mężczyzna musi zastanowić się czy jego miłość do Gii, jest większa niż nienawiść, którą czuł przez całe życie do brata.

Według mnie Zbuntowane serce” to naprawdę udana konkluzja całej duologii. Myślę, że fani twórczości autorek nie będą zawiedzeni. Ja zdecydowanie nie była, a postawa Rusha skradła mi serce.


              Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

środa, 4 września 2019

#111 "Nieczyste więzy" - K.N. Haner


K.N. Haner przyzwyczaiła już swoich czytelników, że pisane przez nią historie nie są ani łatwe ani bajkowe, a tworzone przez nią postaci często muszą mierzyć się z przeciwnościami jakie stawia przed nimi życie. "Nieczyste więzyto najnowsza propozycja, która swoją premierę ma właśnie dziś. Jeśli cokolwiek zszokowało czy zaskoczyło was w poprzednich książkach autorki to zapewniam was, że ta historia namiesza w waszych głowach jak żadna poprzednia.




        Tytuł – „Nieczyste więzy"
           Autor – K.N. Haner
      Wydawnictwo – Między słowami
           Liczba stron – 336
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2405-631-6




Główną bohaterką "Nieczystych więzów" jest dwudziestojednoletnia Claire Johnson, która właśnie rozpoczyna staż w jednej z najlepszych korporacji zajmujących się handlem. Życie w San Francisco ma być dla niej szansą na zdobycie nowych doświadczeń, a przede wszystkim możliwością ucieczki od przeszłości, która w wypadku naszej bohaterki na pewno nie była łatwa. Wychowywana przez dziadków Claire, całe nastoletnie życie zmagała się z piętnem, który zgotował jej los. Matka  Claire jako trzynastolatka została zgwałcona, w efekcie czego na świecie pojawiła się nasza bohaterka. Jej matka umarła przy porodzie, ale najbliższe otoczenie nigdy nie dało zapomnieć naszej bohaterce o tym, jak została poczęta.

Niezliczone wizyty u psychologów oraz psychiatrów na nic się zdały, a sama Claire jeszcze jako nastolatka była buntowniczką i sprawiała spore problemy wychowawcze.

Nowe miasto i staż mają być dla Claire nowym rozdziałem. Okazuję się jednak, że jej dziadkowie opłacili swojej wnuczce kolejną terapię, tym razem u jednego z najlepszych psychiatrów, który ma swoja praktykę właśnie w San Francisco.

Doktor Colin Douglas jest szanowanym w swoim środowisku psychiatrą. To właśnie do niego trafia Claire, której trudno uwierzyć, że tak młody i przystojny mężczyzna, który otworzył drzwi do swojego gabinetu, ma być jej nowym psychiatrą.


"Nieczyste więzy" nie bez kozery noszą taki tytuł, bo to co zawiera ta książka nieczyste zdecydowanie jest. Nieczyste, nieetyczne, a przede wszystkim niemoralne.

Relacja jaka połączy dwójkę naszych bohaterów będzie czymś, czego z całą pewnością nie będzie można nazwać zwykłym romansem. K.N. Haner zdecydowanie posunęła się tutaj o krok dalej, jeśli chodzi o pisane przez nią erotyki i dała swoim czytelnikom mocny i szokujący dark erotyk.

Jeśli lubicie romanse, to w "Nieczystych więzachmusicie się przygotować na coś o wiele bardziej popapranego, bo inaczej wasza psychika wysiądzie i to szybko.

Claire i Colin rozpoczynają relację w której każde, odkrywa przed tym drugim swoją mroczniejszą stronę, a seks staję się grą - grą w której bohaterowie balansują na granicy życia i to dosłownie. A może raczej powinnam powiedzieć, że to główny bohater balansuję na granicy życia głównej bohaterki? Mocne sceny erotyczne, które pojawiają się w książce zawierają elementy bdsm i to w dość szokującym klimacie.

To tak popieprzone, że aż … dobre. Lubię sceny, które wywołuja u mnie tzw. minę "co u licha się tu odwala?" i takie, które mocno mną wstrząsają, a tutaj takowych nie brakuje.

Czasem miałam wrażenie, że Claire to dwie osoby w jednym ciele. Jedna odważna i pewna siebie, a druga słaba, przerażona i niezdecydowana. Ale myślę, że autorce właśnie o to chodziło, bo w końcu zaburzenia psychiczne stanowią istotną część fabuły.

Lubię tą inną, mroczniejszą Haner. Oj lubię.


                      Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                             Wydawnictwu Między Słowami!

piątek, 30 sierpnia 2019

#110 "Punk 57" - Penelope Douglas


      Dzisiejszy post w całości poświęcony zostanie książce, którą miałam już okazję czytać w języku angielskim kilka lat temu. Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce, ale muszę się wam przyznać, że w przypadku "Punk 57" Penelope Douglas to właśnie intrygująca, okładkowa grafika przyciągnęła mój wzrok, a dopiero później zagłębiłam się w jej blurb. Dzięki Wydawnictwu NieZwykłemu miałam okazję powrócić do tej historii w polskim wydaniu. Czy nadal podobała mi się tak, jak za pierwszym razem?


  


            Tytuł – Punk 57"
             (oryg.Punk 57)
        Autor – Penelope Douglas
       Tłumaczenie - Maciej Olbryś
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 296
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-7889-962-4


W świecie zdominowanym przez Facebooka, Twittera, Instagrama i inne media społecznościowe pisanie zwykłych listów na papierze wydaje się jakąś fikcją.  Jednak to właśnie taka forma korespondencji stanowi istotny element historii przedstawionej w "Punk 57".

Kiedy w ramach szkolnego projektu uczniowie ze szkoły Ryen mieli korespondować z uczniami z innej szkoły w tradycyjnej listownej formie, dziewczyna nie wiedziała, jak to jedno zadanie wpłynie na następne kilka lat jej życia. Przez zupełny przypadek została sparowana nie z dziewczyną, a z chłopakiem  Mishą. Wymiana listów miała trwać tylko do końca roku szkolnego, ale nie dla naszych bohaterów. Przez siedem kolejnych lat Ryen i Misha stali się swoistymi powiernikami. W listach zdradzali swoje największe obawy i najskrytsze marzenia. Pisali o życiu i wylewali na papier myśli, którymi nie dzielili się z innymi. Nasi bohaterowie nie wiedzieli jednak jak wzajemnie wyglądają i obiecali sobie, że nie będą się szukać na żadnych kontach w mediach społecznościowych. Przez te kilka lat Misha i Ryen zdążyli się naprawdę dobrze poznać, ale czy aby na pewno?

Kiedy z dnia na dzień listy Mishy przestają przychodzić Ryen nie wie co myśleć. Choć ona nadal wysyła mu swoje, to nie dostaję w zamian żadnej odpowiedzi


Tymczasem w szkole Ryen pojawia się nowy uczeń. Masen Laurent to jedna wielka tajemnica. Skryty, cichy, emanujący czymś niedookreślonym z charakterystycznych kolczykiem w wardze chłopak, który z wyglądu bardziej przypomina buntownika niż zwykłego ucznia liceum. Może i chłopak jest tajemniczy, ale od samego początku nie robi tajemnicy z tego, że ... nie znosi Ryen.


"Zaczerpuję powietrza, kiedy zszkowowana ląduję na kolanach Masena. 
– Lubię dziewczyny – mruczy mi do ucha, a wtedy tempo mojego serca zaczyna sprawiać mi niemal fizyczny ból. 
(…) 
– Ale ty … – Jego głęboki głos i gorący oddech drażnią moją skórę – Ty smakujesz jak gówno.
  
Co takiego?  
Nagle Masen wstaje ze stołka, a ja zsuwam się z jego kolan i ląduje na podłodze. Wyciągam ręce żeby sobie pomóc. 
Co, do cholery? 
Słyszę śmiech i rozglądam się dookoła.Parę osób przy stolikach obok patrzy na mnie i chichocze. Mam wrażenie, że zaciskają się wokół mnie ściany.
 (…) 
To nie był pierwszy raz, kiedy ktoś zabawił się moim kosztem, lecz ten będzie ostatni."

"Punk 57" to historia o tym jak często pozory bywają ważniejsze od prawdy. O tym, że czasem ze strachu przed oceną innych osób, wykluczeniem, strachem przed samotnością ukrywamy się pod maską fałszu. Czy bycie wrednym i wyrachowanym dla słabszych może ochronić nas przed tym, abyśmy sami nie stali się celem

Dla wielu młodych ludzi akceptacja środowiska czy otoczenia w którym na codzień żyją zwłaszcza tego szkolnego staję się często priorytetem, ale za jaką cenę? Bycia kimś innym? Ukrywania swojego prawdziwego charakteru i serca, by nie zostać odtrąconym przez osoby, które tak naprawdę w środku są fałszywe i dla których najczęściej znaczymy jeszcze mniej

pomyśleć, że zwykła książka może wywoływać tak filozoficzne przemyślenia. I wcale nie piszę tego ironicznie, wręcz przeciwnie. "Punk 57" to zdecydowanie opowieść z ukrytym przesłaniem.

Historia stworzona przez Penelope Douglas to idealny przykład książki z motywem hate  love. Autorka dawkuje czytelnikowi naprawdę dużą dawkę emocji związaną z relacją głównych bohaterów, ale i tajemnicami które powoli wychodzą na światło dzienne  tajemnicami, które mogą wszystko zmienić.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu NieZwykłemu!