wtorek, 26 stycznia 2021

#148 Porachunki. Grzechy mafii" - Magdalena Winnicka

       Zaledwie kilka dni temu swoją premierę miała książką, będąca kontynuacją debiutu Magdaleny Winnickiej „Kostandin. Grzechy mafii”. Byłam arcyciekawa jak autorka poradzi sobie z drugą częścią historii i czy „Porachunki. Grzechy mafii” będą w stanie mnie czymś zaskoczyć?




   Tytuł – „Porachunki. Grzechy mafii"
    (oryg.Porachunki. Grzechy mafii)
       Autor – Magdalena Winnicka
        Wydawnictwo – Akurat/Muza
           Liczba stron – 384
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-2871-576-9


Jak wiele osób przeżyłoby postrzał w głowę? Garstka. Cudem można zatem uznać to, że Felicji się to udało, choć wskutek wypadku zapadła w śpiączkę, a w miarę upływu czasu wszyscy z wyjątkiem jej męża – Alexandra, zaczęli tracić nadzieję na poprawę. Gdy po trzech tygodniach kobieta odzyskuję przytomność okazuję się, że cierpi na amnezję i nie pamięta kilku ostatnich lat swojego życia. Za radą rodziców i lekarzy, Alexander zataja przed żoną swoją tożsamość i przedstawia się jako jej lekarz, aby nie wywoływać dodatkowego szoku mogącego pogorszyć jej kiepski i tak stan. Mimo specjalistycznej pomocy ze strony bliskich nasza bohaterka czuję jedynie bezradność nie mogąc sobie niczego przypomnieć, jednocześnie walcząc o fizyczny powrót do zdrowia. Felicja wpada w jeszcze większą wewnętrzną dezorientację i mentlik, gdy dla zabicia czasu Alexander zaczyna czytać jej książkę „Kostandin. Grzechy mafii”, która swoją zawartością szturmem zdobyła wszystkie media. Przez jej fabułę, nasza bohaterka odczuwa wrażenie ciągłego deja vu. Na dodatek zaczynają ją dręczyć koszmary i sny, przez które Felicja zamiast wracać do zdrowia, zaczyna się bać o swój stan psychiczny. Alexander musi walczyć nie tylko o to, aby jego żona odzyskała pamięć i uczucia, które do niego żywiła, ale także stawić czoło wrogowi, który tylko zbroi się by móc zaatakować.


"- Alexander, masz teraz niebywałą szansę odkupić swoje grzechy – zaczęła Matylda. – Odejdź, daj jej nowe, bezpieczne życie. Zapomnij o niej, błagam, zostaw moje dziecko. Straciłam już ojca przez porachunki gangsterów, nie mogę stracić i jej.

- Upadłaś na głowę? – zapytałem spokojnie, patrząc na nią z pogardą. – Powiem to tylko raz, więc zapamiętaj. Jestem jej mężem i nigdy jej nie zostawię. Ona sobie przypomni! – zapewniłem bez cienia wątpliwości, że może być inaczej.

Życie szybko pokazało mi, że ma jednak inny plan, ale nie poddawałem się. To tylko potrwa trochę dłużej, ale odzyska wszystkie wspomnienia – myślałem pod koniec każdego dnia, gdy wciąż pytała, kim jestem. A  ja milczałem, bojąc się, że prawda uśpi ją na wieki. I tak zostałem doktorem Alexandrem…" 

 

A teraz zapewne zadajecie sobie pytanie za 100 punktów? Jakim cudem jest to kontynuacja, skoro mamy tu całkiem innych bohaterów? Otóż Magdalena Winnicka stworzyła coś, czego nie znalazłam chyba w żadnej innej książce, jaką do tej pory czytałam.


Jak się okazało Kostandin i Alicja były zmyślonymi imionami, aby tożsamości ich pierwowzorów oraz prawdziwych postaci, czyli Alexandra i Felicji były bezpieczne przed wrogami i światem przestępczym. Tak naprawdę czytelnik nie jest w stanie stwierdzić co jest prawdą, a co fikcją autorki, która w książce przedstawiona jest jako Lena W, a która spisała losy swojej przyjaciółki - Alicji (Felicji). Pomysł na takie przedstawienie historii jest mocno oryginalny, ale jednocześnie stawia przed czytelnikami wyzwanie jakim jest mocne skupienie się przy lekturze. W wielu momentach musiałam kilkukrotnie czytać ten sam akapit, aby być pewną, że dobrze rozumiem dany fragment.


Jeśli mam być szczera do bólu, to moje odczucia, jeśli chodzi o tę historię są dość ambiwalentne. Główni bohaterowie przez sporą część fabuły bardzo mnie irytowali, zarówno swoimi charakterami jak i podejmowanymi decyzjami. Ciągły brak zdecydowania ze strony Felicji powodował, że działała mi ona na przysłowiowe „uzębienie”. Sama tak naprawdę nie wiedziała czego chcę, zarówno od życia jak i samego Alexandra. On zresztą także nie pozostawał w tym względzie bierny.


Akcja w książce jest dość monotonna i myślałam, że już mnie nie porwie, aż … dotarłam do ostatnich 100 stron, które dały mi to, czego oczekuję od książek z wątkami mafijnymi. Autorka tak poprowadziła końcową fabułę, że czułam, jakbym osobiście była tam na miejscu razem z bohaterami. Wartkość akcji sprawiła, że czytałam z zapartym tchem kolejne strony, bojąc się jednocześnie o ich życie i zdrowie.


Końcówka książki aż prosi się o kontynuację i z tego co wiem, Magdalena Winnicka zaserwuję nam trzecią odsłonę. 


                                   Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu Akurat/Muza!

wtorek, 19 stycznia 2021

#147 "Złamana lojalność" - Cora Reilly

       Jeśli miałabym wskazać moją ulubioną zagraniczną autorkę mafijnych romansów to bez wątpienia obok J.J. McAvoy, byłaby nią Cora Reilly. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że jej seria Złączeni podbiła serca wszystkich polskich czytelniczek, w tym również moje. Po tym jak poznaliśmy mafię z Chicago i Nowego Jorku przyszła pora na tą z Las Vegas. „Złamana lojalność” to książka, która rozpoczyna nową serię autorki tj. Camorra Chronicles, której motywem przewodnim będzie miasto grzechu ze swoim Capo i jego kompanami.


 



       Tytuł – „Złamana lojalność"
        (oryg. Twisted Loyalties)
           Autor – Cora Reilly
      Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 360
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-8178-440-5


Tradycja w mafii to świętość. Przez całe dzieciństwo Fabiano Scuderi był przekonany, że zgodnie z nią zostanie consigliere i przejmie tytuł po ojcu, jako jego pierworodny syn. Życie jednak jest brutalne, a w świecie mafii brutalność mnożona jest po stokroć. Kiedy ojciec wydaje na czternastoletniego Fabiano wyrok śmierci, tylko cud może go uratować. Człowiek, któremu to zlecił nie zabił jednak chłopca, a zrobił coś … dużo gorszego – wywiózł go na terytorium wroga – rosyjskiej Braci, co równało się z nie tylko pewną, ale i okrutną śmiercią. Jednak los postawił przed pobitym i stojącym na granicy przytomności nastolatkiem, kogoś, kto wkrótce miał stać się jego drugą rodziną.


"– Dlaczego mi pomogłeś?

Na jego twarzy znowu pojawił się ten krzywy uśmiech.

– Bo lubię się bić… I zabijać. Bo nienawidzę cholernej Braci. Bo moja rodzina też chce, żebym zginął. Ale przede wszystkim zrobiłem to, bo potrzebuję lojalnych żołnierzy, którzy pomogą mi odzyskać to, co moje – wyjaśnił.

– Kim jesteś?

– Remo Falcone. Wkrótce zostanę capo Camorry. – Otworzył drzwi samochodu i niemal zajął swoje miejsce, kiedy dodał: – Możesz mi pomóc albo czekać, aż Brać cię dopadnie.

Wsiadłem do auta. Jednak nie z powodu zagrożenia ze strony Rosjan. Zdecydowałem się na to, ponieważ dzięki Remo znalazłem nowy cel, nowe przeznaczenie.

Nową rodzinę."


W ciągu kilku lat z niewinnego, oddanego ojcu i znoszącego jego brutalne metody wychowawcze chłopca, Fabiano staję się bezwzględnym i oddanym żołnierzem Camorry, na czele, której stanął ten, który uratował mu życie – Remo Falcone. Wraz z braćmi - Nino, Savio i Adamo wywalczyli oni należne im miejsce w mafijnej hierarchii, a Remo stał się Capo. Fabiano jako egzekutor, jest postrachem tych, którzy nie spłacają długów zaciągniętych u jego szefa. Nasz bohater stał się cieniem dawnego siebie, a porzucony przez rodzinę, odnalazł nową – taką, z którą mimo iż nie łącza go więzy krwi, to łączy coś silniejszego: honor, oddanie i jedność.

Nasz bohater nie przypuszczał jednak, że na jego drodze stanie ktoś, kto sprawi, że wieloletnia lojalność wobec braci Falcone zostanie poddana najcięższej próbie. Podwiezienie przemokniętej nieznajomej było nietypowym jak dla niego zachowaniem, ale ona okazała się jeszcze bardziej nietypowa niż sama sytuacja. Leona bowiem nie miała pojęcia kim jest Fabiano – w końcu elegancko ubrany i jeżdżący drogim autem mężczyzna, to nie elementy które krzyczą „jestem egzekutorem mafii”. Kiedy Fabiano wspomniał, jak się okazało szukającej pracy dziewczynie, że w barze Roger's Arena poszukują kelnerek, nie sądził, że przychodząc tam na drugi dzień spotka ją ... za ladą. A może jednak … sądził?

Młoda dziewczyna będąca córką narkomanki i hazardzisty zaczyna wzbudzać w nim coś, czego nigdy nie chciał. Bo uczucia sprawiają, że człowiek robi się słaby i traci czujność, a w mafijnym świecie słowo na M zwyczajnie nie istnieje. Fabiano już dawno wyłączył swoje serce, a może tylko tak mu się wydawało?



„Złamana lojalność” stanowi świetny wstęp do całej serii Camorra Chronicles, a wiem to bo … jej lekturę w języku angielskim mam już dawno za sobą. Apel do tych, którzy już przeczytali tą książkę lub dopiero zamierzają – wdepnęliście w coś, z czego absolutnie nie będziecie chcieli się wydostać.

Historia Fabiano i Leony różni się od serii Złączeni chociażby tym, że nie mamy tu utartego schematu zaaranżowanego małżeństwa. Mało tego, główna żeńska postać nie jest członkiem rodziny mafijnej, a związki z tzw. outsiderkami, które o mafii nie wiedzą zupełnie nic, to nowość w książkach Cory. Jest to chyba pierwsza historia autorki, która wywołała we mnie szczere łzy, bo … poświęcenie życia za osobę, którą się kocha i pójście na pewną śmierć zwyczajnie nie mogło wywołać we mnie niczego innego, niż wzruszenia. Poza tym, moim zdaniem mafia z miasta grzechu jest „brudniejsza” i „brutalniejsza” niż te z Nowego Jorku czy Chicago.

Kolejne książki w tej serii będą historiami o poszczególnych braciach Falcone, w tym moich ulubieńcach czyli Remo i Nino, których już teraz zaklepuję jako swoich mężów. Dla nich mogę być nawet … poligamistką - chociaż z drugiej strony oni nie lubią się dzielić... Hmm...

„Złamana lojalność” to historia, którą czyta się bardzo szybko, bo wciąga niczym ruchome piaski. Ta książka, która pokazuję, że czasami to nie więzy krwi świadczą o tym, kto jest naszą rodziną, a więzy lojalności, oddania i pomocy w najgorszym momencie życia, której doświadczamy od obcych ludzi.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!

środa, 13 stycznia 2021

#146 "Truly" - Ava Reed

    Mam słabość do literatury New Adult i nie wstydzę się do tego przyznać. Ostatnimi czasy prym w tej kategorii, zwłaszcza jeśli chodzi o wydawanie książek niemieckich autorek, wiedzie wydawnictwo Jaguar. Sama miałam okazję przeczytać i zrecenzować sporo perełek należących do tego gatunku, które u siebie wydali. Dzisiejsza premiera - „Truly” Avy Reed posiada na pewno dwie z powyższych cech: zalicza się do N/A i wyszła spod pióra Niemki. Czy jednak trafiła do grona moich książkowych zachwytów? Sprawdźcie sami, jak ją oceniam poniżej.





             Tytuł – „Truly"
              (oryg.Truly)
            Autor – Ava Reed
     Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
            Liczba stron – 353
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-7686-941-4


Andie Evans to młoda, ambitna dziewczyna, która właśnie przyjechała z rodzinnego rancza w Montanie do wielkiego Seattle, aby studiować na Uniwersytecie Harbor Hill, gdzie uczy się już jej przyjaciółka - June. Przez śmierć mamy i spowodowaną tym depresję taty, plany naszej bohaterki musiały ulec pewnym zmianom, dlatego też zmuszona była ona zacząć studia z małym opóźnieniem, a nie tak jak planowała razem ze swoją kumpelą. Poza tym, Andie nie mogła liczyć na stypendium ani miejsce w akademiku z uwagi na opuszczenie się w nauce i gorsze stopnie. Dziewczyna nie zamierzała się jednak poddawać i mimo wątpliwości, chciała wspólnie z June spełnić ich największe marzenie – otworzenie własnej firmy organizującej przyjęcia i imprezy, ale do tego potrzebowały najpierw przebrnąć przez studia.


Znalezienie pracy i miejsca do zamieszkania do teraz najważniejsze priorytety naszej bohaterki. Okazja do tego pierwszego przychodzi praktycznie od razu, kiedy Andie zaciągniętej przez przyjaciółkę do klubu, udaję się zdobyć tam posadę barmanki. Wszyscy w nowej pracy wydają się bardzo przyjaźnie nastawieni - wszyscy z wyjątkiem Coopera, jednego z barmanów, który został wyznaczony do szkolenia Andie. Chłopak od początku traktuję ją dość oschle i bez entuzjazmu podchodzi do wyznaczonego mu zadania, a kiedy okazuję się, że Cooper poprosił szefa, aby ten przydzielił dziewczynie innego „nauczyciela”, ona sama nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy Mason – szef Andie nakrywa ją na nocowaniu w klubie. Przez skomplikowane, wcale nie mam na myśli tego, że wyrzucił ją za to z klubu ... wręcz przeciwnie. Zaproponował jej wynajęcie wolnego pokoju w jego mieszkaniu. To co okazało się komplikacją, był fakt, że jeden z innych pokojów w dużym apartamencie Masona wynajmował nie kto inny jak … sam Cooper. Andie i on zostali więc współlokatorami, których ewidentnie coś do siebie zaczęło przyciągać. Jednak czasem przeszłość nie pozwala nam ruszyć do przodu i blokuję szansę na szczęście, które tylko czeka żeby chwycić je w dłonie.



Wiązałam z „Truly” naprawdę duże nadzieje, zwłaszcza, że jeszcze nie zawiodłam się na żadnej z książek New Adult pod szyldem wydawnictwa Jaguar. Starałam się jednak nie okazywać stu procentowego zachwytu przed czasem, zwłaszcza, że miało być to moje pierwsze spotkanie z twórczością Avy Reed. Z odrobiną goryczy muszę jednak przyznać, że książka nieco mnie rozczarowała. Niestety fabule brakowało rozbudowania i chyba pomysłu na coś nowego i świeżego. Odniosłam także wrażenie, że sylwetki głównych bohaterów zostały zbyt słabo nakreślone pod względem psychologicznym. Myślę, że większość problemów w relacji Andie i Coopera rozwiązałaby po prostu szczera rozmowa, ale oni woleli niedomówienia i niedopowiedzenia. Poza tym, pewne zachowania Andie wydawały mi się irracjonalne, a podejmowane przez to decyzje niezrozumiane. Brakowało mi także większej chemii między głównymi bohaterami, którą czytelnik powinien odczuwać całym sobą – czyż nie tego oczekujemy od takich historii?


Tym, co w moim mniemaniu stanowi atut w fabule to ... postaci drugoplanowe w osobach Masona i June, których wzajemne docinki i aluzję stanowią świetny wstęp do ich historii, która będzie stanowić treść drugiej książki w tej serii, czyli „Madly”. Uwielbiam wątki „enemies to lovers”, a ich relacja zdecydowanie się na nim opiera, więc zapewne będzie stanowić świetną rozrywkę dla czytelnika. „Truly” zachwyca mnie (jak zresztą większość książek Jaguara) swoją okładką. Prostota i klasyka w postaci bieli, na tle której wybijają się kolorowe litery tytułu powodują, że, pod względem graficznym, zdecydowanie zawiesiłabym oko na tej książce, gdybym zobaczyła ją półce w księgarni.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!


piątek, 8 stycznia 2021

#145 "Solo" - Anna Dan

        Nowy rok postanowiłam rozpocząć recenzją historii, która stanowi autorski debiut Polki - Anny Dan. Opinia jest przedpremierowa, a książka trafi oficjalnie do naszych rodzimych księgarni już 13 stycznia. „Solo” miałam okazję przeczytać kilka miesięcy temu, a także przyjemność napisać do niej rekomendację, którą znajdziecie na jednej z pierwszych stron książki.




             Tytuł – „Solo"
              (oryg.Solo)
            Autor – Anna Dan
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 336
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-7686-939-1


Główna bohaterka „Solo” to programistka, która wraz z dwojgiem przyjaciół prowadzi mały biznes, świadcząc usługi informatyczne różnym firmom. Datka (ksywka od angielskiego data czyli dane) to stroniąca od tłumów i obcych ludzi domatorka, która jest dość zamkniętą w sobie młodą dziewczyną. Uwielbia swoją pracę, w której może oddawać się analizowaniu. Swój wolny czas poświęca na uczestnictwo w zajęciach sztuk walki, na które zaczęła uczęszczać cztery lata temu, kiedy pewien incydent zmienił jej życie już na zawsze.

Kiedy Datka dostaję wiadomość z informacją, że została przyjęta do międzynarodowego programu Interpersonal Closeness zarządzanego przez Uniwersytet Warszawski, którego celem jest pewien eksperyment psychologiczny, już wie kogo ma zabić. Freax i Gnom - jej dwaj przyjaciele zgodnie uznali, że nasza bohaterka potrzebuje więcej kontaktu z prawdziwym światem zewnętrznym, a nie tylko z informatycznymi danymi. Dziewczyna, mimo początkowemu zapieraniu się przed udziałem w eksperymencie, decyduję się na niego pójść i zaznaczyć byle jakie odpowiedzi, co jednocześnie uszczęśliwi jej przyjaciół, a jej samej pozwoli wrócić do zwykłego życia przed monitorem.

Założeniem programu było sprawdzenie, jak otwarcie się przed druga osobą wpływa na relacje międzyludzkie. Nasza sceptyczna bohaterka nie wiedziała jednak, że to co z niego wyniknie, zmieni jej życie już na zawsze.

Uczestnicy eksperymentu zostali dobrani w pary pod kątem cech osobowości wyselekcjonowanych na podstawie kwestionariuszy wypełnianych przy zgłoszeniu (które w przypadku naszej bohaterki wypełnili jej przyjaciele), a karma chciała, że Datka trafiła do pary z Adamem - chłopakiem na którego z impetem wpadła wchodząc do budynku. Wspólne wypełnianie pytań otwartych, nie było tak straszne, jak nasza bohaterka przewidywała, a Adam nie okazał się tak zły, jak sądziła. Z eksperymentu wyniosła za to, zaproszenie od chłopaka, któremu przyznała się do swojej słabości odnośnie sztuk walki, na sportowy sparing jego przyjaciela. Tak właśnie Datka poznaje Solo – znajomego Adama, który od pierwszego spotkania mocno ją intryguję. Chłopak nosi w sobie pokłady gniewu, którego ujścia szuka biorąc udział w walkach ... niekoniecznie tych legalnych.


Adam był w transie. Opowiadał z zapałem, pogryzając placki ziemniaczane.

– Trzy rzeczy złożyły się na to, kim teraz jest. Wycofana matka i wychowanie przez ojca, agresywnego skurwiela, który nie dbał o rodzinę. Strata siostry, po śmierci której został zupełnie bez opieki i kontroli. Oraz częściowa analgezja. Solo nie czuje niektórych rodzajów bólu – wyjaśnił mi. – I ja to odkryłem. Wszyscy chłopcy się trochę leją, ale Solo zawsze przodował i z tego powodu wyleciał z naszej szkoły. Wszyscy, włącznie z psychologiem i pedagogiem szkolnym, składali to na karb trudnego dzieciństwa. Ale dopiero ja wyhaczyłem, choć dużo, dużo później, dlaczego potrafił się bić do upadłego. I to mnie popchnęło na medycynę. Widzisz, jestem teraz obecny na wszystkich jego walkach, bo on sam dla siebie stanowi niebezpieczeństwo. Tylko ja potrafię stwierdzić, czy jego stan jest poważny czy nie, bo on ma bardzo wysoki próg bólu. Jak ktoś się zwija z bólu, łatwo stwierdzić, co mu jest, ale z Solo jest inaczej. I tak się wkręciłem w obie rzeczy: w medycynę i sparingi.”


Czasem jednak okazuję się, że osoby o tak różnych charakterach i osobowościach jak Solo i Datka, łączy więcej niż sami bohaterowie mogliby przypuszczać.



Niezwykle cenię sobie debiuty, które potrafią mnie czymkolwiek zaskoczyć i zainteresować. Annie Dan udało się to już od samego początku kiedy … nie podała imienia głównej bohaterki, a tylko jej pseudonim, pod którym jest ona znana czytelnikowi przez praktycznie całą książkę. To ciekawy zabieg i raczej niespotykany w książkach.

Solo” nie jest historią w której znajdziemy ckliwe wyznania miłosne czy mocne sceny erotyczne. To historia, której akcja nie pędzi, a płynie swoim rytmem. Autorka świetnie poprowadziła wątek tajemniczego incydentu, którego ofiarą padła główna bohaterka kilka lat wcześniej – incydentu, który czytelnikowi jest stopniowo dawkowany we wspomnieniach Datki.

Wisienkę na torcie "Solo" stanowi jednak to, jak autorka skumulowała przeszłość obojga bohaterów we wspomnianym wcześniej incydencie.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

czwartek, 31 grudnia 2020

#144 "Pretty Reckless" - L.J. Shen

    Przyszedł czas na ostatnią w tym roku recenzję, a wybór padł na „Pretty Reckless” L.J. Shen. Polscy fani autorki (do których się zaliczam) mieli okazję poznać jej pióro m.in. przy okazji serii Święci grzesznicy. Jest to o tyle istotne, ponieważ „Pretty Reckless” rozpoczyna serię All Saints High, której bohaterami są dzieci głównych postaci ze wspomnianego wcześniej cyklu. Czytając tę książkę w oryginale tuż po jej amerykańskiej premierze, z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekiwałam polskiego wydania – bo co tu dużo mówić, byłam absolutnie zachwycona tą historią.




        Tytuł – „Pretty Reckless"
         (oryg.Pretty Reckless)
           Autor – L.J. Shen
     Tłumaczenie - Sylwia Chojnacka
         Wydawnictwo – Kobiece
           Liczba stron – 424
         Wydanie pierwsze – 2020
         ISBN – 978-83-6665-485-3


Główną bohaterką książki jest Daria Followhill, która ma wszystko o czym dziewczyna w jej wieku może marzyć. Wraz z rodzicami i młodszą siostrą mieszka w pięknym domu położonym w luksusowej dzielnicy w miejscowości Todos Santos. Poza tym uczęszcza do prestiżowego liceum All Saints High, jest piękna, popularna i przewodzi szkolnej drużynie cheerleaderek. Na pierwszy rzut oka to rozkapryszona królowa, która rządzi i dzieli. Ale nie ma ludzi perfekcyjnych, ani idealnych, ani o sercu z kamienia – wystarczy jedna rysa na ścianie domu, a nawet najlepsze fundamenty mogą runąć niczym domek z kart.


Aby dowiedzieć się co spowodowało, że nasza bohaterka jest jaka jest, musimy cofnąć się cztery lata wstecz, bo to wtedy po raz pierwszy w jej życiu pojawił się Penn Scully - szczupły, niepozorny chłopak o pięknej twarzy, któy skradł jej pierwszy pocałunek. Jednak nie tylko on połączył przez jedną chwilę tych dwoje. Chłopak pomógł Darii zniszczyć pewien list, który jak się później miało okazać, stał się przyczyną zguby obojga. Zniszczenie listu było pierwszym z grzechów jakie popełniła nasza bohaterka, było ono wstępem do działań o istnieniu których nie wiedział nikt poza … pamiętnikiem w którym Daria skrupulatnie spisywała wszystkie swoje przewinienia, myśli i złe rzeczy których się dopuściła.


"Tatuś mi powtarza, że żyje we mnie zielony Hulk – i kiedy robię się zazdrosna, staje się coraz większy i większy, a potem się w niego zamieniam i dopuszczam się rzeczy, jakich Daria, którą zna i kocha mój tata, nigdy by nie zrobiła. Mówi, że taka jest cena geniuszu i że nie jestem przeciętną dziewczynką.

Powiedzmy, że się nie zgadzam.

Zawsze cieszyłam się popularnością, ale ciężko walczyłam o swoje miejsce na drabinie szkolnej hierarchii, z którego teraz mogę podziwiać widoki. Ogólnie myślę, że jestem przeciętna. To Via jest wyjątkowa, emanuje blaskiem, którym poraża wszystkich dookoła. A ja jestem tylko kurzem pod jej stopami. Jestem stłamszona, zgorzkniała i zazdrosna jak Hulk.

Nikt nie chce być złą osobą. Ale są tacy – jak ja – którzy po prostu nie mogą się powstrzymać."


Panna Followhill nie mogła jednak przypuszczać, że Penn Scully ponownie pojawi się w jej życiu i to w roli jakiej nie mogła przewidzieć. Życie chłopaka dalekie było od bajkowego. Wychowywany przez matkę-narkomankę, mieszkający z nią i nienawidzącym go ojczymem, Penn miał tylko dwa cele – chronić młodszą siostrę Vię i doskonalić grę w futbol w szkolnej drużynie Las Juantas, której był kapitanem, a która od zawsze rywalizowała z bogaczami z All Saints High. Jednak po śmierci matki, zaginięciu siostry przed kilku laty, Penn zostaje wyrzucony z domu przez ojczyma. Bez dachu nad głową, rodziny czy jakichkolwiek pieniędzy, jego perspektywy na przyszłość maleją z każdą mijającą minutą. Pomocną dłoń wyciąga do niego niespodziewanie Melody Green-Follwohill, która kilka lat temu uczyła jego siostrę baletu, a której Via była protegowaną. Kobieta nigdy sobie nie wybaczyła, że nie zrobiła więcej by odnaleźć dziewczynę, a teraz ma szansę choć odrobinę odkupić swoją winę, pomagając Pennowi i dać mu dach nad głową.


Daria i Penn pod wspólnym dachem? To nie miało prawa się dobrze skończyć. Kiedy granica między nienawiścią, a uczuciami zaczyna się zacierać nasi bohaterowie staną przed wyborami, które mogą zniszczyć wszystko - marzenia Penna o zawodowstwie w futbolu, reputację Darii, a przede wszystkim ich miłość, do której żadne z nich nie chcę się przyznać.


A najgorsze, że czasem o przyszłości decyduję przeszłość, a ona powróci (a raczej wtargnie) do życia naszych bohaterów z siłą huraganu opętana rządzą zemsty.



Motyw hate/love należy do moich ulubionych jeśli chodzi o książkowe romanse. Uważam, że najlepsze historie miłosne zaczynają się właśnie od … nienawiści. Nie pytajcie dlaczego - sama nie wiem, a może to przez zintensyfikowaną ilość emocji jakie we mnie wywołują? W przypadku Darii i Penna autorka umiejętnie nimi operuję, zarówno tymi złymi jak i dobrymi. Fabuła pozwala czytelnikowi poznać wewnętrzne rozterki bohaterów, zwłaszcza głównej żeńskiej postaci, która z zewnątrz jest bezkompromisową buntowniczką i królową szkoły, a w środku małą dziewczynką, która do szczęścia wcale nie potrzebuję kolejnej torebki od Chanel.


Osobiście zwróciłam uwagę na drobny szczegół, który wspaniale uzupełnia tą książkę. Autorka przed każdym rozdziałem raczy nas krótkimi aforyzmami, które są jednocześnie piękne i emocjonalne, smutne lecz zmuszające do refleksji zarazem.


Jedyne co odrobinę psuło mi cały efekt tej cudownej książki, która kupiła mnie totalnie w trakcie czytania jej w języku angielskim, to niektóre zwroty, słowa czy wyrażenia. Niestety, ale co świetnie brzmiało w języku oryginału, w polskim przełożeniu wypadło co najmniej dziwnie.


                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu Kobiecemu!