Zakończymy długi
majowy weekend w iście książkowym stylu – recenzenckim stylu ma się rozumieć. „Save you” autorstwa Mony Kasten to kontynuacja historii przedstawionej w „Save me”.
Jeśli jesteście ciekawi jakie wyzwania postawiła przed Ruby i James'em autorka, to
zapraszam do lektury poniższej recenzji.
P.S. Ostrzegam osoby, które nie czytały pierwszego tomu, że poniżej mogą pojawić się spojlery.
Tytuł – „Save you"
(oryg.Save you)
Autor – Mona Kasten
Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo – Jaguar
Liczba stron – 343 Wydanie pierwsze – 2019
ISBN – 978-83-7686-767-0
„Save me” zakończyło się dość
mocnym cliffhangerem, co spotęgowało oczekiwanie na kolejną część. Śmierć matki jest trudna dla każdego dziecka, niezależnie
od jego wieku. Niespodziewane odejście matki Jamesa, okazało się szokiem dla
wszystkich, zwłaszcza dla niego i jej siostry, których ojciec poinformował o
tym dopiero po dwóch dniach, po powrocie z Oksfordu. Wydarzenie to odbiło się
na chłopaku, który w chwili załamania i emocji pocałował inna dziewczynę, czego
świadkiem była Ruby.
Początki „Save you” to próba
radzenia sobie z żałobą przez Jamesa, który nie dość, że przez swoją głupotę
traci Ruby, to jeszcze sięga do kieliszka, aby jakoś radzić sobie z podwójną
stratą.
„James jest pijany. Albo naćpany. Albo jedno i drugie.
Od trzech dni właściwie nie ma z nim kontaktu. Od trzech dni niemal bez przerwy baluje w salonie, opróżnia kolejne butelki alkoholu i udaje, że nic się nie stało. Nie rozumiem, jak tak może. Najwyraźniej nic go nie interesuje, ma w nosie to, że nasza rodzina ostatecznie się rozpdała.”
Mona Kasten w tej historii skupiła
się nie tylko na relacji głównych bohaterów, ale dała także sporo miejsca do popisu
dla postaci drugoplanowych takich jak Lydia, czyli siostra Jamesa oraz Ember -
siostra głównej bohaterki. Fakt, że Mona Kasten pozwoliła sobie na rozdziały z
ich perspektyw są dla mnie zdecydowanie dobrym książkowym zabiegiem. Jak się okaże Lydia nie
tylko będzie musiała sobie poradzić ze śmiercią matki, ale i z sytuacją w
której się znalazła, a mianowicie ... (kurtyna milczenia). Co do Ember, którą
polubiłam już w pierwszym tomie, to autorka rozwinęła tutaj jej rolę, nie tylko
jako siostry głównej bohaterki, ale także jako osobnej postaci.
Wracając do głównych bohaterów to
James, po zorientowaniu się jak bardzo skrzywdził Ruby swoim zachowaniem
postanawia zrobić wszystko, żeby ją odzyskać. I robi to w naprawdę uroczy i
przemyślany sposób. Ewidentnie widać, że śmierć matki (choć początkowo go
przytłoczyła) to jednocześnie sprawiła, że otrzeźwiał i w pewien sposób dojrzał
jako młody mężczyzna. Nie tylko walczy o ukochaną, ale także stara się być wsparciem
dla swojej siostry, która bardzo kibicuje bratu w jego zabiegach o Ruby.
Choć Ruby chciałaby skupić się
teraz na przygotowaniu do studiowania na Oksfordzie to James nie planuję się
poddać, bo niezaprzeczalne jest jedno – tylko przy niej może być sobą, może być zwykłym chłopakiem kochającym zwykłą dziewczynę, a nie spadkobiercą fortuny i rodzinnego
biznesu, który go nie interesuje.
Czy nasza bohaterka zdoła
zapomnieć o przeszłości i wybaczyć Jamesowi? Czy Lydia i to z czym będzie
musiała się zmierzyć ją przerośnie? Jak poradzi sobie Ember, która najwyraźniej
poczuła do kogoś miętę?
Mam nadzieję, że wyjaśnienie na
to wszystko i więcej, znajdziemy w ostatnim tomie serii, bo ... „Save you” ponownie kończy
cliffhanger, który zdecydowanie zachęca do wyczekiwania na zakończenie trylogii po postacią „Save us” .
Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Jaguar!













