wtorek, 14 września 2021

#192 "Miłość z zamkniętej kopercie" - Vi Keeland/Penelope Ward

        Z lekturą tej historii miałam wstrzymać się bliżej daty jej oficjalnej premiery 29 września, ale jak widać niecierpliwy duch książkoholika na to nie pozwolił. Mojej miłości do duetu Ward/Keeland nie da się zmierzyć żadną miarą, więc tym bardziej byłam ciekawa, co przyniesie ze sobą fabuła „Miłości w zamkniętej kopercie”.


  


 Tytuł – „Miłość w zamkniętej kopercie"
       (oryg. Happily Letter After)
     Autor – Vi Keeland/Penelope Ward
     Tłumaczenie - Edyta Stępkowska
          Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 344
          Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-2837-118-7


Główną bohaterką historii jest dwudziestodziewięcioletnia Sadie Bisset, która na co dzień pracuje jako felietonistka w magazynie Modern Miss. W tym roku, oprócz pisania do swojej cotygodniowej rubryki o randkowaniu, przypadł jej także dodatkowy dział 'Świąteczne życzenia'. Nasza bohaterka nie spodziewała się jednak, że pierwszy list do Świętego Mikołaja nadejdzie do redakcji jeszcze w czerwcu, a już na pewno nie przypuszczała jak zmieni on jej życie.

List od dziesięcioletniej Birdie Maxwell mógł być jak wiele innych pisanych do brodatego i ubranego w czerwony strój pana z zaprzęgiem ciągniętym przez renifery – ale nie był. Okazało się, że dziewczynka nie chciała typowych dla dzieci w jej wieku rzeczy – ona pragnęła jakiejś wyjątkowej osoby, która mogłaby zaprzyjaźnić się z nią i jej tatą. Wyznanie Birdie, która opisała w liście utratę mamy przed kilku laty i spowodowany tym smutek taty, mocno poruszyło Sadie, zwłaszcza, że ją samą w dzieciństwie spotkało dokładnie to samo. Kiedy korespondencja pomiędzy dziesięciolatką, a naszą bohaterką nabiera mocno bliskiego charakteru, felietonistka decyduje się zaprzestać kontaktu, nie robiąc małej dziewczynce jeszcze większych nadziei, niż już to zrobiła swoimi listami i wysyłanymi prezentami.

Czasem jednak łatwiej jest coś zaplanować niż fatycznie zrobić. I tak właśnie Sadie trafia pod drzwi kamienicy zamieszkiwanej przez Maxwellów - przekonana o tym, że robi to tylko i wyłącznie w jednym celu - by zobaczyć na własne oczy, że u małej Birdie wszystko w porządku. Nasza bohaterka nie przypuszczała jednak, że Sebastian Maxwell pomyli ją z treserką psów, która miała przyjść tego dnia i zacząć szkolenie jego dość nieposłusznego czworonoga. Jedno niewinne kłamstwo prowadziło do następnego, a Sadie nie mogła się zmusić do wyznania prawdy o swojej prawdziwej tożsamości i tego, że wie o tej rodzinie znacznie więcej, niż oni sami myślą.


- Spóźniła się pani – warknął.

- Yyy...

- Dzwonek nie działa. W ten weekend będę musiał go naprawić. Obawiam się, że jeśli chce pani tę pracę, to będzie pani musiała pukać trochę głośniej i przychodzić na czas. Za pięć minut muszę wyjść.

- Tę pracę?

- No tak. Pani jest treserką, prawda?

 Trochę mnie peszyło, gdy te piękne oczy się we mnie wwiercały. Miałam wrażenie, że mnie prześwietlają i że on gotów wziąć mnie za jakąś szaloną stalkerkę jego dziesięcioletniej córki. To znaczy wiem, oczywiście, że nią właśnie byłam, ale za nic nie chciałam, żeby on tak o mnie pomyślał. Dlatego spanikowałam.

- Yyy... tak. Przepraszam za spóźnienie. Yyy. Korki.

  Co ja u licha wyprawiam.


Kiedy jednak po jakimś czasie prawda wychodzi na jaw, Sebastian natychmiast ją zwalnia, nie pozwalając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Szczerym listem do taty Birdie, nasza bohaterka chciała rozwiać wszelkie wątpliwości, co do szczerości intencji, jakie jej przyświecały kiedy skłamała, gdy pojawiła się w progu ich drzwi.

Sebastian zauroczony relacją jaka narodziła się pomiędzy jego córką a Sadie, przyjął wyjaśnienia kobiety i pozwolił jej na dalszy kontakt z Birdie oraz dla dobra dziewczynki, kontynuowanie historii z tresurą psa. Mężczyzna nie przypuszczał, że osoba Sadie nie tylko skradnie serce dziesięciolatki, ale i on sam nie pozostanie odporny na życzliwą i pełną ciepła felietonistkę. Jednak kiedy jest się wdowcem, a ostatnie lata życia poświęcało się wyłącznie córce i pracy, ciężko zmusić swoje serce i umysł, aby ponownie otworzyły się na możliwości, jakie stawia przed nimi życie.

Ani Sadie ani Sebastian nie wiedzieli jeszcze, że prawdziwa szkoła życia dopiero przed nimi. Bo żadne z nich nie mogło przypuszczać, że wydarzenia z ich odległej przeszłości, będą miały taki wpływ na teraźniejszość i przyszłość.


„Miłość w zamkniętej kopercie” to dokładnie taka historia, jakiej oczekiwałam po duecie Vi Keeland i Penelope Ward. Niezwykle ciepła, w cudowny sposób urocza oraz mocno wzruszająca kupiła moje serce w stu procentach. Motyw samotnego rodzicielstwa został tu przedstawiony w nienachalny sposób, ukazując jednocześnie problemy z jakimi musi zmagać się mężczyzna, który stara się dać własnej córce wszystko, choć nie jest w stanie zapewnić jej jednego - typowo matczynej relacji, jakiej potrzebuje każda dziewczynka. Poza tym, fakt bycia wdowcem i związany z tym strach przed wejściem w jakikolwiek nowy związek sprawił, że postać głównego bohatera poruszyła mnie dogłębnie.

Jestem pewna, że rezolutność małej Birdie oraz ciepło jakie wnosi do historii Sadie sprawią, że ta historia pozostanie w waszych sercach na długi czas. Autorki nadały tej książce wspaniałego charakteru w idealny sposób dozując wzruszenie oraz humor.


                               Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!


czwartek, 9 września 2021

#191 "Złamane więzi" - Cora Reilly

       Czy książki tego samego autora, który pisze je w podobnych klimatach mogą się znudzić? Jeszcze jakiś czas temu moja odpowiedź mogłaby być twierdząca. Jednak w przypadku twórczości Cory Reilly zwyczajnie nie może. O tym jak to możliwe - w kilku słowach poniżej.





        Tytuł  - "Złamane więzi"   
          (oryg. Twisted Bonds)
           Autor – Cora Reilly
     Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 394
         Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-8178-630-0


„Złamane więzi” to czwarty tom serii Camorra Chronicles, a jednocześnie drugi (po "Złamanych emocjach") w którym akcja skupia się na postaciach Kiary i Nino Falcone. Fabuła książki rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach kończących „Złamane emocje” i dzieje się jednocześnie w tym samym przedziale czasowym, co „Złamana duma”. Aby zatem w pełni zrozumieć „Złamane więzi” zalecam wcześniej zapoznać się z poprzednimi częściami cyklu.

Wyznanie miłości przez Nino, dało Kiarze wiarę i nadzieję, że ich związek ma szansę rozkwitnąć w pełni, a przede wszystkim zapewnić im przyszłość, o jakiej nie śmieli nawet marzyć. Czytelnik staje się tutaj pobocznym świadkiem, nie tylko ich zmian emocjonalnych – zwłaszcza głównego bohatera, ale i coraz większej pewności siebie (zwłaszcza tej seksualnej) głównej bohaterki.

Autorka ukazała postać Kiary jako swego rodzaju scalatora rodziny, dzięki któremu nawet u bezwzględnego capo Camorry zaczynamy dostrzegać ludzkie odruchy. Przez emocje, którymi w odróżnieniu od swojego męża kieruje się kobieta, stara się ona być opoką zarówno dla Nino jak i pozostałych mężczyn rodu Falcone, a nawet wsparciem dla przetrzymywanej w ich rezydencji Serafiny. Fabuła „Złamanych więzi” skupia się również na problemach z jakimi przyjdzie się zmagać Kiarze i Nino jako parze - zwłaszcza w staraniach o wymarzone przez nich dziecko.


„Wcześniej byłem zadowolony z tego, jak wyglądała nasza rodzina. Z tego, że jesteśmy tylko ja i bracia, a razem tworzymy zżytą jednostkę. Nie widziałem potrzeby, by ją poszerzać, i nawet gdy dla celów taktycznych zaaranżowano moje małżeństwo z Kiarą, wciąż tego nie rozważałem. Wydawało mi się niemożliwe, by ktokolwiek mógł wpasować się do naszej rodziny, stać się częścią naszego życia i zyskać nasze zaufanie – szczególnie kobieta – ale Kiara zaskoczyła wszystkich. Odnalazła przy nas swoje miejsce na swój cichy, pełen troski o innych sposób, zaakceptowała nas pomimo wielu wad i subtelnie próbowała uczynić lepszymi ludźmi.”


Czymże jednak byłoby pióro autorki bez dramatycznych zwrotów akcji, a takowy następuje tu w związku z pojawieniem się... matki braci Falcone.


Złamane więzi” to historia, która w niezwykle dobitny sposób obrazuje siłę jaką daje rodzina – nawet mafijna i nieidealna, jak ta nosząca nazwisko Falcone. Nie ma perfekcyjnych bohaterów, a nasi nawet nie udają, że takimi są. Czytelnik nie potrzebuje perfekcji, a prawdy która tutaj wylewa się z każdej strony historii. Rodzina Falcone jest siłą samą w sobie – taką, której członkowie wspierają się i są w stanie poświęcić dla niej wszystko... nawet własne życie.



                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!

poniedziałek, 6 września 2021

#190 - Madly" - Ava Reed

        Od premiery „Truly” - pierwszego tomu serii In Love pióra Avy Reed minęło osiem miesięcy, ale pamiętam jak bardzo wtedy przypadły mi do gustu postaci drugoplanowe, które pojawiły się w tamtej historii. To właściwe one stanowiły w tamtym czasie jej największy atut, bo sama książka była dla mnie mocnym rozczarowaniem. Dziś nareszcie mogę podzielić się z wami opinią o „Madly” - drugiej części cyklu, w której to na główny plan wysuwają się postaci June i Masona. Czy tym razem moje serce i rozum zostały usatysfakcjonowane?




             Tytuł- "Madly"     
              (oryg.Madly)
            Autor – Ava Reed
      Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
            Liczba stron – 360
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-8266-005-0


Ci, którzy czytali „Truly” z pewnością pamiętają przebojową i bezpośrednią June Stevens – najlepszą przyjaciółkę Andie. Nasza bohaterka, aby zaliczyć semestr i nie stracić stypendium, musi odbyć kilkutygodniwe praktyki w zakresie przygotowywania eventów i marketingu. Kiedy wszystkie agencje w których ubiegała się o miejsce, odrzucają jej kandydaturę, June pozostaje jedno wyjście – wyjście, które jest dla niej trudną pigułką do przełknięcia. Bo poproszenie Masona Greena o możliwość odbycia praktyk w jednym z najlepszych klubów w mieście, którego jest właścicielem, to ostatnie o czym marzy June.

Mason Greene nie spodziewał się, że dziewczyna, która z premedytacją oblała go drinkiem zrobi na nim takie wrażenie, ale serce nie sługa, a jego od tamtej pory zaczęło bić przyspieszonym rytmem. Kiedy zatem June prosi go o możliwość odbycia praktyk w jego klubie, mężczyzna liczy, że wspólna praca pozwoli im się zbliżyć na tyle, aby ta dała się zaprosić na randkę o którą mężczyzna zabiega już od bardzo dawna.


"Kiedyś powiedziałem, że za jeden jej pocałunek wywołałbym wojnę. To prawda. Dla niej podpaliłbym cały świat..."


Czy nasi bohaterowie podążą za chemią jaka między nimi wisi? A może ich własne, prywatne tajemnice i problemy im w tym przeszkodzą?


„Madly” z jednej strony mnie zachwyciło, a z drugiej rozczarowało. Już tłumaczę dlaczego. Książka porusza niezwykle istotny problem samoakceptacji z jakim zmaga się główna bohaterka. Żadna fizyczna skaza nie definiuje tego, jakim się jest człowiekiem, ale w przypadku June ciężko to zaakceptować, kiedy jej własna matka nawet będąc w podróży służbowej upewnia się, aby nasza bohaterka miała zapas podkładu do twarzy, który ma zakryć jej... nieidealną skórę.

Ava Reed stworzyła bohaterkę, która nosi maski – dosłownie i w przenośni. Jedna zakrywa jej psychiczną niepewność w kwestii wyglądu, a drugą tworzy już sam makijaż, który fizycznie ukrywa nieperfekcyjność. Cieszę się, że coraz częściej w literaturze przeznaczonej dla młodych ludzi ukazywane są ludzkie problemy, które (czego jestem pewna) spotyka się w prawdziwym, współczesnym świecie - zwłaszcza tym zalewanym przez wyidealizowane perfekcyjonizmem zdjecia w mediach społecznościowych.

Co do postaci Masona, to moje serce od początku miało do niego słabość. Już w „Truly” dostrzegłam wspaniałą stronę jego osoby, a „Madly” tylko mnie w tych zachwytach utwierdziło. Mężczyźni zazwyczaj ciężko znoszą odrzucenie, bo ich ego im na to nie pozwala, ale nie w przypadku Masona. On nie poddawał się, nawet kiedy June po raz kolejny go odrzucała i zbywała. Ba! Nawet wymyślił (dość przebiegły w moim mniemaniu) plan mający wywołać w dziewczynie zazdrość, która tylko miała go utwierdzić w przekonaniu, że jego uczucia nie są wyłącznie jednostronne.

To, co wywoływało moje poirytowanie w trakcie lektury „Madly”, to właśnie niektóre zachowania June. Była swego rodzaju „psem ogrodnika” - sama odrzucała Masona, ale broń Boże, żeby przebywał on w towarzystwie innych kobiet. Z jednej strony wiem z czego wynikał ten strach przed zbliżeniem do niego, a z drugiej - patrząc na to jaką osobą jest Mason, ciężko było sobie wyobrazić, aby jego reakcja na skazę June miałaby być negatywna. On zwyczajnie taki nie był.



Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

wtorek, 31 sierpnia 2021

#189 "Gorąca sesja" - Kristen Callihan

      Mam nadzieję, że ostatni dzień wakacji będzie odrobinę znośniejszy z nową recenzją, którą dla was przygotowałam. Dziś do tablicy został wywołany czwarty tom serii Game On autorstwa Kristen Callihan, z którym spędziłam miniony weekend. Czy „Gorąca sesja” okazała się gorącą lekturą?


       


           Tytuł - "Gorąca sesja" 
            (oryg. The Hot Shot)
         Autor – Kristen Callihan
     Tłumaczenie - Emilia Skowrońska
            Wydawnictwo – Muza
            Liczba stron – 400
          Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-2871-810-4

Główną bohaterką historii jest Chester Cooper, która ze swojej pasji – fotografii uczyniła także zawód, dzięki któremu może zarabiać na życie. Kolejne zlecenie jakiego się podjęła to sesja do kalendarza charytatywnego, którego głównymi bohaterami miała być nowoorleańska drużyna NFL. Przystojni futboliści z ciałami niczym maszyny? Dla profesjonalistki, za jaką uważa się Chess to miało być zlecenie jak każde inne, zwłaszcza że piękny wygląd to norma, jaką widzi każdego dnia swojej pracy nasza bohaterka. Jednak kiedy przed obiektywem jej aparatu stanął nagi Finn Mannus – rozgrywający drużyny, Chess trudno było zachować spokój. Mimo trudnego początku i sporych oporów zawodnika przed udziałem w sesji, nasza bohaterka pomogła mu poczuć się komfortowo, dzięki czemu zdjęcia ukazały wspaniałą siłę ciała, które jest narzędziem pracy każdego zawodnika. Kiedy sesja wreszcie dobiegła końca Chess odczuła ulgę, bo pomimo dziwnego przyciągania, które pojawiło się między nią, a Finnem w trakcie wykonywania zdjęć, ona nie szuka nikogo na stale, a przynajmniej tak jej się wydawało.

Kiedy nasi bohaterowie przypadkiem spotykają się ponownie i to dwukrotnie, Finn wyraźnie daje do zrozumienia Chess, że to nie może być przypadek, a on chciałby ją lepiej poznać. Ich relacja rozwija się powoli, ale mimo wyczuwalnej chemii, Chess nie chcę przekroczyć wytyczonej granicy przyjaźni, jaką postawiła przed Finnem. Kiedy w pewnym momencie pożar niszczy kobiecie mieszkanie, nasz rozgrywający proponuje, aby ta zatrzymała się u niego. Czy bycie współlokatorami zmieni coś w ich relacji? Finn bardzo na to liczy, bo dla niego to już nie jest tylko przyjaźń. Tylko jak przekonać o tym Chess?


- Nie uprawiałam dobrego seksu od tak dawna, że przysięgam, że wczoraj wieczorem słyszałam, jak moja wagina gra marsz żałobny.

Krztusi się piwem, zalewa blat stołu. Kaszle, wyciera usta, a potem stół. Patrzy na mnie groźnie.

- Nie wierzę, ze to powiedziałaś.

Piję piwo, tłumię śmiech.

- Czyżbyś poczuł się urażony moim użyciem słowa "wagina"?

- Tak - odpowiada ze śmiertelną powagą, a potem przewraca oczami. - Jestem facetem. Teraz chcę rozwiązać ten problem.

(...)

- Jesteśmy przyjaciółmi. Nie możesz tego naprawić.

Patrzy na mnie z ukosa.

- Och, mogę to naprawić.

(...)

Ale tego nie zrobisz, bo to zniszczyłoby tę nową, kruchą przyjaźń.


Gorąca sesja” to książką, która zbiera naprawdę dobre recenzje i określana jest mianem najlepszej w całym cyklu Game On. Po jej lekturze mogę stwierdzić, że owszem ma ona swój niepowtarzalny urok, ale oceniłabym ją na równi dobrze, co poprzedniczki.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to chyba moje serce nieco mocniej zabiło w kierunku postaci Finna, aniżeli samej Chess. Autorka nakreśliła jej postać jako osobę silną i twardo stąpającą po ziemi, której ciężko przyznać się do jakiejkolwiek słabości. Finn to mężczyzna nad wyraz prosty - w najlepszym tego słowa znaczeniu, który mimo bycia jednym z najbardziej utalentowanych i popularnych zawodników drużyny, nigdy się tym nie afiszuje. Skromność to cecha, która rzadko pojawia się wśród rozpoznawalnych osób do jakich należy nasz bohater, jednak u niego biła ona od samego początku.

Momentami ta historia wydawała mi się przegadana, aczkolwiek z czasem zaczęłam dostrzegać, że może taka miała być? Bardziej stonowana, z bohaterami mającymi przeszłość, która nie pozwala im w pełni cieszyć się relacjami z innymi. Kto wie.



                              Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                        Wydawnictwu Muza!

środa, 25 sierpnia 2021

#188 "Na samą myśl o tobie" - Robinne Lee

      "Na samą myśl o tobie" autorstwa Robinne Lee to książka, którą miałam w planach jeszcze zanim Wydawnictwo Otwarte wyszło z propozycją wysłania mi polskiego wydania tej historii. Wątek różnicy wieku między bohaterami, w którym to kobieta jest starsza od mężczyzny, poruszyłam już przy okazji recenzji "Nie dla mnie" Vi Keeland na początku tego miesiąca. Jeśli jesteście ciekawi, jak z podobną tematyką poradziła sobie debiutująca na polskim rynku wydawniczym Robinne Lee, zapraszam do lektury poniższej recenzji.




     Tytuł - "Na samą myśl o tobie"
        (oryg. The Idea Of You)
          Autor – Robinne Lee
    Tłumaczenie - Agnieszka Walulik
         Wydawnictwo – Otwarte
          Liczba stron – 440
        Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-8135-121-8

Soléne Marchand to trzydziestodziewięcioletnia rozwódka, która z byłym mężem dzieli opiekę nad dwunastoletnią córką Isabelle. Istotną rolę w życiu naszej bohaterki odgrywa sztuka. Kiedy dekadę temu zakładała wraz z przyjaciółką Marchand Raphel, nie przypuszczała, że ich galeria przez lata zyska miano artystycznej mekki Los Angeles. 

Życie Solène kręci się zatem wokół pracy i wychowywania nastolatki. Gdy jej były mąż, nie może pojechać na zaplanowany z Isabelle wyjazd do Las Vegas, którego centralnym punktem miał być koncert jej ulubionego zespołu, Solène zmuszona jest go zastąpić. Czy udział w wydarzeniu muzycznym, w którym tłumy nastolatek krzyczą na widok chłopaków z brytyjskiego boysbandu, był dla Solène szczytem marzeń o idealnym wieczorze? Nie. Ale nasza bohaterka nie przypuszczała jeszcze, jak ten nieplanowany wyjazd wywróci jej życie do góry nogami.

Kiedy Hayes Campbell wraz z kolegami ze szkoły zakładał August Moon nie sądził, że coś co było tylko niewinnym marzeniem, stanie się rzeczywistością - rzeczywistością, która przerośnie jego najśmielsze oczekiwania. Bo jak wielu dwudziestolatków może poszczycić się wyprzedaniem sali koncertowej na kilkadziesiąt tysięcy osób albo występem na gali MTV. Każdy ruch członków jego zespołu jest dokumentowany na telefonach komórkowych fanów czy aparatach fotograficznych paparazzi. Koncert w Las Vegas miał być jednym z wielu, ale nasz bohater nie spodziewał się, że jego uwaga nie skupi się na nastoletnich fankach, ale na... matce jednej z nich.

Relacja zdawać by się mogło skazana na porażkę. Bo co wspólnego może mieć prawie czterdziestoletnia,  atrakcyjna i wykształcona kobieta z młodym członkiem przeżywającego szczyt popularności zespołu? No cóż. Zdziwilibyście się.


- Dlaczego nie chcesz, żeby ktoś cię ze mną zobaczył? - zapytał.

To pytanie wzięło mnie z zaskoczenia.

- Dlaczego? - ciągnął Dlaczego tak cię to krępuje? Czego się wstydzisz? Co twoim zdaniem się stanie, kiedy ludzie się dowiedzą? Przecież jesteśmy razem, prawda?

- Hayes, to skomplikowana sprawa...

- Wcale nie. Ja lubię ciebie. A ty lubisz mnie. Jakie to ma znaczenie, co pomyślą inni? Czemu cię to obchodzi?

- A czemu ciebie to nie obchodzi?

- Jestem w boysbandzie. Gdybym przejmował się tym, co o mnie myślą, wybrałbym inną karierę.


Ta książka to swego rodzaju trasa koncertowa, a nasi główni bohaterowie grają w niej pierwsze skrzypce. To co miało być czysto fizyczne, z czasem zmieniło się w coś więcej. Tylko świat nie był w stanie tego zaakceptować.

"Na samą myśl o tobie" to historia o walce z przeciwnościami. Bo o ile kwestia wieku stanowi tu pewną granicę (zwłaszcza dla Solène), to jeszcze większym problemem jest samo... społeczeństwo. Młode fanki Hayesa, były mąż Solène, jej córka, świat mediów społecznościowych - wyobraźcie sobie, że wszyscy są przeciwko wam. Krytykują, niedowierzają, wściekają się i myślą, że mają prawo mówić wam jak macie żyć, a co najważniejsze z kim być (a raczej z kim nie).

Autorka na przekór powszechnie panującemu przeświadczeniu i stereotypom dotyczącym młodych mężczyzn, stworzyła niezwykle dojrzałego bohatera, który w wielu momentach kradł mi serce.

Ta książka dobitnie uświadamia jak twardą skórę trzeba mieć, kiedy jest się w związku z kimś będącym na szczycie popularności i jaką cenę przychodzi za to płacić. O tym jaką zapłaciła Solène dowiecie się tylko, jeśli sięgniecie po książkę Robinne Lee.

Nie sądziłam, że ta historia wywoła we mnie poruszenie, a jednak na końcu po moich policzkach popłynęły łzy. 


ZAKOŃCZENIE KSIĄŻKI?

NIE MOGĘ SIĘ Z NIM POGODZIĆ. 

NIE MOGĘ.

NIE.


                         Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                          Wydawnictwu Otwartemu!