niedziela, 12 maja 2019

#99 "Więcej niż ona" - Jay McLean


W niedzielne popołudnie chciałabym zaprosić was na recenzję książki autorstwa Jay McLean „Więcej niż ona”, która stanowi kolejną część cyklu „Więcej”. Bohaterami pierwszej książki tj. „Więcej niż my” byli Mikayla i Jake, tutaj natomiast mamy okazję poznać historię wspomnianych w tamtej historii Amandy i Logana. Tym z was, którzy nie mieli okazji przeczytać pierwszej części sugeruję, aby to szybko nadrobili, zanim zabiorą się za „Więcej niż ona”. Bo choć w każdej części głównymi bohaterami jest inna para, to niektóre sceny/wydarzenia w obu historiach są ze sobą mocno powiązane. 



Tytuł – „Więcej niż ona"
(oryg.More than her)
Autor – Jay McLean
Tłumaczenie - Maria Smulewska
Wydawnictwo – Kobiece
Liczba stron – 423
Wydanie pierwsze – 2019
ISBN – 978-83-6613-482-9


Głównym bohaterem historii jest Logan Matthews. Cóż można o nim powiedzieć.

Flirciarz ˅
Podrywacz ˅
Kobieciarz ˅
Wolny strzelec ˅


Chłopak należy do tej grupy męskiej populacji, której nie interesują żadne poważne związki czy deklaracje. Ale jak to w tego typu historiach bywa, w końcu pojawia się ktoś, kto zwala go z nóg. Amanda Marquez zdecydowanie go zaintrygowała, ale … dziewczyna nie chciała mieć z nim nic wspólnego, bo aż zanadto wiedziała z czego znany jest Logan. On jednak nie odpuścił dopóki dziewczyna nie zgodziła się pójść z nim na randkę. A zrobił to w tak uroczy sposób, że chyba nawet ja bym się ugięła.


"– Dobra, Lachlan. Chcesz zarobić dwadzieścia dolców? – spytałem.
Pokiwał głową z zapałem, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się do mnie, pokazując te swoje mleczne ząbki.
Podszedł do Amandy, która stała przy barze i odkładała właśnie tacę. Pociągnął ją za spódnicę, więc musiała spojrzeć w dół, a wtedy dzieciak strzelił tak zrozpaczoną minę, że w życiu takiej nie widziałem.
– Smutno mi – wyznał.
Amanda obejrzała się szybko w moją stronę, później spojrzała w dół na Lachlana. Pochyliła się, żeby mieć oczy na jego wysokości.
– Co się stało, kochanie? Wszystko w porządku?
Pokręcił żałośnie główką.
– Smutno mi, bo nie chciesz się umówić na landkę z moim wujkiem Loganem.
Nie kazałem mu nazywać mnie wujkiem, więc tym bardziej byłem pod wrażeniem. Nieźle kombinował.
Amanda się wyprostowała, spojrzała na niego z góry i powiedziała:
– Przykro mi, ale nie mogę z nim pójść na randkę.
– No tludno – odpowiedział dzieciak i dramatycznie wzruszył ramionami, ale nie ruszył się z miejsca, tylko stał przy niej jak kołek.
Amanda wróciła do swoich zajęć, ale brzdąc ani drgnął.
Ktoś zawołał ją do kolejnego stolika, a gdy ruszyła w jego stronę, Lachlan podreptał za nią, uczepiony jej spódnicy. Obróciła się szybko, gdy poczuła, że go za sobą ciągnie. Spojrzała w dół bezradnie, ale poszła dalej, a on za nią.
Dobre pięć minut chodził tak za nią jak szczeniaczek. Cały ten czas siedzieliśmy i obserwowaliśmy to w milczeniu, czekając, aż Amanda się złamie.
W końcu podniosła go i przytargała nam do stolika. Postawiła go na krześle i popatrzyła mu prosto w oczy.
 – Możesz powiedzieć swojemu wujkowi, że pójdę z nim na jedną randkę. Tylko jedną. I że będę mogła z niej zniknąć, kiedy tylko mi się będzie podobało. Powiedz mu też, że przez cały następny tydzień jestem zajęta, więc żeby sobie odpuścił wydzwanianie i esemesowanie przez następne siedem dni. Czy to jasne?
– Dwadzieścia dolciów. – Maluch przystawił mi rękę tuż pod nos.
Wstałem, wyciągnąłem portfel, znalazłem banknot i mu go podałem.
Amandzie opadła szczęka. Odwróciła się, żeby odejść od stolika, ale delikatnie złapałem ją za rękę i pochyliłem się w jej stronę. Usłyszałem, jak gwałtownie wciąga powietrze. Kiedy przesunąłem dłoń na jej talię, głowę bym dał, że zaparło jej dech w piersiach. Moje serce zamarło.
– Tydzień. – Udało mi się wydusić. – Tyle to chyba wytrzymam."


Jedna randka. Jedna wydawać by się mogło idealna randka. Bo taka była dla obojga. Jednak obietnica kontynuowania znajomości została nagle przerwana, a Logan już więcej nie skontaktował się z dziewczyną.


Po ponad roku oboje są już studentami i to na tej samej uczelni. Kiedy ich drogi ponownie się krzyżują, dawne uczucia powracają i ciężko jest od nich uciec, mimo, że serce Amandy nadal nienawidzi Longana za to, co jej kiedyś zrobił. Obudził w niej nadzieję, by za chwilę ją zniszczyć.  Dziewczyna wie jedno – nie pozwolić na powtórkę z przeszłości. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza kiedy okaże się, że Amanda będzie musiała egzystować z Loganem ... na co dzień. Tak, tak. Brat dziewczyny, z którym dzieli ona dom postanowił wynająć jeden z pokoi. Domyślacie się kto został szczęśliwym współlokatorem? Tak. Sam pan Matthews.


Czy mieszkanie w tym samym miejscu zmieni coś w relacji Logana i Amandy? Czy ona zdoła mu wybaczyć i zapomnieć o przeszłości? Czy on będzie w stanie ponownie zdobyć jej serce?

„Więcej niż ona” to historia napisana z dwóch perspektyw: głównego bohatera i głównej bohaterki. Jakby tego było mało, początkowo rozdziały z teraźniejszości przeplatają się z tymi z przeszłości. I choć na wstępie trudno mi było wejść w rytm takiego typu narracji, po pewnym czasie już mi to nie przeszkadzało.

To co mnie zaskoczyło w tej historii to to, że potrafiłam się momentami wzruszyć, zwłaszcza kiedy autorka przedstawia nam jak wyglądało dzieciństwo Logana. A uwierzcie, że nie były to beztroskie lata. „Więcej niż ona” to także duża dawka humoru, co zdecydowanie stanowi zaletę tej historii.


Książka nie ma ostatecznego zakończenia, a jej kontynuacji trzeba oczekiwać w kolejnej części. I to moim zdaniem jest błąd. Trochę nie rozumiem faktu podzielenia tej historii na dwie książki, bo spokojnie można byłoby zawrzeć wszystko w jednej.

Zalety tej historii przeważają nad jej wadami, dlatego z czystym sercem mogę wam ją polecić. 


                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu Kobiecemu!

                                                     

niedziela, 5 maja 2019

#98 "Save you" - Mona Kasten


Zakończymy długi majowy weekend w iście książkowym stylu – recenzenckim stylu ma się rozumieć. „Save you” autorstwa Mony Kasten to kontynuacja historii przedstawionej w „Save me”. Jeśli jesteście ciekawi jakie wyzwania postawiła przed Ruby i James'em autorka, to zapraszam do lektury poniższej recenzji.

P.S. Ostrzegam osoby, które nie czytały pierwszego tomu, że poniżej mogą pojawić się spojlery.



  


           Tytuł – „Save you
            (oryg.Save you)
          Autor – Mona Kasten
     Tłumaczenie - Ewa Spirydowicz
          Wydawnictwo – Jaguar
          Liczba stron – 343                    Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-7686-767-0


„Save me” zakończyło się dość mocnym cliffhangerem, co spotęgowało oczekiwanie na kolejną część. Śmierć matki jest trudna dla każdego dziecka, niezależnie od jego wieku. Niespodziewane odejście matki Jamesa, okazało się szokiem dla wszystkich, zwłaszcza dla niego i jej siostry, których ojciec poinformował o tym dopiero po dwóch dniach, po powrocie z Oksfordu. Wydarzenie to odbiło się na chłopaku, który w chwili załamania i emocji pocałował inna dziewczynę, czego świadkiem była Ruby.


Początki „Save you” to próba radzenia sobie z żałobą przez Jamesa, który nie dość, że przez swoją głupotę traci Ruby, to jeszcze sięga do kieliszka, aby jakoś radzić sobie z podwójną stratą.

„James jest pijany. Albo naćpany. Albo jedno i drugie. 
Od trzech dni właściwie nie ma z nim kontaktu. Od trzech dni niemal bez przerwy baluje w salonie, opróżnia kolejne butelki alkoholu i udaje, że nic się nie stało. Nie rozumiem, jak tak może. Najwyraźniej nic go nie interesuje, ma w nosie to, że nasza rodzina ostatecznie się rozpdała.”


Mona Kasten w tej historii skupiła się nie tylko na relacji głównych bohaterów, ale dała także sporo miejsca do popisu dla postaci drugoplanowych takich jak Lydia, czyli siostra Jamesa oraz Ember - siostra głównej bohaterki. Fakt, że Mona Kasten pozwoliła sobie na rozdziały z ich perspektyw są dla mnie zdecydowanie dobrym książkowym zabiegiem. Jak się okaże Lydia nie tylko będzie musiała sobie poradzić ze śmiercią matki, ale i z sytuacją w której się znalazła, a mianowicie ... (kurtyna milczenia). Co do Ember, którą polubiłam już w pierwszym tomie, to autorka rozwinęła tutaj jej rolę, nie tylko jako siostry głównej bohaterki, ale także jako osobnej postaci.


Wracając do głównych bohaterów to James, po zorientowaniu się jak bardzo skrzywdził Ruby swoim zachowaniem postanawia zrobić wszystko, żeby ją odzyskać. I robi to w naprawdę uroczy i przemyślany sposób. Ewidentnie widać, że śmierć matki (choć początkowo go przytłoczyła) to jednocześnie sprawiła, że otrzeźwiał i w pewien sposób dojrzał jako młody mężczyzna. Nie tylko walczy o ukochaną, ale także stara się być wsparciem dla swojej siostry, która bardzo kibicuje bratu w jego zabiegach o Ruby.


Choć Ruby chciałaby skupić się teraz na przygotowaniu do studiowania na Oksfordzie to James nie planuję się poddać, bo niezaprzeczalne jest jedno – tylko przy niej może być sobą, może być zwykłym chłopakiem kochającym zwykłą dziewczynę, a nie spadkobiercą fortuny i rodzinnego biznesu, który go nie interesuje.

Czy nasza bohaterka zdoła zapomnieć o przeszłości i wybaczyć Jamesowi? Czy Lydia i to z czym będzie musiała się zmierzyć ją przerośnie? Jak poradzi sobie Ember, która najwyraźniej poczuła do kogoś miętę?

Mam nadzieję, że wyjaśnienie na to wszystko i więcej, znajdziemy w ostatnim tomie serii, bo ... „Save you” ponownie kończy cliffhanger, który zdecydowanie zachęca do wyczekiwania na zakończenie trylogii po postacią „Save us” .


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

czwartek, 2 maja 2019

#97 "Drwal. Miłość, która narodziła się z natury." - K.N. Haner


15 maja, czyli za niecałe dwa tygodnie do księgarń trafi najnowsza książka jednej z najbardziej popularnych polskich autorek romansów K.N. Haner. Miałam to szczęście, że mogłam cieszyć się ze swojego egzemplarza i możliwości lektury nieco wcześniej, a dzisiejszy post w całości poświęcony zostanie przedpremierowej recenzji „Drwala”. Sam blurb skradł moje serce odkąd tylko ujawniła go autorka i byłam naprawdę ciekawa, czy tak samo będę się czuła po lekturze książki.





             Tytuł - „Drwal. 
Miłość, która narodziła się z natury."
           Autor – K.N. Haner
         Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 304
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2834-090-9


Głównym bohaterem książki jest Jason Parker. Mężczyzna kilka lat temu został zdradzony w najgorszy możliwy sposób - okazało się, że jego najlepszy przyjaciel i kobieta, którą kochał mieli romans. Takie wydarzenie potrafi nieźle namieszać w głowie i sercu, w związku z czym Jason podjął diametralną decyzję. Wyjechał ze swojego rodzinnego Cleveland i zamieszkał na totalnym odludziu w środku lasu z dala od swojego dawnego życia. Niestety zmiana miejsca zamieszkania spowodowała także, że Jason oddalił się od swoich rodziców z którymi praktycznie przestał utrzymywać kontakt. W swojej samotni miał wszystko czego potrzebował do szczęścia: spokój, piękną okolicę, przyrodę, psy i dużo materiału z którego tworzył rzeźby, dzięki sprzedaży którym mógł się utrzymywać.


Pewnego dnia spokój Jasona zostaje zakłócony przez wizytę niespodziewanego gościa, który wywróci poukładany świat mężczyzny do góry nogami.

Samantha Crow jest młoda i ambitna, a jej wielką pasją jest dziennikarstwo. Obecnie odbywa staż w nowojorskiej gazecie „New York News”. Kobieta zaintrygowana tym, jaką furorę rzeźby Jasona robią w sieci, postanowiła wykorzystać to jako temat artykułu i przeprowadzić wywiad z ich tajemniczym twórcą. Odszukanie miejsca w którym zaszył się Jason było trudne, ale namówienie go do zwierzeń i rozmowy będzie graniczyło z cudem. Zwłaszcza, że powitanie jakim obdarzył Samanthę Jason było dość chłodne i obcesowe.

„- Mam zaproponować pani szklankę  wody? – zapytałem, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty. 
- A ma pan tu czystą wodę, a nie taka z kranu? No bo wie pan, mój żołądek może nie przeżyć  rewolucji od lokalnej wody. 
- Niestety, jest tylko kranówa – skłamałem, by się odczepiła, i zagwizdałem, by przywołać psy. Łudziłem się, że to skutecznie ją zniechęci.”

Mężczyzna nie zgadza się na żaden wywiad, a Samantha odjeżdża z pustymi rękoma. Los jednak bywa przewrotny. Los, a raczej pogoda, która psuję się na tyle, że uziemia samochód naszej bohaterki w drodze powrotnej niedaleko domu Jasona, a ten choć niechętnie proponuję jej nocleg, dopóki droga nie będzie przejezdna, a pogoda się nie poprawi.

Mężczyzna z przeszłością.
Kobieta z tajemnicą.
Jedna szansa na miłość?


Miałam naprawdę, naprawdę duże oczekiwania co do tej historii. Miałam już okazję czytać książki K.N. Haner i wiem, że nigdy nie oszczędza ona bohaterów swoich książek i lubi grać na emocjach zarówno ich, jak i swoich czytelników. Musze przyznać, że w przypadku „Drwala” zdecydowanie bardziej spodobała mi się postać głównego bohatera. Zarówno sylwetka jak i charakter Jasona, jako postaci kupiły mnie w 100%. Jego historia, chęć ucieczki od przeszłości i zaszycia się w miejscu gdzie mógł się wyciszyć, odpocząć i zdystansować – wszystko to zostało pokazane w bardzo ciekawy sposób. Autorka w przemyślany i trafiający do mnie sposób, weszła w głowę i myśli głównego bohatera, opisując jego rozterki, obawy, pragnienia. Nie pokazała jego słabości, raczej siłę z jaką sobie poradził.

To, z czym miałam problem w trakcie i po lekturze książki to główna bohaterka. Przy pierwszym spotkaniu Samanthy i Jasona odniosłam wrażenie, że jej postać jest charakterna, zadziorna, pewna siebie i wiedząca czego chcę. Nie mogę wam zbyt wiele zdradzić, ale mam odniosłam wrażenie, że w miarę rozwoju historii, okazuję się, że wszystkie powyższe cechy dosłownie wyparowały, a może nigdy nie istniały? Może taka właśnie miała okazać się ta postać? Silna z pozoru, a skrywająca i tłamsząca słabości wewnątrz? Pozostawię to waszej ocenie.

Książka została napisana z perspektywy Jasona i ten zabieg wyszedł (w mojej ocenie) tej historii na dobre, bo o wiele bardziej ciekawiło mnie to, co się dzieje w głowie naszego tytułowego „Drwala”, niż w głowie głównej bohaterki.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

środa, 24 kwietnia 2019

#96 "Zbuntowany dziedzic" - Vi Keeland/Penelope Ward

 

Autorskiego duetu Vi Keeland/Penelope Ward nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, a jeśli jest on komuś nieznany, to szybko musicie nadrobić swoje braki, bo nie wiecie co cudownego was omija. Dziś miała miejsce polska premiera kolejnej historii napisanej przez obie panie. Autorki po raz pierwszy w swojej karierze zdecydowały się napisać duologię, a „Zbuntowany dziedzic” stanowi pierwszą jej część. Czy mój ukochany duet trzyma swój dotychczasowy wysoki poziom pisania? Już wam mówię.




                  Tytuł – „Zbuntowany dziedzic"
            (oryg.Rebel Heir)
    Autor – Penelope Ward/Vi Keeland
      Tłumaczenie - Edyta Stępkowska
         Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 266
         Wydanie pierwsze – 2019
        ISBN – 978-83-2835-319-0


Gia Mirabelli to młoda, początkująca pisarka, która chcąc w spokoju dokończyć nową powieść przenosi się na lato to słynnej miejscowości wypoczynkowej niedaleko Manhattanu - Hamptons. Pewnego wieczoru, Riley - przyjaciółka i współlokatorka dziewczyny prosi ją, aby ta na jeden wieczór zastąpiła ją w pracy. Mimo, iż Gia nie ma bladego pojęcia o byciu barmanką, a robienie drinków do dla niej czarna magia, nasza bohaterka w końcu ulega i zgadza się pomóc koleżance, zwłaszcza, że ta zapewnia ją, że tego wieczoru w barze nie będzie właściciela. Nikt się nie zorientuję, nic się nie wyda. Ale ... to by było zbyt łatwe, prawda?

Pech chciał, że właściciel The Heights pojawił się tego wieczoru w barze, i od razu zorientował się, że kobieta za barem nie jest jego pracownicą, poza tym ewidentnie sobie za nim nie radzi.

"— Co ci podać?  
— A co umiesz zrobić? — Świetnie. Głos pasował do twarzy. Seksowny, głęboki, intensywny (...) 
— Piwo — odpowiedziałam i lekko się zaśmiałam. — Umiem nalać piwo. (...)  
— Szef wiedział, gdy cię przyjmował, że znasz tylko jeden drink?  
— Tak naprawdę wcale mnie nie przyjął. Zastępuję koleżankę i mówiąc szczerze, nie mam bladego pojęcia, co robię. Wydaje mi się, że ostatniemu klientowi nawet resztę wydałam źle.  
Czarujący łobuziak nic nie powiedział. Wyglądał za to tak, jakby bacznie mi się przyglądał, i zrobiło mi się nieswojo.(...)
— Więc… co ci mogę podać?  
Zamiast odpowiedzieć, wstał i zdjął kurtkę. Przełknęłam ślinę na widok mięśni napinających biały T-shirt. W górę ramion jak bluszcz pięły się tatuaże, zasłaniając każdy centymetr skóry. (...) 
— Jak się nazywasz? — Wciąż nawet na moment nie odrywał ode mnie wzroku, a mimo to wcale nie czułam się tak, jakby mnie obczajał. To było dziwne i zarazem intrygujące.  
— Gia.  
— Gia — powtórzył za mną.  — Powiedz mi, Gia, jak myślisz, co by powiedział właściciel tego baru, gdyby się dowiedział, że stoisz tu, źle wydajesz resztę i wkurzasz klientów? 
 (...) 
— Myślę, że właściciel nieźle by się wkurzył. I raczej by nie docenił, że robię dobry uczynek, zastępując koleżankę, która musiała pilnie wyjechać.  
— A dlaczego tak myślisz?  
— Hm… to podobno niezły dupek.
Kokieteryjnie uniósł brew. 
 
— To fakt. Znam go i muszę się zgodzić, że to dupek. Niby przyznał mi rację, ale wcale mi to nie brzmiało, jakby był po mojej stronie. Ta rozmowa przybierała dziwaczny obrót i należało pilnie ją uciąć.  
— Dobra. To chcesz spróbować mojej specjalności — piwa? 
— Lej.  
— Jakie? Wolno pokręcił głową: — Sama wybierz.  
Uradowana, że mogę się oddalić na kilka minut i ochłonąć, podeszłam do kranu, z ociekacza pod ladą wyjęłam kufel i zaczęłam nalewać lokalne piwo, tak jak powiedziała Riley.  (...) 
— To będzie sześć dolarów — powiedziałam, stawiając przed nim pełen kufel.  
— Osiem.  
— Słucham?  
— Piwo. Kosztuje ósemkę, nie szóstkę. — Nie wiedzieć czemu wydawał się lekko rozdrażniony. 
— Ach. Więc mnie poprawiasz, żeby zapłacić więcej? W tym momencie do baru podszedł ochroniarz/menadżer/dąb i stanął obok mojego klienta.  
— Szefie, dostawa mocnych alkoholi się spóźniła i nie dowieźli czterech butelek. Paragon jest pod szufladą w kasie. Jakąś minutę trwało, zanim to, co usłyszałam, przedostało się do mojej świadomości. A gdy tak się stało, otworzyłam szerzej oczy.  
— Powiedziałeś: „szefie”? Mój zimny drań posłał mi płonące z wściekłości spojrzenie:  
— Tak powiedział, Gia. To ja jestem tym dupkiem. I właścicielem tego miejsca. — Wykrzywił usta w uśmiechu bez krztyny wesołości.  
— A teraz wypierdalaj z mojego baru i przekaż koleżance, że może nie wracać. Kurwa! To był szef."


Pomiędzy Gią, a Rushem dochodzi do dość mocnej wymiany zdań, która … kończy się tym, że mężczyzna proponuję dziewczynie dodatkową pracę jako hostessa.


Rush, choć na pierwszy rzut oka to seksowny, pewny siebie mężczyzna, typ buntownika z tatuażami, to praktycznie wśród wszystkich pracowników The Heights sieje strach i panoszy się se swoim szorstkim charakterem - wśród wszystkich oprócz Gii, która nie boi się mówić tego co myśli.

Jak się domyślacie nie zabraknie w tej historii chemii między bohaterami, która z każdą czytaną strona będzie tylko rosnąć.

Jeśli myślicie, że autorki ot tak, dadzą bohaterom „Zbuntowanego dziedzica” happy end, to najwyraźniej nie znacie ich pomysłów. Gdyby tak było, po cóż byłaby druga część czyli „Zbuntowane serce”.


Rush i Gia staną przed sytuacją, której oboje nie mogli przewidzieć.

Rush nie planował, że się jego uczucia względem Gii staną się tak silne.
Gia nie wiedziała, że facet z tatuażami skradnie jej serce.

Przewidzieliście to prawda? Ja też. Ale ...

Kiedy wszystko wskazywało na to, że nasi bohaterowie będą się cieszyć z tej nieoczekiwanej sytuacji, nastąpił kolejny szok. Ale tym razem coś, przy czym  ich nieoczekiwana miłość, będzie stanowiła mały pikuś.

Jednonocna przygoda sprzed kilku miesięcy, którą Gia wolałaby wymazać z pamięci, zwłaszcza że po wszystkim facet zostawił jej fałszywy numer telefonu, powróci z konsekwencjami, które mogą doszczętnie zniszczyć podwaliny związku jaki Gia i Rush dopiero zaczęli tworzyć.

Myślicie, że już się wszystkiego domyśliliście? Pewnie podejrzewacie, co jest tą konsekwencją? Uwierzcie, że nawet jeśli, to cliffhanger na końcu książki, który zaserwowały nam autorki przyniesie wam coś, czego nikt nie mógł się domyślić. NAWET JA!

TO SIĘ NAZYWA ZOSTAWIĆ CZYTELNIKA ZE SZCZĘKĄ NA PODŁODZE!

Osobiście nie mogłam wytrzymać i po zakończeniu lektury „Zbuntowanego dziedzica”, chwyciłam za ebook „Zbuntowanego serca” w języku angielskim. A to już o czymś świadczy!


Penelope Ward i Vi Keeland stworzyły cudowną, pełną emocji historię w której pokochamy głównych bohaterów od pierwszej strony. Będziecie czytać z zapartym tchem – to mogę wam obiecać.

              Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!


piątek, 19 kwietnia 2019

#95 "Hold You Close" - Corinne Michaels/Melanie Harlow


W ostatniej recenzji przed Świętami Wielkanocnymi postanowiłam przybliżyć wam kolejną książkową propozycję od Wydawnictwa NieZwykłego. W odróżnieniu od dwóch poprzednich recenzji w których trudno  było mi się zachwycić czymkolwiek, nareszcie mam dla was historię, którą mogę polecić z czystym sercem. „Hold You Close” to książka napisana przez duet autorek, które na co dzień publikują oddzielnie – Corinne Michaels i Melanie Harlow. Znam twórczość obu, z małą przewagą szali dla książek tej drugiej. Jak poradziły sobie w duecie?




               Tytuł – „Hold You Close"
         (oryg.Hold You Close)
Autor – Corinne Michaels/Melanie Harlow
     Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 288
         Wydanie pierwsze – 2019
         ISBN – 978-83-7889-915-0



Ian Chase wiele lat temu złamał serce nastoletniej London Parish, która jednocześnie była i nadal jest najlepszą przyjaciółką jego siostry. Los chciał, że teraz jako dorośli ludzie mieszkają przy tej samej ulicy, a ich relacja jest raczej … oschła. Ambitna London pracuję jako analityk finansowy i wiedzie spokojne życie mieszkając ze swoim kotem. Ian to kobieciarz, który ku irytacji London urządza w swoim domu głośne imprezy, a na co dzień prowadzi bardzo popularny klub nocny.


Nic jednak nie przygotowało naszych bohaterów na tragedię, która miała ich dopiero dotknąć.

Sabrina i David, czyli siostra i szwagier Ian’a giną w katastrofie lotniczej, a ich dzieci: Morgan, Christopher i Ruby z dnia na dzień zostają sierotami.

Ian stracił ukochaną siostrę.
London straciła najlepszą przyjaciółkę.

Na pewno żadne z nich nie spodziewało się, że odczytywanie testamentu Sabriny będzie dopiero początkiem wielkich zmian w ich życiu. Sabrina w swojej ostatniej woli opiekę nad trójką jej dzieci powierzyła … swojemu słynącemu z hulaszczego trybu życia bratu, a nie odpowiedzialnej i spokojnej przyjaciółce London, która jednak według prośby zawartej w zostawionym liście, ma w razie czego pomagać przy wychowywaniu dzieci.

I tak właśnie nasi bohaterowie stanęli w obliczu sytuacji, która zmusza ich dla dobra dzieci, które spotkała ogromna tragedia, połączyć swoje siły i zrobić wszystko, aby ich relacje były w miarę cywilizowane. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Prawda?

Zwłaszcza jeśli serce London nigdy nie przestało czuć czegoś do Ian'a, a on skrywa coś o czym nigdy jej nie powiedział.


„Zraniłem ją i złamałem jej serce, ale ja kurwa zniszczyłem siebie w tym samym czasie. Nigdy o tym nie wiedziała.”



„Hold You Close” ma wątki, które uwielbiam w książkach, a połączone ze sobą tworzą dla mnie historię idealną: samotne wychowywanie dzieci, śmierć bliskiej osoby, od wrogów do kochanków.

Samą książkę czyta się bardzo szybko, i na końcu było mi bardzo szkoda, że to już koniec. Fabuła jest ciekawa, nie nudna i na pewno świetnie napisana. „Kto się czubi, ten się lubi” – myślę, że to powiedzenie w idealny sposób odzwierciedla relacje między głównymi bohaterami. Poza tym, fani dialogów z poczuciem humoru także znajdą tu coś dla siebie.


Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu NieZwykłemu!