piątek, 19 lutego 2021

#154 "Sprośne listy" - Vi Keeland/Penelope Ward

      „Sprośne listy” to już kolejna na polskim rynku wydawniczym historia pióra duetu Vi Keeland i Penelope Ward, który w naszym kraju ma naprawdę sporą rzeszę fanów. Jeśli jesteście ciekawi, jak ta lutowa premiera wypadła na tle innych książek napisanych przez autorki, zapraszam do lektury mojej recenzji.




 


         Tytuł – „Sprośne listy"
          (oryg. Dirty letters)
    Autor – Vi Keeland/Penelope Ward
    Tłumaczenie - Tomasz F. Misiorek
        Wydawnictwo – EditioRed
           Liczba stron – 344
        Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-2836-691-6



Kiedy w drugiej klasie szkoły podstawowej, nauczycielka Luki zorganizowała w jej klasie wymianę listów z brytyjskimi uczniami, nasza bohaterka nie przypuszczała jak bardzo zmieni to jej życie. To właśnie wtedy poznała Griffina – chłopca, z którym przez kolejną dekadę pisała o wszystkim: marzeniach, dziecięcych a potem nastoletnich problemach, pierwszych miłościach. Stali się swoimi największymi i najlepszymi powiernikami. Pewnego dnia, kiedy Luka była nastolatką, w jej życiu wydarzyła się tragedia, której jedną z konsekwencji było zaprzestanie kontaktów z Griffinem. Poza tym, nasza bohaterka z towarzyskiej i uśmiechniętej dziewczyny, stała się cierpiącą na zaburzenia lękowe i agorafobię introwertyczką. Strach przed byciem uwięzionym i tłumy powodują ataki paniki, które mocno utrudniają jej życie zmuszając m.in. do robienia zakupów nocą, kiedy sklepy są praktycznie puste. Teraz, jako dwudziestokilkulatka mieszka na obrzeżach Vermont, a jedyny plus z bycia aspołecznym, wykorzystała, aby rozwinąć swoją pisarską pasję, dzięki czemu stała się autorką kilku bestsellerowych thrillerów, które wydała pod pseudonimem. Jedynymi przyjaciółmi Luki są sędziwy Chester Maxwell – pasjonat ptaków i psychiatra, który pomaga jej w przezwyciężaniu lęków oraz … udomowiona świnka Hortensja.


Kiedy nasza bohaterka, po ośmiu latach ciszy niespodziewanie otrzymuję list, a jego nadawcą jest Griffin, powiedzieć że Luka jest zaskoczona to mało. Zwłaszcza, że z zawartości korespondencji dowiaduje się, że jest DO BANI.


Rzuciłam okiem na adres zwrotny, szukając nazwiska nadawcy.

G. Quinn

O, serio? To niemożliwe.

Zmarszczyłam brew, patrząc na znaczek. List został nadany z Kalifornii, nie z Anglii, ale nie znałam innego Quinna niż Griffin. Charakter pisma też wyglądał dość znajomo. Jednak od ostatniej wymiany listów minęło już prawie osiem lat. Dlaczego miałby pisać teraz?

Zaciekawiona, rozerwałam kopertę i spojrzałam na koniec listu, by sprawdzić imię. Oczywiście, był od Griffina. Zaczęłam więc od początku.


Droga Luko,

czy lubisz szkocką? Pamiętam, że pisałaś, że nie lubisz smaku piwa. Nigdy jednak nie mieliśmy okazji by porozmawiać na temat naszych preferencji co do czegoś mocniejszego. Dlaczegóż tak, mogłabyś zapytać? Pozwól, że Ci przypomnę — ponieważ przestałaś odpowiadać na moje listy bite osiem lat temu. Chciałem, żebyś wiedziała, że wciąż jestem o to zły. Moja mama zwykła mawiać, że chowam urazy. A fakt jest faktem, że jesteś do bani. Tak właśnie, dobrze przeczytałaś. Chciałem to z siebie wyrzucić już dawno.

Nie odczytaj tego źle — nie mam na Twoim punkcie obsesji ani nic takiego. Nie siedzę w domu, przemyśliwując bez przerwy na Twój temat. W istocie mijały całe miesiące, a Ty nie zaprzątałaś mego umysłu. Czasem jednak, zupełnie bez przyczyny, przychodzą mi do głowy przypadkowe myśli. Na przykład widzę jakiegoś dzieciaka w wózku jedzącego lukrecję i pamięć o Tobie ożywa. Przy okazji — nigdy nie próbowałem jej ponownie w dorosłości, ale wciąż uważam, że smakuje jak podeszwa, więc może jednak to Ty nie masz gustu. Pewnie nie lubisz nawet szkockiej.

Tak czy owak, przekonany jestem, że ten list do Ciebie nie trafi. A jeśli nawet jakimś cudem trafi, to nie odpiszesz. Jednak, jeśli go czytasz, musisz mieć świadomość dwóch rzeczy:

  1. Macallan 1926 jest warta swojej ceny. Gładko wchodzi.

  2. Jesteś DO BANI.

    Do widzenia, ślepa Gienia.

    Griffin

 

                 Co u licha?  


Czy można wrócić do zerwanych kontaktów jak gdyby czas nigdy nie minął? W przypadku naszych bohaterów okazało się, że owszem. Luka, mimo strachu i niepewności, postanowiła odpisać Griffinowi i to okazało się punktem zwrotnym zarówno w jej jak również jego życiu. Ponowne odnowienie kontaktów uświadomiło naszym bohaterom, że ich relacja to coś więcej niż zwykła dziecięcia przyjaźń czy nastoletnie zauroczenie. Choć czas nie zmienił ich stosunku do siebie, to jednak zmienił ich życia. Pytanie brzmi jak bardzo? I dlaczego, kiedy Luka proponuję chłopakowi wymianę aktualnych zdjęć Griffin ją zbywa? Kiedy nasza bohaterka przypadkowo poznaję jego adres w Kalifornii (w której obecnie mieszka), mimo ogromnego strachu i swoich lęków decyduję się na kilkudniową podróż kamperem wraz ze swoim psychiatrą, aby samej przekonać się, dlaczego Griffin był tak zachowawczy. Jednak nic nie mogło jej przygotować na to, czego dowiaduję się na miejscu...



Uważam, że wykorzystując w książce motyw komunikacji tradycyjnymi listami autorki pokazały, jak cudowna jest ta forma kontaktu, a wyczekiwanie na mającą nadejść papeterię jest dużo lepsze niż na zwyczajny sms. Poza tym, książka porusza bardzo ważny problem zaburzeń lękowych z którymi zmaga się każdego dnia główna bohaterka. Dla zwykłego człowieka zakupy czy podróż samochodem jest czymś trywialnym nad czym nikt się nie zastanawia, natomiast dla Luki to wszystko wymaga niesamowitej odwagi i psychicznego przygotowania.


Fabuła książki to również, typowe dla autorek poczucie humoru, które nigdy nie zawodzi. Relacja głównych bohaterów została przedstawiona nie tylko z perspektywy samych pozytywnych stron, ale i obaw, jakie ze sobą niesie. Wiara i miłość w drugą osobę mogą być łatwe, ale przekonanie jej, by pokochała i uwierzyła w samą siebie to już „inna para kaloszy”. 


Piękna, zabawna, momentami wzruszająca, a co najważniejsze pouczająca. Taka jest ta historia.


                                Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

poniedziałek, 15 lutego 2021

#153 "Klub książki. Bromance"- Lyssa Kay Adams

     Lyssa Kay Adams – zapamiętajcie to nazwisko, bo ja jeszcze przez długi czas go nie zapomnę. Kiedy jakiś czas temu przeczytałam opis „Klubu książki. Bromance” jej autorstwa, czyli historii która pojawiła się w lutowych zapowiedziach Wydawnictwa Kobiecego, od razu wyczułam, że będzie dobrze. Ale wiecie co? Nie było dobrze... było fenomenalnie. Nie sądziłam, że już w połowie tego miesiąca przeczytam coś, co bez wątpienia trafi na moją listę the best of 2021. Już spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego ta historia powinna być waszym tegorocznym must read-em.





    Tytuł – „Klub książki. Bromance"
    (oryg. Book Club. The Bromance)
         Autor – Lyssa Kay Adams
    Tłumaczenie - Edyta Świerczyńska
          Wydawnictwo – Kobiece
            Liczba stron – 360
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-6671-894-4


Gavin Scott ma wszystko o czym może marzyć każdy mężczyzna. Piękny dom, cudowną żonę, urocze córki bliźniaczki i wspaniałą karierę gwiazdy drużyny bejsbolowej - Nashville Legends. Więc dlaczego najważniejszy dzień w jego zawodowym życiu – kiedy zaliczył w meczu tzw. wielki szlem, okazał się jednocześnie największym koszmarem w tym prywatnym? Hmm... Gdy dowiadujesz się (po trzech latach małżeństwa!), że twoja żona przez cały ten czas udawała orgazmy, szok to tylko jedno z wielu słów jakie cisną ci się na usta. Karczemna awantura i ciche dni, które potem następują to dopiero początek góry lodowej, bo gdy Thea prosi, aby Gavin wyprowadził się z ich domu i żąda rozwodu, szok mężczyzny przechodzi w załamanie.


Kiedy kumple Gavina dowiadują się o jego problemach postanawiają mu pomóc. Jeśli myślicie, że ta pomoc wiążę się z dużą ilością alkoholu i zwykłym poklepywaniem a'la pocieszeniem, to jesteście w wielkim błędzie. O nie. Bo nasz bohater, ku swojemu zaskoczeniu i początkowemu zniechęceniu zostaję wciągnięty na członka (bez skojarzeń) klubu książki, który tworzą jego przyjaciele, a o którym nie miał do tej pory bladego pojęcia. Panowie czytają romanse i analizują ich treść, dzięki czemu starają się lepiej zrozumieć swoje żony i poprawić relacje w związkach. Czyż to nie genialne?!


- „Zaloty do hrabiny” - przeczytał powoli. Zgrzytnął zębami i podniósł wzrok. - To jakiś żart?

- Nie - zaprzeczył Dal

- To romans.

- Tak.

Gavin poderwał się z miejsca.

- Nie do wiary. Moje życie się sypie, a wy się ze mnie nabijacie.

- Kiedy Malcolm wprowadził mnie do klubu, pomyślałem to samo - odparł Del. - Ale to nie żart. Siadaj i słuchaj.

Gavin przycisnął kłąb kciuka do czoła i zamknął oczy. Gdy ponownie je otworzył, wszyscy wciąż się na niego gapili. A więc to nie sen wariata.

- C-c-co tu się, do cholery dzieje?

- Jeśli na chwilę się zamkniesz, to się dowiesz, kretynie – powiedział Mack.

Gavin wrócił na krzesło.

- Czytacie romanse?

- Nazywamy je p o d r ę c z n i k a m i – poprawił go Rosjanin.

- I to dużo więcej niż tylko czytanie – dodał Malcolm.

Gavina zmroziło.

- Jeśli chcecie mnie wciągnąć do jakiegoś zboczonego klubu swingersów, to odpadam.


Myślę, że żadna recenzja nie będzie w stanie oddać tego, jak fenomenalna jest to książka. „Klub książki. Bromance” to historia tak oryginalna - zarówno w fabule, jak i wykonaniu, że ciężko zwykłymi słowami wam o tym opowiedzieć. Kocham książki, które niosą ze sobą jakąś prawdę, przesłanie, coś z czym wiele osób może się utożsamiać. Ta książka pokazuję, że nie ma ideałów. Nie ma idealnych mężczyzn, nie ma idealnych kobiet. Małżeństwa też takie nie są. NIGDY. To co zachwyca w historii Gavina i Thei, to pokazanie jak bardzo istotna jest rozmowa w relacji damsko-męskiej. O wszystkim – o tym, czego nam brakuję, o tym czego potrzebujemy, o tym co nam przeszkadza i o tym, że fizyczność i przyjemność z niej czerpana też wymaga pracy i przede wszystkim szczerości.



Lyssa Kay Adams ma pióro, którego może jej pozazdrościć nie jeden autor. Jest lekkie i niczym nie wymuszone. Jej słowa dosłownie się połyka, o czym dobitnie świadczy fakt, że czytałam tą książkę do pierwszej nad ranem, co nie zdarzyło mi się od dobrych kilkunastu miesięcy. Humor, który tylko podbił świetną fabułę, sprawił że wielokrotnie na moje twarzy pojawiał się ogromny uśmiech. Nie obyło się bez wzruszeń i momentów refleksji, które wprowadziły do książki tak potrzebny element przesłania.


Autorka świetnie wykreowała głównych bohaterów, dając każdemu z osobna miejsce na to, aby czytelnik mógł go poznać i się z nim utożsamić. Moje serce skradły nie tylko postaci Gavina i Thei, ale i bohaterowie drugoplanowi, czyli panowie z klubu książki.


Wiecie co jeszcze jest cudowne? Ta książka to idealna lektura zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. A najlepiej czytać ją razem. Thea i Gavin coś wiedzą na ten temat.


Poza tym, czyż ta szata graficzna na okładce nie jest genialna?! Taka wpadająca w oko feria kolorów to cudowne zaproszenie do tego jakże niebanalnego i zaskakującego wnętrza. To się nie mogło nie udać.


Dla mnie? 10/10. Wróć. 100/10.


                                  Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu Kobiecemu!

piątek, 12 lutego 2021

#152 "Prawo mafii" - K.N. Haner, K. Litkowiec, A. Wolf, A. Sinicka, K.C. Hiddenstorm, J.G. Latte, M. Adams, A. Rose, J.B. Grajda, A. Wilk, E. Raj

     Co się stanie, kiedy jedenaście kobiet – różnych pod względem charakteru i pióra postanowi połączyć swoje siły i wziąć pod lupę jeden z najpopularniejszych ostatnio książkowych motywów, czyli mafię? Odpowiedzi na to, jak w tych klimatach odnalazły się jedne z najpopularniejszych polskich autorek, postanowiłam poszukać w trakcie lektury antologii Prawo mafii, która w tym tygodniu miała swoją premierę.




          Tytuł – „Prawo mafii"
           (oryg. Prawo mafii)

                  Autor

E. Raj, K.N. Haner, K. Litkowiec, A. Wolf, A. Sinicka, K.C. Hiddenstorm, J.G. Latte, M. Adams, A. Rose, J.B. Grajda, A. Wilk, 

         Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 368
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-2837-742-4


K.N. Haner - „Mirrors to... moje piętno”

Każda fanka twórczości autorki zna serię „Mafijna miłość” opowiadającą losy Adama i Cassandry. Kasia dołożyła do tej antologii swoje „trzy grosze” w postaci genialnej zapowiedzi tego, czego będzie można spodziewać się w czwartej książce wspomnianej serii. Jak to się stało, że Adam stał się Morfeuszem i jak to wpłynęło na jego życie? To opowiadanie przynosi odpowiedzi na te pytania, ale i stawia przed czytelnikami kolejne. Uważam, że to najlepsza historia spośród wszystkich jedenastu w antologii, ponieważ... autorka skupiła się w dużym stopniu na psychologii i rozterkach wewnętrznych męskiej postaci.



Kinga Litkowiec – „Weekend z diabłem”

Jak wiele bylibyście w stanie zrobić, aby uratować własną firmę? Jak wiele poświęcić? Przed takim dylematem stanęła Blair Thomas, kiedy Caleb Williams złożył jej propozycję nie do odrzucenia. Niebezpieczeństwo, ryzyko i seksowny mężczyzna – oto co dostajemy w tej historii.



Anna Wolf - „Niebezpieczne zaproszenie”

Kiedy twoja siostra znika w dniu w którym uczestniczyła w ekskluzywnym przyjęciu, a Ty dostajesz zaproszenie na następne, co robisz? Idziesz w nadziei, że dowiesz się co się z nią stało. Lisa Masterson nie wiedziała, że być może pomocy udzieli jej sam podejrzany i organizator imprezy - Pietro Al'madore. Odrobinę rozczarowałam się końcówką, która pozostawiła mnie ze znakiem zapytania.



Alicja Sinicka - „Podążaj za mną”

Gdy stajesz się przypadkowym świadkiem strzelaniny, myślisz tylko o jednym – UCIEKAJ! Ale, co dzieje się, kiedy zostajesz złapana? Sama jestem zaskoczona, że fabuła osadzona w polskich realiach tak bardzo mi się spodobała. Krótkie opowiadanie o Annie i Adrianie nie tylko mnie wzruszyło, ale i zaskoczyło końcowym „plot twistem”.



K.C. Hiddenstorm - „Patrz na mnie”

Lana jako tancerka erotyczna ma zapewniać rozrywkę mężczyznom. Jednak pewnego dnia taniec dla tego, który jakiś czas temu skradł jej uwagę, kończy się masakrą w której to ona ratuję jego życie. Erotyczna i intrygująca historia, którą  czytało się naprawdę dobrze.



J.G. Latte - „Pięć zmysłów”

Autorka tej historii zabiera czytelników w świat młodej dziewczyny, która pracę dla kartelu narkotykowego zmuszona była zacząć, gdy jej ojciec podupadł na zdrowiu, a rodzina potrzebowała dodatkowych środków finansowych. Choć do obowiązków Giselle należały rozładunki kontenerów z nielegalnymi pakunkami, to i tak miała świadomość brutalności półświatka. Co zatem się stanie kiedy ona – znajdująca się na najniższym szczeblu organizacji zostanie wezwana na spotkanie z tym, który jest na samej górze? Aż żałuję, że historia była taka krótka.



Meg Adams - „Zapłata za grzechy”

Dwie siostry – dwa odmienne charaktery. Kiedy jedna wpakowała się w kłopoty i zadarła z niewłaściwymi ludźmi, starsza Alison wzięła winę na siebie. Ale jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić? Główna żeńska postać okazała się silną i odważną kobietą, co stanowi dla mnie zdecydowany plus tej historii. Autorka zmiotła mnie zakończeniem, po którym zbierałam szczękę z podłogi.



Ana Rose - „Zniewolona”

Gdy córka mafioza Pietra La Torre znika, ten zwraca się z prośbą do swojego dobrego przyjaciela Daria Giuliano. Pomocą służyć ma Flavio – syn Daria, któremu zostaję zlecone zadanie znalezienia i sprowadzenia buntowniczej Zariny do domu. Jednak ojciec dziewczyny chcę, aby otrzymała ona nauczkę, więc w grę wchodzi raczej podstęp, aniżeli załatwienie tego po dobroci. Świetnie napisana historia i główna bohaterka z przysłowiowymi „jajami” to zdecydowane zalety pióra Any Rose.



J.B. Grajda - „Kwestia wyboru”

Kiedy Sylwia - agentka służb specjalnych otrzymuję zadanie służbowe jeszcze nie wie, jak bardzo wywróci ono jej życie. Zbliżenie się do człowieka, który stoi na czele organizacji piorącej brudne pieniądze i zajmującej się nielegalnym obrotem paliwa było dobrze zaplanowane, z wyjątkiem tego, że... czasem plany biorą w łeb, a człowiek staje przed wyborami, które mogą okazać się jego ruiną. Cięty język głównej bohaterki i ciekawie skrojona fabuła przyczyniły się do tego, że moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki oceniam naprawdę dobrze.



Aniela Wilk - „Kurt”

Gangster i wizyta u psychologa? Ciekawy pomysł autorki, która postanowiła połączyć losy mężczyzny z przestępczego świata i kobiety, której praca polega na słuchaniu o problemach innych. Kiedy jedni mają depresję, inni na wstępie wizyty chwalą się... zabiciem człowieka. Chętnie przeczytałabym rozwinięcie tej historii, bo autorka zaostrzyła mój apetyt na więcej.



E. Raj - „Kto igra z ogniem”

Kelnerka, której uwagę przykuł stały bywalec restauracji – niebezpieczny bywalec. Dwa różne światy, które pewnego dnia się połączyły. Moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i wyszłam z niego zachwycona. Świetna akcja, dialogi, postać drugoplanowa, a przede wszystkim fantastyczna końcówka, sprawiły, że z czystym sercem zapoznam się bliżej z twórczością E. Raj.


                               Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu EditioRed!

poniedziałek, 8 lutego 2021

#151 "Tylko rok" - Penelope Ward

   Nazwiska Ward nie trzeba chyba przedstawiać, zwłaszcza fankom literatury kobiecej. Penelope należy do grona moich ulubionych zagranicznych autorek, od książek której jestem uzależniona. „Tylko rok” to historia, która swoją oficjalną polską premierę będzie miała już w najbliższą środę tj. 10 lutego. Jeśli jesteście ciekawi, co tym razem autorka zaserwuję swoim czytelnikom, zapraszam do lektury mojej przedpremierowej recenzji.




           Tytuł – „Tylko rok"
          (oryg. Just one year)
          Autor – Penelope Ward
      Tłumaczenie - Wojciech Białas
         Wydawnictwo – EditioRed
            Liczba stron – 368
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-2837-035-7


Uczelniana toaleta to chyba nie najlepsze miejsce na pierwsze spotkanie. No cóż … w przypadku bohaterów „Tylko rok” Penelope Ward nie miała litości i zaserwowała im bardzo zabawny początek.

Powiedzieć, że dzień orientacyjny drugiego roku studiów na Northern University był dla Teagan Carrol kiepski to ... mało. Nie dość, że nie dostała się na zajęcia z chemii na których jej zależało, to w dodatku dowiedziała się, że uczelniana administracja pozytywnie rozpatrzyła wniosek jej macochy – Maury o to, aby w ich domu zamieszkał student z grupy międzynarodowej. Dopełnienie tego tragicznego dnia nadeszło jednak w chwili, kiedy damska łazienka okazała się nieczynna. Zmuszona do skorzystania z męskiej toalety w której zapach wywoływał odruch wymiotny to jedno, ale kiedy w łazience pojawia się pewien przystojniak, który sam oskarża cię o spowodowanie tego tragicznego zapachu to wiesz już, że ten dzień przejdzie do historii największych katastrof w twoim życiu.


- To niesamowite, że taki mikrus jak ty mógł narobić tyle smrodu.

Serce zakołatało mi w piersi.

- To nie ja.

Wiedziałam, że im bardziej będę zaprzeczać, tym bardziej podkopię swoja wiarygodność. Musiałam się stamtąd ulotnić.

Nieznajomy zachichotał.

- Wyluzuj, tak tylko żartowałem.

Doprawdy? Prześlizgnęłam się obok niego szybkim krokiem.

- Miłego dnia.

- Zwąchamy się później słoneczko. - zawołał za mną.

Wymaszerowałam za drzwi i pomknęłam korytarzem, jakby ścigał mnie sam diabeł.


Kiedy okazało się, że Bo Cheng – student z Chin, który miał zamieszkać w rodzinnym domu Teagan ma alergię na koty (a takowy mieszka u rodziny Carrol), uniwersytet zdołał znaleźć za niego zastępstwo. Domyślacie się już w jakim kierunku zmierza ta sytuacja, prawda? Naszą bohaterkę czekał niemały szok, kiedy idąc do kuchni, aby poznać nowego lokatora, słyszy dość znajomy głos - głos, który jest identyczny jak ten, który stroił sobie z niej żarty w męskiej toalecie. Głos należący do nowego lokatora jej domu – brytyjskiego studenta Caleba Yatesa.

Pomimo początkowej niechęci wobec siebie, nasi bohaterowie zaczynają dostrzegać, że świetnie im się ze sobą rozmawia. Dodatkowo, wspólna nauka uświadamia im, że sporo ich łączy. Caleb pomaga też Teagan - na co dzień odrobinę zamkniętej w swoim świecie dziewczynie, wyjść ze skorupy introwertyczki. Kiedy chłopak zaczyna spotykać się z inną studentką, nasza bohaterka zaczyna czuć coś, czego wcale nie chcę – zazdrość. Uczucia i zakochanie się, to ostatnie rzeczy jakich szuka dziewczyna – zwłaszcza, że Caleb przyjechał tylko na rok, po którym planuję wrócić do Londynu.


Moim zdaniem historia napisana przez Penelope Ward jest po prostu … dobra. Nie jest zła, ale nie jest też jakoś wybitnie zapadająca w pamięć i raczej nie trafi do zestawienia moich ulubieńców, którzy wyszli spod pióra autorki. Tak naprawdę najwięcej w tej książce dzieję się na sam koniec. Były fragmenty, które mnie wzruszyły i to na te momenty chyba czekałam najbardziej. „Tylko rok” porusza także problem traumy związanej z wydarzeniem z przeszłości i poczuciem winy, którą człowiek potrafi nosić, niczym ciężar przygniatający go z każdym kolejnym dniem.

Fabuła tej historii to zdecydowanie mniej rozrywki, a więcej rozważań i rozmów. Mimo iż, książka to prawie czterysta stron tekstu, to czyta się ją bardzo szybko.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                    Wydawnictwu EditioRed!

piątek, 5 lutego 2021

#150 "Matrioszka" - Paulina Jurga

      Ostatnio (ku mojemu totalnemu zaskoczeniu) coraz częściej sięgam po polskie autorki - zwłaszcza te, dopiero debiutujące na polskim rynku wydawniczym. "Matrioszka" to historia, którą dzięki wydawnictwu Otwartemu, miałam przyjemność przeczytać już w minionym roku - jeszcze przed korektą tekstu oraz bez jakiegokolwiek projektu graficznego okładki ... i wiecie co? Już wtedy zachwyciłam się piórem Pauliny Jurgi. Kiedy światło dzienne ujrzała oficjalna okładka do książki, mój zachwyt został tylko dodatkowo podsycony. „Matrioszka” - zapamiętajcie ten tytuł, bo już 10 lutego będzie o nim głośno.



           Tytuł – „Matrioszka"
            (oryg.Matrioszka)
          Autor – Paulina Jurga
          Wydawnictwo – Otwarte
            Liczba stron – 368
         Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-8135-077-8


Na początek uruchomcie swoją wyobraźnię.


Jesteście siedemnastoletnią dziewczyną. Na co dzień, uczęszczacie do drugiej klasy liceum i z wielką pasją trenujecie siatkówkę, choć swoją przyszłość chcecie związać z farmacją. Wasza mama zmarła przy porodzie, ale otrzymaliście mnóstwo miłości od wychowującego was samotnie ojca – policjanta.


Opis ten mógłby dotyczyć dosłownie każdego i każdy mógłby się z taką osobą utożsamiać. Marta Małecka mogłaby by być waszą rówieśniczką, koleżanką, sąsiadką... 


Nasza bohaterka wiodła zatem przeciętne, spokojne życie, aż do dnia w którym ten spokój został jej nagle i brutalnie odebrany. Gdy pewnego dnia, po powrocie ze szkoły zastała w mieszkaniu, swojego ojca w towarzystwie obcych mężczyzn wyglądających na takich, od których człowiek chcę uciekać w przeciwną stronę, wiedziała, że coś jest nie tak. Słowa mężczyzny przedstawiającego się jako Grigorij Kosłow wbiły Martę w ziemię. Możecie sobie tylko wyobrazić, co czuję siedemnastolatka, kiedy nieznany jej mężczyzna dobitnie uświadamia jej, że człowiek, który ją do tej pory wychowywał i którego uznawała za ojca ... wcale nim nie jest. Jakby tego było mało - Kosłow jako jej biologiczny ojciec, który niedawno dowiedział się że dziewczyna jednak żyję przybył nie tylko po to, żeby się "grzecznie" ujawnić, ale i po to, aby zabrać ją ze sobą. Nasza bohaterka myślała, że sytuacja nie może być gorsza, ale mogła. Bo Grigorij Kosłow nie jest przeciętym Rosjaninem. On jest głową Bratwy – rosyjskiej mafii i nie cofnie się przed niczym, żeby Marta wróciła do swojej prawowitej ojczyzny, nawet przed … zabiciem człowieka, który ją wychowywał i porwaniem samej dziewczyny.


Kiedy próba ucieczki i uzyskania jakiejkolwiek pomocy na rosyjskim lotnisku przez Martę okazała się daremna, dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej życie i szansa na powrót do Polski będą zależeć już tylko od niej samej.


" - Błagam pana! Nazywam się Marta Małecka. Porwano mnie z Polski...  Warszawy... zabito mojego tatę! To - wskazałam palcem na Kosłowa - nie jest mój tata. Wczoraj zobaczyłam po pierwszy raz w życiu! Niech mi pan pomoże! - Rozpłakałam się. 

- Przepraszam za córkę - westchnął Kosłow. - Wraca z leczenia psychiatrycznego w jednym z ośrodków w Polsce. Schizofrenia - ostatnie słowa wymówił ciszej."


Marta przeżywa jeszcze większy szok, kiedy po przyjeździe do ogromnej rezydencji ojca okazuję się, że ... ma piątkę rodzeństwa, w tym poruszającego się na wózku inwalidzkim brata bliźniaka Maksymiana, który od razu kradnie serce naszej bohaterki. Choć jej siostry Aleksandra i Anastazja wydają się być miłe, to Iwan i Izjasław od pierwszej chwili nie budzą w Marcie zaufania i jak się później okaże – całkiem słusznie.


W dodatku jeden z ludzi jej ojca, który pomógł ją porwać, a teraz jest jej ochroniarzem, okazuję się być nie tak złym człowiekiem, za jakiego miała go dziewczyna. Nikołaj, choć pracujący dla Kosłowa, zdaję się być przyzwoitym człowiekiem, który może okazać się jej jedyną szansą na ratunek. Marta zaczyna jednak podejrzewać, że mężczyzna nie jest z nią do końca szczery, a biorąc pod uwagę, że oboje zaczynają coś do siebie czuć, sprawy mogą skomplikować się jeszcze bardziej.

 


Mafia to ostatnimi czasy popularny wątek, jeśli chodzi o kobiecą literaturę, więc napisać książkę z tym motywem w ciekawy, oryginalny, a przede wszystkim wciągający czytelnika sposób, to nie lada wyzwanie i odwaga. Autorce „Matrioszki” udało się to jednak w stu procentach. Paulina Jurga sportretowała rosyjską mafię jako organizację nie mającą żadnych skrupułów, a postrzelenie kucharza za niesmakujący posiłek czy ucięcie komuś języka, to tylko jedne z przykładów potwierdzających tą tezę. Autorka pokazała, że Grigorij Kosłow jako głowa Bratwy, to bez wątpienia bezwzględny człowiek, który dla dobra własnych interesów jest w stanie wydać córkę za mąż za człowieka w jego wieku. „Matrioszkę” tworzą bohaterowie, którym zdecydowanie kibicujemy, ale i tacy którym bez mrugnięcia okiem czytelnik wbiłby sztylet prosto w serce. Tej historii się nie czyta - ją się połyka. Zakończenie książki jest takie, jakie ja osobiście najbardziej kocham - zaskakujące i zaostrzające apetyt na więcej. "Matrioszka" to pierwsza część trylogii i już nie mogę się doczekać co autorka zaserwuje czytelnikom w kontynuacjach - "Marionetce" i "Matni", które mają się ukazać kolejno w czerwcu i październiku tego roku.


                              Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                   Wydawnictwu Otwartemu!