środa, 24 listopada 2021

#202 "Hunter" - L.J. Shen

        Nowa seria, nowe miasto, nowi bohaterowie. L.J. Shen powraca na polski rynek wydawniczy z cyklem Boston Belles, w którym nie zabraknie ciekawych i nietuzinkowych żeńskich postaci oraz równie aroganckich, co pewnych siebie mężczyzn z których słynie autorka. Przygodę z tą tetralogią rozpoczyna HUNTER, o którym opowiem wam poniżej.





            
            Tytuł - "Hunter"
           (oryg. The Hunter)
            Autor – L.J. Shen
    Tłumaczenie - Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo–Kobiece/Niegrzeczne książki
           Liczba stron – 424
         Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-6701-442-7


Hunter Fitzpatrick był oszałamiająco przystojny, bezsprzecznie czarujący i niepodważalnie pewny siebie. Kiedy w dodatku rodzisz się w jednej z najzamożniejszych amerykańskich rodzin, musisz mieć się na baczności, bo stoisz na publicznym świeczniku z którego upadek może być bardzo, ale to bardzo bolesny. Hunter nigdy nie był potulny niczym baranek, jak jego młodsza siostra Aisling, ani tym bardziej pozbawiony emocji i sztywny niczym starszy brat Cillian. Jako środkowe dziecko Jane i Geralda Fitzpatricków, naszego bohatera zawsze traktowano odrobinę po macoszemu, a jego zblazowany charakter i reputacja kobieciarza, wcale nie ułatwiały mu kontaktów z już i tak oschłymi rodzicami. Kiedy na światło dzienne wypływa kolejny skandal, w postaci sekstaśmy z udziałem Huntera, jego ojciec stawia mu ultimatum – albo przez kolejne sześć miesięcy jego najlepszymi przyjaciółmi zostaną celibat, abstynencja, szkoła i praca w Royal Pipelines albo... zostanie wykreślony z rodzinnego testamentu.

Na domiar złego Hunter będzie miał nadzór osoby, która ma w nosie jego czarujący uśmiech, wygląd greckiego boga i pochodzenie. Najważniejszym warunkiem, jaki postawił przed nim ojciec, było namówienie do wspólnego zamieszkania dziewczyny, która w mniemaniu Geralda Fitzpatricka stanowiła idealną kandydatkę do utrzymania w ryzach jego zblazowanego syna.

Sailor Brennan była wzorem wszelkich cnót - świetna uczennica bez skandali wiszących nad głową, która ponad wszystko kochała łucznictwo, a jej największym marzeniem był udział w zbliżającej się Olimpiadzie. Małe odstępstwo od perfekcji stanowiła rodzina dziewczyny, a konkretnie ojciec. Troy Brennan oficjalnie był szanowanym biznesmenem, ale w pewnych kręgach znano go, jako speca od brudnej roboty na usługach bostońskich elit. Mimo tej drobnej rysy, nasza bohaterka kochała i była kochana przez swoją rodzinę.

Propozycja złożona jej przez Huntera była prosta: ona miała pilnować go przed wszelkimi pokusami tego świata, a w zamian jego ojciec pomoże jej PR-owo. Jednak nosząca dresy i sprane T-shirty chłopczyca oraz naczelny bostoński skandalista nie przypuszczali, że bycie współlokatorami okaże większym wyzwaniem niż początkowo zakładali.


- Masz tylko pilnować, żebym był trzeźwy i cnotliwy. To wszystko.

Gapiłam się na niego w osłupieniu.

- Mam być twoją niańką?

Wzruszył ramionami.

- Umiem już korzystać z nocniczka i przesypiam całą noc – czasami nawet ranek i popołudnie.


Z „Hunterem” po raz pierwszy zetknęłam się wiosną zeszłego roku, kiedy przeczytałam go w oryginale. I z tego co pamiętam, był to naprawdę przyjemnie spędzony czas. Muszę przyznać, że z polskim wydaniem odrobinę się... męczyłam. Nie wiem z czego to wynika, ale to częste zjawisko przy okazji książek L.J. Shen. O ile jej pióro po angielsku czyta mi się świetnie, tak z naszymi rodzimymi tłumaczeniami mam już nieco pod górkę. Zdecydowanie jestem fanką głównej bohaterki, która nie została sportretowana jako klasyczna piękność, a raczej dziewczyna z wewnętrznym urokiem. Hunter natomiast skradł moje serce poczuciem humoru oraz zmianą, jaka w nim zaszła w kierunku bardziej odpowiedzialnego, aczkolwiek nadal błyskotliwego człowieka.

Boston Belles to ten typ książkowej serii, która z każdym kolejnym tomem jest coraz lepsza, a pisze to osoba, która czytała ją już całą w oryginale. Nie mogę się doczekać, aż poznacie lepiej Cilliana Fitzpatricka - brata Huntera, który będzie protagonistą kolejnej części.



                               Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                               Wydawnictwu Kobiecemu/Niegrzeczne książki!

sobota, 13 listopada 2021

#201 "Pisane z żalem" - Aly Martinez

      Z twórczością Aly Martinez miałam już do czynienia przy okazji lektury, genialnego skądinąd „Release” jej pióra (po cichu liczę, że kiedyś ta historia pojawi się i u nas). Za to z końcem października w Polsce swoją premierę miał pierwszy tom dylogii PODWÓJNY ŻAL czyli „Pisane z żalem”. O tym co sprawiło, że ta książka totalnie mnie... zaskoczyła w kilku(nastu) zdaniach poniżej.

         


 
        Tytuł - "Pisane z żalem"
       (oryg. Written with Regret)
          Autor – Aly Martinez
      Tłumaczenie - Iga Wiśniewska
        Wydawnictwo – Papierówka
           Liczba stron – 388
         Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-6642-940-6

Caven Hunt to dwudziestodziewięcioletni mężczyzna, który właśnie świętuje wraz ze znajomymi ogromny sukces zawodowy. Sprzedaż założonego przez niego jeszcze w college'u oprogramowania do rozpoznawania twarzy, pewnemu gigantowi technologicznemu, zapewniło jemu i jego wspólnikowi sumę bagatela sześciuset osiemdziesięciu sześciu milionów dolarów. Czy cokolwiek może popsuć taki wieczór? Owszem i wcale nie są to sąsiedzi narzekający na zbyt głośną muzykę, a... dzwonek do drzwi mieszkania Cavena po otwarciu których zastaję tam... noworodka i krótki list.


Caven,

przepraszam. Nie chciałam, żeby do tego doszło. To nasza córka Keira. Zawsze będę ją kochać. Dbaj o nią najlepiej jak potrafisz.

Pisze to z żalem.

Hadley


Nasz bohater nie przypuszczał, że jedna przygoda sprzed kilku miesięcy powróci do niego pod postacią nowego życia. Caven nigdy nie planował mieć dzieci, a teraz stanął oko w oko ze swoim największym koszmarem. Kiedy test DNA potwierdził jego pokrewieństwo z małą dziewczynką, a poszukiwania jej biologicznej matki nie przyniosły rezultatu, do naszego bohatera zaczęło docierać, że od teraz jest odpowiedzialny za tego małego człowieka. Mimo ogromnego strachu i niepewności przed nieznanym, Caven postanowił wziąć się w garść i pogodzić z faktem, że jest ojcem.

Od tych wydarzeń minęło kilka lat w trakcie których nasz bohater, nie tylko dojrzał emocjonalnie, ale i nauczył się jak być najlepszym tatą dla swojej rezolutnej i uroczej córki Rosalee, której nadał imię po swojej zmarłej mamie. Caven nie przypuszczał, że jedno przyjęcie z okazji czwartych urodzin dziewczynki wywróci jego ustabilizowane życie do góry nogami. Pojawienie się Hadley wywołało ogromny szok i zamieszanie, a Caven musiał zdecydować, czy pozwolić kobiecie na jakikolwiek kontakt z Rosalee.


Aly Martinez napisała historię pełną trudnej przeszłości, bolesnych wyborów i uczuć z którymi walczą bohaterowie. Mimo, iż "Pisane z żalem" zawiera się w niecałych trzystu stronach, to autorce w zupełności wystarczyło miejsca, aby przedstawić w nich pełną paletę emocji. Jeśli miałabym opisać tą historię jednym słowem, to użyłabym określenia - NIEPOZORNA. Aly Martinez nie tylko potrafi skraść fabułą serce czytelnika, ale umie także mocno go zaszokować. W moim przypadku miało to miejsce na dokładnie 108 stronie, kiedy to autorka zaserwowała bardzo mocny plot-twist, który totalnie mnie zaskoczył. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co przynosi ostatni rozdział tego tomu. Byłam świadoma, że skoro PODWÓJNY ŻAL to dylogia, kwestią bezsporną był fakt, że "Pisane z żalem" zakończy się cliffhangerem. Ale nawet ja (samozwańcza królowa przewidywania wielu rzeczy) nie sądziłam, że Aly Martinez zrzuci taką BOMBĘ. Lubię książki, które potrafią zaskoczyć, ale kocham te, których lekturę kończę zbierając szczękę z podłogi. "Pisane z żalem" bezapelacyjnie należy do tej drugiej kategorii.



                            Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                  Wydawnictwu Papierówka!


piątek, 5 listopada 2021

#200 "Don't hate me"- Lena Kiefer

       Mimo, iż do końca roku pozostały niecałe dwa miesiące, to nadal mam kilka książkowych pozycji na premierę których mocno czekam. Do powyższego grona śmiało mogę zaliczyć drugi tom serii pióra niemieckiej autorki Leny Kiefer czyli „Don't hate me”, który kilka dni temu oficjalnie zawitał do polskich księgarni. Pierwsza część tego cyklu wydana w maju, zrobiła na mnie niezwykle pozytywne wrażenie, jak zresztą większość książek z gatunku New Adult wydawanych przez Jaguara. Czy historia Kenzie i Lyalla rozpoczęta w „Don't love me” ma swoją równie dobrą kontynuację w „Don't hate me”?



         Tytuł - "Don't hate me"   
          (oryg. Don't hate me)
           Autor – Lena Kiefer
     Tłumaczenie - Katarzyna Łakomik
          Wydawnictwo – Jaguar
           Liczba stron – 448
         Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-8266-020-3

Od wydarzeń kończących pierwszy tom minęło pięć miesięcy. Prawda o przeszłości Lyalla ostatecznie pogrążyła jego dopiero co raczkujący związek z Kenzie. Letni pobyt w Szkocji zakończył się zatem dla obojga złamanymi sercami, a powrót do przyziemnych obowiązków okazał się trudniejszy niż mogli przypuszczać. Ona skupiła się na rodzinie, a on na ostatnich egzaminach, które czekały go przed ukończeniem studiów architektonicznych.

Jedno niewinne zaproszenie na inauguracyjne otwarcie nowej części hotelu Grand Kilmore mogło pogrążyć plany obojga, co do posklejania sobie życia po zerwaniu. Jednak ani Kenzie ani Lyall nie zamierzali wracać do miejsca, w którym jednocześnie tak cudownie rozpoczęła się, ale i dramatycznie zakończyła ich relacja. Zwłaszcza kiedy istniało ryzyko, że wpadną na siebie na przyjęciu. Mimo to, chęć zobaczenia efektów swojej pracy przez naszą bohaterkę oraz niechęć ponownego podpadnięcia nestorce rodu Hendersonów w osobie własnej babki przez głównego bohatera ostatecznie wygrały. Ponowne spotkanie Kenzie i Lyalla przebiegło jednak w atmosferze głębokiego żalu, trawiącego serca smutku, niewypowiedzianych słów oraz spojrzeń znaczących więcej niż tysiąc pocałunków. Oboje, choć każde z osoba, dobitnie uświadomili sobie, że droga do poskładania swojego życia na nowo będzie trudna, zwłaszcza kiedy uczucia nie wygasły ot tak z chwilą zerwania.

Nasi bohaterowie sądzili, że spotkanie na inauguracji w Kilmore było ich ostatnim. Życie jednak lubi pisać zaskakujące scenariusze, zwłaszcza kiedy ktoś postanowi zabawić się w swatkę.

Kiedy Kenzie otrzymuję propozycję od samej Theodory Henderson ma wiele wątpliwości, ale tylko jedna odpowiedź może być prawidłowa. Praca przy odnawianiu nowo zakupionego przez matkę Lyalla kompleksu hotelowego w greckim Korfu, wydaje się dla naszej bohaterki nie tylko doskonałą szansą na zdobycie doświadczenia, ale i możliwością uciszenia nadal kłębiących się w niej uczuć. Plan Kenzie zostaje jednak mocno zachwiany przez niespodziewane pojawienie się tego, o którym w trakcie tego wyjazdu miała starać się zapomnieć. Kiedy w Kefi Palace pojawia się Lyall, poproszony przez matkę o kilkutygodniowe zastępstwo, kiedy ta pilnie musi wyjechać do Dubaju, wszystko odżywa na nowo. Uczucia, strach, a przede wszystkim niepochamowane emocje przed którymi nie sposób uciec.


"Na taras weszła Clea ubrana w normalne, nierobocze ciuchy. Zerkaliśmy z zaciekawieniem, kto pojawi się za nią. Theodora wspominała tylko, że to ktoś, kogo zna już od dawna i komu może absolutnie zaufać, a to zostawiało naprawdę sporą przestrzeń do domysłów. Wszyscy mieli nadzieję, że może udało jej się nakłonić do współpracy któregoś z jej sławnych znajomych, więc czekaliśmy jak na szpilkach. Ale to zachłysnęłam się na jego widok.

- Lyall - wymsknęło mi się.

Byłam w szoku. W tym momencie tak bardzo chciałam, żeby to było tylko jakieś przewidzenie, żeby to nie on tam właśnie stał, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i odgarniając włosy niedbałym gestem. On ma być zastępcą Theodory? Właśnie on?

Musiał mnie usłyszeć, bo nie trwało dłużej niż ułamek sekundy, zanim zwrócił swój wzrok na mnie... i zastygł w bezruchu.

- Kenzie - powiedział takim samym tonem.

Było absolutnie jasne, że był równie zaskoczony moją obecnością, jak ja jego."


"Don't hate me" to historia, która nie jest perfekcyjna, ale uważam że czas z nią spędzony absolutnie nie był stracony. Książka, podobne jak pierwszy tom,  napisana jest bardzo przystępnym językiem, typowym dla powieści New Adult. Dość sporo tu opisów czy wewnętrznych monologów postaci, a mniej stricte dialogów między bohaterami, co w pewnym stopniu może nużyć czytelnika. Mocną stroną historii jest postać drugoplanowa w osobie Finlaya - kuzyna głównego bohatera, którego humor ale i niespełniona miłość totalnie mnie ujęły. Moje serce nadal z nieskrywaną miłością biję w kierunku Lyalla, będącego cudownym wiodącym protagonistą książki. Podobnie jak w "Don't love me" i tu Lena Kiefer dała czytelnikom takie zakończenie, że oczekiwanie na trzeci tom będzie istną torturą i wymagać będzie ode mnie dużej dozy cierpliwości, a z tym u mnie zawsze jest problem.




Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar!

sobota, 30 października 2021

#199 "Złączeni przeszłością" - Cora Reilly

      Cora Reilly to autorka, której książki szturmem podbiły serca tysięcy polskich czytelniczek, w tym również moje. Kilka dni temu swoją oficjalną premierę miał siódmy już z kolei tom serii ZŁĄCZENI jej pióra. Powracamy w nim do chicagowskiej mafii, a konkretnie do jednej z moich ulubionych par czyli Dantego i Valentiny.




     Tytuł - "Złączeni przeszłością"
        (oryg. Bound by the Past)
           Autor – Cora Reilly
      Tłumaczenie - Anna Kuksinowicz
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 424
         Wydanie pierwsze – 2021
         ISBN – 978-83-8178-669-0


Już sam tytuł książki sugeruje, że czytelnik odbędzie dzięki niej swego rodzaju powrót do przeszłości bohaterów, a w tym przypadku chodzi głównie o osobę Dantego. Autorka prawie całą narrację oddała właśnie jemu, dzięki czemu mamy szansę poznać tego mężczyznę, jeszcze zanim został Capo chicagowskiej mafii oraz mężem Valentiny. „Złączeni przeszłością” to w pewnym stopniu spowiedź człowieka, który jak się okazuje, często podejmował decyzje na przekór surowym zasadom świata w którym przyszło mu żyć, a robił to często dla dobra bliskich mu osób lub z właściwych według niego pobudek.

Mimo, iż spora część wydarzeń z książki jest dobrze znana tym czytelnikom, którzy lekturę poprzednich tomów serii mają już za sobą (zwłaszcza „Złączonych obowiązkiem”), to jednak spojrzenie na wiele z nich z perspektywy Dantego, stanowi nie lada intrygujący smaczek. Jako Capo Chicago jest człowiekiem numer jeden w szeregach mafii, a oczy wszystkich skierowane są zawsze na niego. Ma stanowić wzór bezwzględności i osoby nie idącej na żadne kompromisy. Jednak (co dobitnie pokazują „Złączeni przeszłością”), życie Dantego pełne było sytuacji, które zmuszały go do postawienia na szali swojej pozycji, dla najważniejszych kobiet w jego życiu: najpierw nastoletniej siostry, potem umierającej pierwszej żony a ostatecznie także dla Valentiny.


Zdrada karana jest śmiercią.

Zabiłem tak wielu ludzi, ponieważ zdradzili to, o co walczymy, ponieważ zdradzili oddział z Chicago.

Hipokryta. Kłamca. Morderca.

Właśnie tym jestem.

Capo. Szef. Sędzi decydujący o życiu i śmierci. Właśnie dlatego jeszcze żyłem, nie zostałem zabity za swoje zbrodnie, za swoje zdrady.


Przyznam szczerze, że nie było momentu, abym się z tą historią nudziła. Pióro Reilly ma w sobie tą nienachalną lekkość, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, biorąc pod uwagę, że tłem dla niej są klimaty mafijne. Dante i Valentina zostali tu przedstawieni nie tylko jako Capo i jego żona, ale i wspaniali rodzice. Sądzę, że każdy fan serii ZŁĄCZENI będzie usatysfakcjonowany tą historią, bo fabuła stanowi cudowne połączenie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.


                                 Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!

wtorek, 26 października 2021

#198 "Dawny przyjaciel" - Samantha Towle

       Po długiej nieobecności w naszym kraju Samantha Towle powraca z nową serią, której pierwszy tom „Dawny przyjaciel” wprowadza nas w świat muzyki rockowej. To właśnie tą historią autorka debiutowała na zagranicznym rynku wydawniczym ponad 9 lat temu, a teraz nadszedł czas, aby polscy czytelnicy zakochali się w historii wokalisty niezwykle popularnego zespołu The Mighty Storm oraz kobiety, która skradła jego serce.



 


        
       Tytuł - "Dawny przyjaciel"
        (oryg. The Mighty Storm)
         Autor – Samantha Towle
     Tłumaczenie - Elżbieta Pawlik
         Wydawnictwo – NieZwykłe
           Liczba stron – 481
        Wydanie pierwsze – 2021
        ISBN – 978-83-8178-671-3


Trudy Bennett od dzieciństwa kochała dwie rzeczy – muzykę i pisanie. Dzięki ojcu, który związany był z przemysłem muzycznym, dorastała otoczona wszystkim, co tego dotyczyło. Mimo, iż po ukończeniu studiów z tym związanych, nie zdobyła wymarzonej pracy w żadnym renomowanym magazynie branżowym, to dzięki przyjaciółce znalazła zatrudnienie w piśmie modowym „Etiquette”. Dzięki swojej kolumnie, może się spełniać recenzując nowe albumy czy przeprowadzając wywiady z ludźmi związanymi z przemysłem muzycznym. Nasza bohaterka nie mogła przypuszczać, że jedno zawodowe zlecenie wywróci jej poukładane życie do góry nogami.

Rozmowy ze znanymi muzykami to chleb powszedni dla Trudy, jednak nie kiedy w grę wchodzi wywiad z frontmanem odnoszącej ogromne sukcesy kapeli rockowej The Mighty Storm. Bo dla świata Jake Wethers może być bożyszczem tłumów, który głęboko do serca wziął sobie słynne powiedzenie sex, drugs and rock'n'roll, jednak dla naszej bohaterki, to niespełniona miłość z dzieciństwa. Kiedyś łączyło ich wiele, a rozdzieliła jego przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych. Mimo, iż obiecali utrzymywać ze sobą kontakt, ten z każdym telefonem i listem był coraz rzadszy, aż w końcu Jake całkowicie go zaprzestał, co złamało serce nastoletniej Trudy.

Od tamtych wydarzeń minęło dwanaście lat, a nasza bohaterka śledziła w sieci poczynania mężczyzny, który kiedyś jako chłopiec, tak wiele dla niej znaczył. Zdobył wszystko o czym mógł marzyć młody muzyk - sławę, pieniądze i zainteresowanie kobiet. Świat z zainteresowaniem śledził jego karierę z którą wiązały się kolejne przeboje czy wyprzedane koncerty. Jednak to, co ostatnio przyciągało jeszcze większą uwagę mediów, tyczyło się odwyku i załamania, które nastąpiły u Jake'a z powodu śmierci bliskiego przyjaciela i członka The Mighty Storm.

Jeśli Trudy liczyła, że Jake Wethers nie będzie jej pamiętał, to mocno się przeliczyła, bo gdy tylko dotarła na wywiad powitał ją ten sam uśmiech, który pamiętała z dzieciństwa – tylko, że teraz towarzyszyła mu także przystojna twarz buntownika i ciałem modela z wybiegu. Spotkanie po ponad dekadzie przywołało wspomnienia, które dla Trudy miały gorzki smak. Nasza bohaterka nie przypuszczała jeszcze, że jeden wywiad obudzi w niej uczucia, które miały pozostać głęboko uśpione, zwłaszcza że jest obecnie w szczęśliwym jakby się mogło wydawać związku.


Czuję się zagubiona.

Nasze oczy się spotykają i widzę to… rozpoznał mnie.

Pamięta mnie.

Moje wnętrze jest tak rozedrgane, jakby małe małpki huśtały się na wszystkich

zakończeniach nerwowych, które w sobie mam. Czuję przy tym natychmiastową ulgę.

Jake ma na sobie dopasowane czarne jeansy i czarny T-shirt z dekoltem w kształcie

litery „V”. Włosy ma ułożone w charakterystyczny dla niego sposób. To jego znak

rozpoznawczy.

(...)

Jake nie odrywa ode mnie wzroku. Wydaje mi się, że jest trochę zaskoczony i w tym

momencie nie jestem pewna, czy to dobrze, czy źle.

– Tru? – Ten głos. Brzmi tak samo, jest tylko głębszy, bardziej męski i oczywiście

bardziej amerykański niż brytyjski, ale ciągle ten sam. Słyszałam go już wypowiadającego się

w telewizji, ale słyszeć go teraz, mówiącego do mnie… to po prostu Jake – Jake, którego

znam.

– Trudy Bennett? – powtarza. – Moja Trudy Bennett?

Jego Trudy Bennett?

(...)

– Cholera, to naprawdę ty.

Kiwam głową.

– Tak. To naprawdę ja. – Brzmię jak jego echo, ale naprawdę nie wiem, co innego

mogłabym powiedzieć.

Nie jestem pewna, czemu byłam taka przerażona i zdenerwowana spotkaniem z nim.

Wydawało mi się, że to dlatego, bo jest teraz tym, kim jest. Jest taki sławny. Ale patrząc na

niego teraz, dokładnie wiem, czego się bałam.

Bałam się, że kiedy zobaczę go po takim czasie, moje uczucia do niego odżyją.

I widząc Jake’a, stojącego tak przede mną, wiem już, że jestem całkowicie i totalnie w

czarnej dupie.

A to dlatego, że znowu jestem czternastoletnią Trudy.


Najtrudniejsze miało jednak dopiero nastąpić. Bo propozycja jaką otrzymał magazyn w którym pracuję Trudy trafia się raz na milion, szansa której się nie odrzuca, a przede wszystkim taka, której powodzenie mogło wywindować „Etiquette” na sam szczyt. Napisanie biografii Jake'a Wethersa mogło pomóc dziennikarskiej karierze Trudy, ale i wywołać duże zamieszanie w jej życiu osobistym. Bo to zlecenie wymagało udziału w zbliżającej się międzynarodowej trasie koncertowej The Mighty Storm. Kilka tygodni w towarzystwie młodzieńczej miłości? Co może pójść nie tak? WSZYSTKO.


„Dawny przyjaciel” to przede wszystkim historia o drugiej szansie. Ale nie tylko. Pierwszy tom serii Rockmani to również blaski i cienie, jakie niesie ze sobą życie w ciągłym świetle reflektorów sceny i aparatów fotograficznych czyhających na każdym kroku fanów. Sława ma swoją cenę, a brak prywatności czy ocenianie i wytykanie każdego twojego ruchu, to dopiero początek góry lodowej. Historia Jake’a i Trudy nie jest łatwa. Będziecie krytykować ich decyzje, podważać moralność zachowania obojga, a przede wszystkim krzyczeć z powodu wypowiadanych oraz nie do końca przemyślanych słów. "Dawnego przyjaciela" można śmiało wrzucić do kategorii angsty romance, w którym postawa głównych bohaterów przyprawi was o taką samą ilość nerwicy, co zachwytów. Ta książka wywołuje mnóstwo sprzecznych emocji i to stanowi jej największą zaletę. Cała historia napisana jest z perspektywy głównej bohaterki, jednak autorka uraczyła czytelników smaczkiem w postaci jednego rozdziału w którym narracja prowadzona jest przez Jake’a - a jest to scena wywiadu, którą znajdziecie na samym końcu książki.


                               Za możliwość recenzji i egzemplarz książki serdecznie dziękuję 
                                                                Wydawnictwu NieZwykłemu!